Historia

SEN O WOLNOŚCI CZERWIEC’56

Poznański Czerwiec zapoczątkował serię zrywów polskich obywateli przeciwko władzy komunistycznej. Poznaniacy byli wzorem dla Warszawy, Gdańska, Radomia, Ursusa, a także Budapesztu.

Jacek Wachowski

 

Pierwszy i najbardziej krwawy protest przeciwko komunistycznej władzy wybuchł 28 czerwca 1956 r. w Poznaniu. Kryzys narastał od 1953 roku. W Zakładach im. Hipolita Cegielskiego (które w grudniu 1949 r. przemianowano na Zakłady Przemysłu Metalurgicznego im. Józefa Stalina) zwiększono normy produkcyjne, a w kolejnych latach śrubowano je jeszcze bardziej, ograniczając przy tym zarobki. Do przesilenia doszło wiosną 1956 roku, ale o dacie protestu zadecydował termin rozpoczęcia Międzynarodowych Targów. Do Poznania przyjechali zagraniczni dziennikarze i międzynarodowe delegacje i to właśnie ich obecność była szansą na to, by świat się dowiedział o sytuacji robotników za żelazną kurtyną.

Milczący pochód

W czwartek 28 czerwca o 6.00 rano robotnicy Cegielskiego rozpoczęli strajk generalny. O 6.30 zawyły zakładowe syreny. Tłum robotników wyszedł na ulicę. Do maszerujących dołączyli kolejarze
z Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego, pracownicy MPK i innych zakładów miasta..

Do robotników zaczęli dołączać mieszkańcy miasta. Pojawiły się biało-czerwone flagi i transparenty. Demonstranci skandowali: „Chcemy chleba”, „Chcemy wolności”, „Precz z czerwoną burżuazją”. Śpiewali hymn narodowy, Rotę i „Boże, coś Polskę”.

Około 9. rano na Placu Stalina (obecnie Plac Mickiewicza) zgromadziło się prawie 100 tysięcy manifestantów. Domagali się przyjazdu władz. Przed 10.00 protestujący podzielili się na trzy grupy. Ich celem było przejęcie kontroli nad więzieniem i zniszczenie akt osadzonych tam więźniów politycznych, opanowanie dworca kolejowego i wstrzymanie ruchu pociągów oraz odbicie obozu NKWD i UB w Mrowinie pod Poznaniem.

Z czołgami na robotników

O 10.40 padły pierwsze strzały z gmachu UB przy ulicy Kochanowskiego. Niecałą godzinę później wzniesiono pierwsze barykady. O 14.30 do Poznania przyjechał premier Józef Cyrankiewicz w towarzystwie Edwarda Gierka i wiceministra obrony gen. Stanisława Popławskiego. Wkrótce na ulicach pojawiły się czołgi. O 20.00 wydano rozkaz użycia całej piechoty i broni pancernej, a w razie potrzeby również artylerii.

Do walki z powstańcami skierowano od 8 do 9 tys. milicjantów i żołnierzy, 359 czołgów, 31 dział pancernych oraz 36 wozów opancerzonych, a także działa przeciwlotnicze i samoloty. Walki ucichły dopiero następnego dnia, ale pojedyncze strzały słychać było też później. Kazimiera Iłłakowiczówna, która mieszkała przy ul. Gajowej – w samym centrum wydarzeń, napisała, że „rozstrzelano jej serce w Poznaniu”. Tego dnia rozstrzelano wiele serc.

Bilans Czerwca okazał się tragiczny. Była to największa masakra w dziejach powojennej Polski. Jej przebieg i skutki poznawaliśmy powoli: z relacji bezpośrednich uczestników i z książek (jedną
z takich legendarnych monografii napisali nieżyjący już profesorowie mojego wydziału, Zofia Trojanowiczowa i Jarosław Maciejewski). W ustaleniu pełnej listy ofiar skutecznie przeszkadzały komunistyczne władze.

Zmowa milczenia

Ostatecznie zidentyfikowano 58 zabitych. Ich pogrzeby odbywały się nocą, mogło w nich uczestniczyć tylko dwóch członków rodziny. Nie ogłoszono żałoby narodowej. Szacuje się, że w zamieszkach zostało rannych od kilkuset do tysiąca osób, ok. 600 uczestników aresztowano i represjonowano, przeciw 58 osobom skierowano oskarżenia w procesach karnych. Natychmiast też zaczęły się łapanki, aresztowania, rewizje, zwolnienia z pracy.

Represje dotknęły również adwokatów broniących robotników w pokazowych procesach. Najbardziej charyzmatyczni i najostrzej krytykujący władzę mec. Stanisław Hejmowski i mec. Michał Grzegorzewicz zostali pozbawieni prawa do wykonywania zawodu i zrujnowani wysokimi karami finansowymi. Na skrzyżowaniu Solnej i Hejmowskiego osiem lat temu postawiono pomnik. Znajduje się na nim napis: “Adwokatom – niezłomnym obrońcom w procesach Czerwca 1956 i procesach politycznych”.

Większość historyków podkreśla, że Poznański Czerwiec miał ważne skutki polityczne i społeczne: otworzył drogę do zrywu w Budapeszcie i październikowej odwilży, stał się symboliczną inspiracją późniejszych protestów: marca 1968 i grudnia 1970 roku, Radomia 1976 roku, wybuchu „Solidarności” i wreszcie upadku komunizmu.

Przede wszystkim jednak zmienił sposób myślenia ludzi. Uświadomił, że wolności się nie dostaje, że trzeba o nią walczyć. Co więcej, że zaczyna się ona tam, gdzie kończy się strach. Tego strachu było coraz mniej w kolejnych miesiącach i latach. Nie było go też następnego dnia, gdy poznańskie radio transmitowało przemówienie Cyrankiewicza, który groził, że władza ludowa obetnie każdą rękę, która zostanie na nią podniesiona. Tego strachu nie było również w rezolucji pracowników i studentów poznańskiego Uniwersytetu, którzy solidaryzowali się z robotnikami. Strachu nie było także wśród tych, którzy pisali na murach i drukowali ulotki. Na słupie ogłoszeniowym przy ulicy Gwardii Ludowej (obecnie Wierzbięcice) ktoś napisał: „Moskale, precz z Polski” a w pobliskim Kościanie na drzwiach: „Poznań 28 VI 1956 r. – Niech żyje rewolucja. Chcemy wolności”.

Przechowana pamięć

Pamięć o zrywie robotników przetrwała w czasach, w których o Czerwcu nie można było mówić – we wspomnieniach mieszkańców i w przekazach rodzinnych. Dopiero po 25 latach na Placu Mickiewicza stanął pomnik upamiętniający zryw robotników i obywateli. W kolejnych latach przywrócono zbiorowej pamięci inne symboliczne miejsca. Na skrzyżowaniu Kochanowskiego i Dąbrowskiego – gdzie znajdował się Urząd Bezpieczeństwa, z jego okien strzelano do demonstrantów – znajduje się dzisiaj Pomnik Poległych w Powstaniu Poznańskim,
a kilkaset metrów dalej obok Głównej Bramy Zajezdni Tramwajowej na ulicy Gajowej – Pomnik Ofiar Czerwca’56, upamiętniający pracowników Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego.

Nieco dalej zginął 13-letni chłopiec – Romek Strzałkowski (najmłodsza ofiara Poznańskiego Powstania). Jego imię nosi ulica łącząca Dąbrowskiego i Poznańską. Ta ulica w symboliczny sposób spotyka się z ulicą Petera Mansfelda, która upamiętnia innego chłopca, bestialsko zamordowanego w czasie węgierskiej rewolucji w październiku 1956 roku. W bramie kamienicy przy Młyńskiej 3 znajduje się pomnik Dzieci Czerwca’56, który stylistyką nawiązuje do warszawskiego Pomnika Małego Powstańca.

Najstarsi świadkowie tamtych wydarzeń wspominają, że najmocniej zapadł im w pamięć stukot drewniaków uderzających o bruk. Robotnicy szli w milczeniu. Byli zmęczeni i zdesperowani. Nie wiedzieli, że będzie to długi marsz. Nie przypuszczali też, że zostaną bohaterami. Śnili tylko o lepszym życiu.


 „Nasze Czasopismo” nr 6/2018
Poznański Czerwiec 1956, źródło: ipn.gov.pl