Prawo

PRAWO WYBORU

Spotkałem się ostatnio z dziwnym argumentem tak zwanego obrońcy życia. Człowiek ten powiedział, że gdyby ustawa liberalizujące aborcję funkcjonowała, to jego dziecko by się nie narodziło… To dziwne stwierdzenie było początkiem jeszcze dziwniejszej rozmowy.

Lech Bokszczanin

 

Argumentacja mojego rozmówcy była tak niedorzeczna, że postanowiłem przedstawić mu równie dziwny przykład. Czemu miał on służyć, opiszę za chwilę.

Mój rozmówca stwierdził, że gdyby prawo pozwalało na legalne przeprowadzenie aborcji, to jego dziecka nie byłoby na świecie. Ja zrozumiałem, że ów rozmówca z tego prawa by skorzystał. Dokonałby wyboru… i tu nasze rozumowanie się mocno różniło. Dowiedziałem się, że decyzję o utrzymaniu lub przerwaniu ciąży determinowało istniejące prawo… nie rozsądek, nie wolna wola, a prawo.

Zagrałem więc z moim rozmówcą w pewną gierkę.

Zapytałem, czy skoro samobójstwo nie jest zakazane (ciężko ukarać kogoś, kto właśnie się zabił), to czemu rozmówca tego nie zrobi?

Jego odpowiedź sprawiła, że nasza rozmowa poszła dokładnie w tym kierunku, którego oczekiwałem. Otóż rozmówca powiedział, że nie popełni samobójstwa, bo nie chce. Logicznym zatem się stało, że rozmówca chciał przerwać ciążę, ale prawo mu to uniemożliwiło. A tłumaczenie, że liberalizacja prawa doprowadziłaby do tego, jest jedynie próbą uciszenia własnych wyrzutów sumienia, ponieważ decyzja o przerwaniu ciąży zapadła wcześniej, tylko prawnej możliwości nie było… i tego rozmówca się wstydzi, to go boli i dlatego szuka sposobu scedowania winy na kogokolwiek innego. W tym przypadku na osoby dążące do liberalizacji prawa.

Próbowałem wyjaśnić rozmówcy, że zmiana przepisów nie zmusi nikogo do przeprowadzenia aborcji, podobnie jak brak prawnej regulacji samobójstwa nie zmusza nikogo do jego popełnienia… i tu natrafiłem na ścianę.

Problem wynika chyba z mentalności ludzi, którzy nie potrafią sami o sobie decydować lub podejmują decyzje, za które boją się brać odpowiedzialność. I w ten sposób tworzy nam się pole do popisu dla wszelkiego rodzaju pomysłów na tworzenie zakazów i nakazów, które będą mówić nam, jak mamy żyć.

Kiedyś był problem ze sprzedażą pornografii… ludzie, którzy nie chcieli jej kupować, żądali zakazu jej sprzedaży, jakby nie rozumieli, że im nikt nie będzie kazał jej kupować. Dzisiaj temat jest o wiele poważniejszy, ale zasada jest ta sama.

Obecnie nam panujący chętnie wykorzystują to, że część Polaków chce być traktowana jak dzieci. Część Polaków nie chce brać pełnej odpowiedzialności za swoje życie i potrzebują silnorękiego wodza, który Im powie, co mają robić. Będzie im wydawał zakazy i nakazy, do momentu całkowitego wyeliminowania prawa wyboru… dzięki czemu nikt nie będzie musiał sam siebie za nic obwiniać ani zbyt dużo od siebie wymagać.

Bolesne jest jednak to, że ta grupa, której pasowałoby być zarządzanymi, inaczej mówiąc ubezwłasnowolnionymi przez panujących nam Ludzkich Panów, nie dąży jedynie do zmiany swojego bytu, ale chce w ten sam sposób ubezwłasnowolnić resztę Polaków… A wszystkich, którzy myślą samodzielnie, wsadzić do jednego wora (nazwijmy ten wór lewakami) i określić mianem wrogów ojczyzny.

Problem z tymi dążącymi do oddania swojego losu i decyzyjności w ręce panujących jest taki, że grzecznie wykonują polecenia. Kiedy ktoś Im każe iść zagłosować na jakiegoś Iksa czy Igreka z PiS-iej listy, to oni to zrobią bez chwili zastanowienia.

Z ludźmi ceniącymi sobie niezależność i samodzielne myślenie jest nieco inaczej. Ich trzeba zachęcić do oddania głosu na jakąś partię czy nazwisko. Im nie wystarczy komenda, trzeba Ich przekonać. Niestety, jeżeli to się nie uda, wszyscy się przekonamy, jak to jest nie mieć wpływu na własne życie.


 „Nasze Czasopismo” nr 6/2018
fot. pixabay.com