Kultura

WIOSENNE DIONIZJE W GARDZIENICACH

Dlaczego starożytną historię Grecji traktujemy jak dobro wspólne, a na jej współczesność patrzymy przez pryzmat dobrego hotelu, gwarantowanej pogody, rekreacji i kuchni? Dlaczego greckie kryzysy społeczne, polityczne i finansowe są dla nas tylko urlopowym kłopotem?

Anna Schwerin

 

W tym roku lato rozpoczęło się wyjątkowo wcześnie, rozpieszczając lub przeciwnie – doskwierając upałami. Dlatego chętnie połączyłam przyjemne (wyjazd za miasto) z pożytecznym (Konferencja Naukowo- Artystyczna Eurypides Innowator) i jeden z majowych weekendów spędziłam w Europejskim Ośrodku Praktyk Teatralnych Gardzienice, w ciągu dnia z przyjemnością słuchając wykładów (m.in. Między szałem a rozsądkiem: Eurypides a piśmiennictwo medyczne; Jak ludzie kończą, jakimi są pozostawiani w tragediach Eurypidesa), a wieczorami oglądając przedstawienia w wykonaniu aktorów Teatru Gardzienice i londyńskiego Teatru Thiasos. Planowałam ten wyjazd z rocznym wyprzedzeniem – tuż po zakończeniu drugiej edycji konferencji, która
w 2017 r. częściowo odbywała się również na wydziale Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego.

Była to dla mnie podróż do źródła moich ulubionych gatunków scenicznych – opery i dramatu muzycznego oraz szansa usłyszenia na żywo melodyki, brzmienia i barwy języka Homera. Okazuje się bowiem, że każda ze sztuk napisana w starożytnej Grecji miała swoją warstwę muzyczną (stąd inspiracja dla nowożytnej opery), którą niedouczeni kopiści systematycznie przez wieki pomijali, dlatego znamy wyłącznie teksty. Ale badacze starożytnych manuskryptów zaobserwowali, że pewne kropki czy litery nad słowami nie są błędami, a właśnie nutami. Dzięki temu udało się odtworzyć i nagrać muzyczne okruchy starożytności (Metamorfozy. Muzyka Starożytnej Grecji, wyd. OPT Gardzienice 2000).

Dawniej, czyli w XX- tym wieku, przed II wojną światową, łaciny i greki uczono w szkołach. Dzisiaj języki klasyczne zniknęły z przestrzeni publicznej (nawet z kościoła katolickiego), swoją ostoję znalazły na uniwersytetach i praktycznie stały się martwe. Ale o ile zwiedzając zabytki potrafimy odczytać bez problemu napisy łacińskie, to greka złośliwie wykazuje naszą ignorancję już na poziomie alfabetu. Wyjątkiem są powiązane z postacią Chrystusa litery alfa i omega, chociaż najczęściej i tak je kojarzymy raczej z markami samochodów.

Okazuje się, że dziedzictwo starożytnej Grecji rozpierzchło się po naszym skomercjalizowanym świecie jak puzzle, z których nikt jeszcze nie stworzył spójnego obrazu. Odnajdujemy je w matematyce (twierdzenie Pitagorasa), fizyce (prawo Archimedesa), medycynie (przysięga Hipokratesa), astronomii i literaturze (gwiazdozbiory, mity), architekturze i sztuce (złoty podział). Jednakże są to pojęcia, których prawdziwe znaczenie – połączenie osoby z jej osiągnięciem – rozmyło się na przestrzeni wieków.

Dlatego pomysł Włodzimierza Staniewskiego, aby pokazać starożytną Grecję w oderwaniu od wizji nieskazitelnie białych ubrań i lśniących marmurowych posągów – jest oryginalny i inspirujący. A dramaty Eurypidesa (ca 480 – 406 p.n.e.) stają się kluczem do zapomnianego świata naszych europejskich korzeni. Wieczorami na scenach OPT Gardzienice melorecytowane teksty Eurypidesa sprzed dwóch i pół tysiąca lat brzmią jak napisane współcześnie. Aktorzy głosem, gestem, maską, działaniami scenicznymi wywołują silne, wręcz pierwotne emocje, potęgowane multimediami i naturalną nocną scenerią parku. Oglądając Oratorium Pytyjskie, Ifigenię w Aulidzie czy Ifigenię w Taurydzie, stajemy się uczestnikami starożytnych Dionizji. Doświadczamy arystotelesowskiej katharsis (oczyszczenia przez sztukę), a przy okazji zaczynamy rozumieć dramat znienawidzonej przez uczniów Antygony. I może wreszcie dostrzeżemy w greckich amforach zapisane na wieki świadectwo cywilizacji, a nie tylko zwykłe gliniane naczynie.


 „Nasze Czasopismo” nr 6/2018
ELEKTRA 2004, zjawy fot Zbigniew Bielawka