Społeczeństwo

WRESZCIE MOŻEMY POKAZAĆ, ŻE JESTEŚMY

Protestujący w Sejmie Adrian Glinka i Jakub Hartwich opowiadają o codzienności osób niepełnosprawnych, swoich motywacjach, planach i marzeniach

rozmawiał: Michał Szkaradek

 

O co walczycie? Co was tutaj sprowadza?

Adrian Glinka: Walczymy o większą godność, której tak naprawdę nie ma.

Czego realnie oczekujecie od rządu?
Jakie były wasze postulaty na początku protestu i jak one się zmieniają?

Jakub Hartwich: Postulaty od początku są takie same. Ten drugi postulat, czyli zrównanie renty socjalnej, już został spełniony. Ustawa będzie procedowana. Natomiast nie jest zrealizowany pierwszy postulat, o który cały czas walczymy, czyli 500 zł na życie. Wcześniej nazwaliśmy to dodatkiem rehabilitacyjnym, ale tylko dlatego, że nie wiedzieliśmy, jak to ma brzmieć w ustawie. Tu chodzi o gotówkę dla nas, na nasze zdrowie, rehabilitację i życie. Walczymy o przyszłość, kiedy zabraknie naszych opiekunów. Ja nie chcę skończyć w ośrodku.

Nam się zarzuca, że jesteśmy polityczni. Chcę podkreślić, że niezależnie od tego, jaka partia by nas wprowadzała, jesteśmy normalnymi, prostymi ludźmi, którzy chcieli coś zrobić dla osób niepełnosprawnych. Tym bardziej, że nam to rząd Prawa i Sprawiedliwości obiecał.

Jak wyglądają obecnie negocjacje ze stroną rządzącą?

AG: Prawie żadnych negocjacji nie ma. Przynoszą nam coś , co tak naprawdę nie ma odniesienia do naszych dwóch postulatów.
JH: Oni po prostu nie wiedzą, co z tym zrobić. Jest taki mur ze strony rządzącej, bo zawsze trzeba to sobie jakoś wytłumaczyć.

Czy widzicie nadzieję, realną szansę na zwycięstwo w tej walce?

AG: Jest szansa. W końcu trzeba wierzyć, że ten mur skruszy się. Ja zawsze mówię, że nadzieja umiera ostatnia.

Czyj to był pomysł, żeby przyjść do Sejmu i rozpocząć tę akcję?

AG: Nasz, osób niepełnosprawnych. Chcemy podkreślić, że to jest nasz protest. A dokładnie, to był pomysł jednej z mam i jednego chłopaka, za co mu bardzo dziękuję, bo wreszcie możemy pokazać, że jesteśmy i możemy żyć godnie.

Jak skontaktowaliście się z posłanką Joanną Scheuring-Wielgus?

AG: My z panią poseł jesteśmy zaprzyjaźnieni. Ten protest nie jest polityczny

JH: Pani poseł jest naszą koleżanką od wielu lat. Jesteśmy z jednego miasta, z Torunia. Jednak, tak jak kolega powiedział, niezależnie jaka partia by nas wprowadzała, to nie ma związku. My tutaj jesteśmy w konkretnym celu, żeby poprawić nasz byt i zabezpieczyć naszą przyszłość. W 2014 r. wprowadzał nas pan poseł Mularczyk, dzisiaj pani Joanna Scheuring-Wielgus.

Kto was wspiera tutaj w czasie protestu?

AG: Rodzice, opiekunowie, z którymi tutaj jesteśmy. Chciałbym bardzo mocno podkreślić, że odkąd protestujemy, to ważne jest to wsparcie na ulicy. Moja mama zaczęła o nas walczyć pierwszy raz w 2009 r. i teraz widzę, że wsparcie z zewnątrz jest bardzo ważne, za co chciałbym bardzo podziękować.

Czy nie boicie się, że z uwagi na charakter waszego protestu może was spotkać jakaś forma represji ze strony władz?

AG: Do takiej formy protestu zmusiła nas tylko i wyłącznie sytuacja. Jesteśmy małą grupą społeczną, niesłyszalną. Zdecydowaliśmy się na tę formę, bo dopiero tutaj jesteśmy słyszalni. Istnieją obawy represji, ale społeczeństwo jest tak za nami, że będziemy gotowi się z tym zmierzyć.

Jak oceniacie zachowanie wobec was Kancelarii Sejmu jako takie, a jak fakt, że po rozpoczęciu protestu zablokowano możliwość wchodzenia do Sejmu dla osób nie posiadających stałych przepustek?

AG: Nie rozumiem tego zablokowania możliwości wejścia do Sejmu. Nie wiem, jak się do tego odnieść, bo to jest ich odgórne zarządzenie. Poprzednim razem, jak byliśmy protestować w Sejmie, jak ktoś miał do załatwienia jakąś sprawę, odwiedzić rodzinę, to mogliśmy wyjechać i wrócić bez problemu. Teraz zaś dwie nasze koleżanki musiały wyjechać
z powodu swoich spraw życiowych i wizyty u lekarza i już nie mogły wrócić. Jeżeli natomiast chodzi o opiekę Kancelarii Sejmu, np. ciepłe posiłki, to tutaj akurat dziękujemy.

Adrian, jakie jest twoje marzenie?

AG: Ja zawsze mówię, że fajnie jest mieć zdrowe nogi, ale marze, by założyć rodzinę i mieć przynajmniej jedno szczęśliwe dziecko.

Jak wygląda twój zwykły dzień?

AG: Mój zwykły dzień w domu to rehabilitacja, w miarę możliwości oczywiście, nauka, znajomi. Jak to zwykle bywa
z osobami niepełnosprawnymi

A skąd ci znajomi?

AG: Oni są z moich środowisk. Niektórzy są niepełnosprawni, inni pełnosprawni. Staram się to pogodzić i nie dzielić środowisk.

Jesteś uczniem, studiujesz?

AG: Jestem uczniem trzeciej klasy szkoły przysposabiającej do życia, tak jak były zawodówki.

Co chcielibyście robić w życiu?

JH: Chciałbym być motywatorem dla osób niepełnosprawnych, słabszych. Jak takie osoby miałyby jakiś problem ze sobą, swoją otwartością, to chciałbym im pomagać.

AG: Chciałbym przede wszystkim robić to, co do tej pory – pomagać ludziom. Marzę też, ale jest to niezbyt realne, aby założyć rodzinę i dożyć czasów, kiedy osoby niepełnosprawne dostaną wsparcie i będą normalnie funkcjonowały w społeczeństwie.

Na co chcielibyście przeznaczyć ewentualne środki otrzymane od rządu?

AG: Na rehabilitację, asystenta, uspołecznianie, opiekę medyczną, która ułatwiłaby nam wiele spraw. Wiadomo, że nie byłyby wydawane na tzw. głupoty.

JH: Bez wątpienia na rehabilitację, różne rzeczy związane ze zdrowiem, ale też basen i normalne życie, czyli oderwanie się od naszej rzeczywistości. Tak byśmy sobie to rozplanowali, żeby te pieniądze były dobrze wydane na nasze potrzeby zarówno zdrowotne, jak i życiowe.

Jakie sytuacje sprawiają wam radość w życiu? Czy spotkaliście się z jakimiś formami dyskryminacji ze względu na wasz stan? Jak zachęcilibyście ludzi do wspierania osób niepełnosprawnych i ich rodzin?

AG: Na pewno spotkałem się z pewnymi formami dyskryminacji w dzieciństwie, w szkole. Obecnie jest już widoczna duża zmiana, jeżeli chodzi o podejście ludzi do takich osób jak my. Mam nadzieję, że po naszym proteście zacznie się mówić głośno, że rząd musi pomagać takim osobom jak my i że ludzie zaczną być bardziej otwarci na nas cały czas.

Dlaczego to takie ważne?

AG: Bo chcemy żyć w społeczeństwie, ale potrzebujemy do tego wsparcia. Niepełnosprawni to są normalni ludzie, tylko dotknięci przez los jakimiś dysfunkcjami, chorobami. Jednak ci ludzie są, chcą i mają prawo istnieć w społeczeństwie.

Jakie zachowania innych sprawia największą przykrość, a jakie radość? Czy generalnie jesteście zadowoleni z jakości swojego życia?

AG: Moje życie generalnie jest dobre, ale nie mogę powiedzieć, że jestem zadowolony. Zawsze szklanka jest do połowy pełna i są dwie strony medalu. Z jednej strony jest bardzo dobrze na ten moment, w którym obecnie jestem, ale człowiek myśli, co by było, gdyby był zdrowy. Denerwuje to, że w tym wieku nie można samodzielnie wyjść z domu, spotkać się
z rówieśnikami, bo wszędzie potrzebna jest pomoc drugiej osoby. Człowiek chciałby się też usamodzielnić od rodziców, założyć rodzinę.

Mimo wszystko myślę tą drugą stroną, że to życie jest i tak na dobrym poziomie, dzięki naszym rodzicom i opiekunom. Takie podejście trzeba mieć do życia. Ogólnie jestem szczęśliwy.


 „Nasze Czasopismo” nr 6/2018
fot. Michał Szkaradek