Społeczeństwo

PANIE! TU NIE MA RYB!

Niedawno nawiązałem kontakt z człowiekiem, który wybudował zbiornik wodny graniczący z pewnym tzw. obwodem rybackim Polskiego Związku Wędkarskiego. Oczywiście wszystko odbyło się w zgodzie z przepisami i na podstawie stosownych pozwoleń. Jakież było jego zdziwienie, gdy pewnego dnia zorientował się, że jego zbiornik jednak „wszedł” w skład tegoż obwodu rybackiego. PZW zaczął jego własny zbiornik eksploatować rybacko. Do tego niemal szantażem zmusił właściciela zbiornika do podpisania umowy, która uniemożliwiała pełne korzystanie z urządzenia wodnego (jakim jest zbiornik) podmiotom prywatnym.

Pech chciał, że trafili na wyjątkowo dociekliwego i konsekwentnego człowieka. Nie mogąc doprosić się od PZW ani Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej szczegółowych dokumentów i map określających granice tegoż obwodu, zatrudnił geodetę. I tu proszę Państwa dochodzimy do sedna!

Geodeta sporządził tzw. operat (czyli ważny, „urzędowy” dokument), który dokładnie ewidencjonuje kilkaset działek wchodzących w skład obwodu i określił, że obwód rybacki X ma ponad 500ha. Gdzie sensacja? Otóż w umowie pomiędzy RZGW (zarządca) a PZW (dzierżawca) ten sam Obwód ma uwaga… 3 krotnie mniejszą powierzchnię (sic!). W praktyce oznacza to, że PZW odprowadza podatki naliczane od 176,3ha dzierżawionej powierzchni, jednak w rzeczywistości użytkuje rybacko (wyławia i zarabia przy pomocy spółek rybackich) na ponad 500ha, na których to m.in. pobiera opłaty. Wędkarze na 2/3 tej powierzchni mogliby łowić za darmo – jedynie na podstawie karty wędkarskiej. W razie kontroli i odmówienia przyjęcia mandatu, w mojej ocenie wygraliby w każdym sądzie. Dlaczego? Ponieważ PZW nie jest w stanie szczegółowo podać granic obwodu.

„Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, z dnia 12 listopada 2001 r., w sprawie połowu ryb oraz warunków chowu, hodowli i połowu innych organizmów żyjących w wodzie .
Paragraf 13.1. pkt 3” nakazuje ustanowić granicę obwodu zgodnie z linią brzegu.”

To oznacza, że jeśli ktoś, zgodnie z prawem wybuduje obok rzeki sztuczny zbiornik, to nie staje się on automatycznie częścią Obwodu Rybackiego. Czego zdają się – celowo lub nie – nie rozumieć ani w PZW, ani w RZGW.

Załóżmy jednak, że ów zbiornik powiększa Obwód rybacki, stając się jego częścią. Powinno to oznaczać automatyczną aktualizację umowy PZW-RZGW, wykazanie nowej, większej powierzchni, a co za tym idzie większego zarybienia i większych podatków. Tak się jednak w Obwodzie rybackim X nie dzieje… I nigdy nie działo!

Wzdłuż rzeki powstało w ostatnich kilkudziesięciu latach wiele mniejszych i większych sztucznych zbiorników, które zostały ,,zaanektowane” przez rzeczony obwód rybacki. Jednak wg urzędowych dokumentów jego powierzchnia od lat 70-tych nie uległa zmianie! Nawiasem mówiąc, ta sprzed czterech dekad również wydaje się być ustalona mało precyzyjnie.

W efekcie traci na tym Skarb Państwa i tracą na tym zwykli wędkarze – do wody trafia narybek adekwatny do wpisanych w umowie 1/3 powierzchni, a użytkuje się rybacko 3 razy większą powierzchnie wody.

Najbardziej przeraża mnie fakt, że wg moich informacji, podobny proceder panuje w większości obwodów rybackich. Wiele wskazuje na to, że nikt nie weryfikował i nie aktualizował ich powierzchni po 1989 roku, nikt także nie aneksował umów.

Zbigniew Zwaniecki

 „Nasze Czasopismo” nr 8/2017
fot. pixabay.com