Polityka

INTELIGENT W ROLI POLITYKA

Wpływ inteligencji na przebieg życia publicznego jest często przeceniany, a jej autorytet w społeczeństwie mniejszy, niż mogłoby się wydawać. Realizowanie przez inteligenta jego własnych wizji sprawowania władzy często bywa niebezpieczne.

Leszek Jażdżewski

 

Inteligent w polityce znajduje się na polu minowym. Mamy dwa skrajne przypadki. Myślę, że takim symbolicznym pokazaniem inteligentowi miejsca w szyku politycznym jest początek polskiej demokracji. Taka jest teza Marcina Frybesa, który zwrócił mi uwagę na przegraną Mazowieckiego ze słynnym facetem z czarną teczką – Stanem Tymińskim. Ten grzech pierworodny, czy też grzech założycielski polskiej demokracji, został w jakimś stopniu nieprzepracowany.

Problemy populistyczne lub inne, z którymi się zmagamy, biorą się z tego, że ci na górze nigdy do końca nie zrozumieli tych na dole. Obywatele wtedy po raz pierwszy od czasów objęcia rządów przez sanację tak naprawdę otrzymali możliwość zagłosowania i wyrażenia swojej woli. Ta klęska polskiego inteligenta, której przypieczętowaniem było zejście ze sceny partii takiej jak Unia Wolności, a w późniejszych latach przegrana szlacheckiego, ale też inteligenckiego poniekąd etosu Bronisława Komorowskiego pokazują, że inteligent nie odnajduje się do końca
w politycznym dyskursie.

Swoim zaangażowaniem i wyobrażeniami na temat tego, jak robi się politykę, wkracza ze sfery idei, publicystyki, doradztwa w sferę realnej konkurencji. Nie jest to jego miejsce, a porażka nie jest klęską inteligencji, tylko wskazaniem mu miejsca w szyku, powiedzeniem: odchodzisz z tej roli, zajmij się czymś innym, przejdź na uniwersytet, pisz książki.

Inteligent, który dorwał się do władzy i sprawuje ją zgodnie ze swoją wizją, może być dużo bardziej niebezpieczny niż technokrata, laik, czy chłop oderwany od pługa. Zdradza on w pewnym sensie etos inteligencki, okazuje się podwójnie niebezpieczny, ponieważ jednocześnie niezwykle sprawnie potrafi posługiwać się ideami i językiem. Nie można abstrahować od Jarosława Kaczyńskiego jako przykładu, że polityka i inteligent daje razem mieszankę toksyczną. Inteligent wchodzący do prawdziwej polityki może ponieść klęskę lub stanowić bardzo poważne zagrożenie.

Piłsudski i Wałęsa, a teraz Kaczyński zdradzili etos inteligencji albo go nigdy nie reprezentowali. Piłsudski był inteligentem mocno zakorzenionym w szlacheckim folwarku. Jego podejście do polityki absolutnie stanowiło odejście od klasycznego inteligenckiego kanonu, w którym zaangażowanie, wierność prawdzie nie może być zdominowane przez służbę władzy.
Inteligent na służbie władzy albo przestaje być de facto inteligentem albo staje się inteligentem szkodliwym. Jednak nie można odbierać inteligenckości ludziom tworzącym niegdyś aparat PZPR ani profesorom startującym z list PiS-u do Europarlamentu. Można natomiast powiedzieć, że dokonali oni zdrady inteligencji, w której głównym kierunkowskazem jest przedkładanie myślenia ponadpartyjno-ideowego nad interes swojej klasy. Jednym z powodów zgonu politycznego Unii Wolności było to, iż partia zdradziła swoją klasę, nie reprezentując jej interesów stricte politycznych, ale w imię służenia interesom całego kraju.’’

Opracowanie wypowiedzi na podstawie nagrania debaty:
Sylwia Wiszowata

8 maja 2018 r. odbyła się w Warszawie XIV Publiczna Debata Stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita i Teatru Polskiego
im. Arnolda Szyfmana, poświęcona pamięci prof. Jerzego Jedlickiego. O tym, „Czy potrzebujemy autorytetów?… czyli o rolach i zadaniach współczesnej inteligencji”,
dyskutowali:

dr Aleksandra Gliszczyńska-Grabias z Poznańskiego Centrum Praw Człowieka Instytutu Nauk Prawnych PAN,
prof. Joanna Kurczewska z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN
Leszek Jażdżewski – redaktor naczelny czasopisma „Liberté!”.


 „Nasze Czasopismo” nr 6/2018
Leszek Jażdżewski, XIV Publiczna Debata Stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita i Teatru Polskiego im. Arnolda Szyfmana,
„Czy potrzebujemy autorytetów? … czyli o rolach i zadaniach współczesnej inteligencji”
Źródło: https://youtu.be/evnW-l8gtjI