Gospodarka

BITCOIN – WIRTUALNE ZŁOTO?

Kryptowaluta bitcoin zdobywa coraz większą popularność. Z jednej strony ta tajemnicza forma płatności staje się częściej używana, trafia do świadomości społecznej znacznie szerzej niż tylko do grona „geeków”, a kurs waluty istniejącej tylko wirtualnie bije w tym roku rekordy. Z drugiej jednak co rusz słyszymy o tej walucie w kontekście cyberataków i wymuszania płatności okupów. Czy jest więc czego się bać?

Jacek Władysław Bartyzel

 

Bitcoin i blockchain – co to takiego?

Bitcoin jest wirtualną, niepaństwową walutą o prywatnym charakterze. Nie ma formy fizy-cznej, a jedynie jest zestawem informacji opartej o technologię zwaną „blockchain”. Ów „łańcuch bloków” polega na uwzględnieniu w zestawie znaków wszystkich informacji o wszystkich dotychczasowych transakcjach. To zaś ma rewolucyjne znaczenie: w ten sposób w całym systemie płatniczym brak miejsca dla „zaufanej trzeciej strony” – jednej, centralnej instytucji płatniczej (np. banku), która sprawdzałaby poprawność dokonanej transakcji, dostępność środków i przekazywałaby pieniądze od nadawcy do odbiorcy. Przekaz polega wyłącznie na ponownym wygenerowaniu łańcucha informacji i dopisania do niego nowego elementu. Poprawność takiego łańcucha sprawdza zdecentralizowana sieć użytko-wników, gwarantując, że przekazane tak pieniądze są dostępne i nie zostały dotąd wydane. I w tym momencie pojawia się miejsce na kolejną rewolucję: w systemie nie ma banku centralnego, który emitowałby pieniądze. Nagrodę natomiast dla najbardziej aktywnych użytkowników – gdzie aktywność jest mierzy się mocą obliczeniową, nie zaś jakimkolwiek działaniem człowieka – stanowi możliwość „wykopywania” (ang. „mining”) nowych bitcoinów, analogicznie do odkryć złota w czasach, gdy to ono pełniło funkcję pieniądza. Ilość bitcoinów, jakie można „wykopać”, z czasem spada, gdyż górna granica – 21 milionów bitcoinów – jest z góry określona w algorytmie waluty. W ten sposób podaży pieniądza zapewnia się stabilność, a ceny dóbr wyrażone w bitcoinie powinny długofalowo spadać.

Czy to bańka?

Pomysł stworzenia bitcoina został przedstawiony w 2008 r. w artykule podpisanym pseudonimem Sathoshi Nakamoto. Pierwsza transakcja, w której za bitcoiny kupiono… kilka sztuk pizzy, dokonała się w maju 2010 r. Kosztowała 10 tysięcy bitcoinów, co odpowiadało 25 dolarom amerykańskim. W 2015 r. po raz pierwszy cena bitcoina przekroczyła 1000 USD. W 2017 r. na początku roku spadała do ok. 500 dolarów, by w drugim kwartale przekroczyć kurs 3 tysięcy dolarów za bitcoina. Podejrzliwi widzą w tym klasyczną bańkę, podobną do cen akcji spółek internetowych na początku XXI wieku czy cebulek tulipanów w XVII Holandii.

A jednak wiele przemawia za tym, że bitcoin czy inne kryptowaluty mają (niezależnie od „obiektywnej” wyceny) świe-tlaną przyszłość. Po pierwsze, dzisiejsze waluty państwowe mają wartość o wiele bardziej wirtualną niż kryptowaluty – o ich wartości decyduje status prawnego, narzuconego środka płatniczego i wszystkie sposoby manipulacji polityką pieniężną, jakie stosują poszczególne państwa. Odkąd zrezygnowano z parytetu złota, nie ma obiektywnych przeszkód dla państw w tworzeniu pieniądza podatnego na inflację. Tymczasem bitcoin zarówno tworzy taką barierę, jak i umożliwia prywatną konkurencję na rynku pieniądza, wpisując się wprost w postulaty płynące z nauk austriackiej szkoły ekonomii. Po drugie bitcoin korzysta z prostego, wygodnego, taniego i pewnego system płatności. Ponadto sama technologia blockchain i mechanizm „otwartej księgi” (jawność historii transakcji, ale tajność stron jej dokonujących) niesie wiele nowych możliwości nie tylko dla alternatywnych dostawców płatności, ale także dla „tradycyjnych” dostawców usług finansowych.

Nie pierwsza próba, ale dotąd najlepsza

Nikt nie zagwarantuje, że to właśnie bitcoin ma mieć monopol by być „nową, lepszą walutą”. Idea walut niezależnych od rządów nie jest nowa, niemniej żadna taka inicjatywa nie odniosła dotąd sukcesu porównywalnego z bitcoinem. Dwie, o których warto wspomnieć z ostatnich lat, to Liberty Dollar i E-Gold. Obydwie odwoływały się do pojęcia prywatnej waluty w pełni wymienialnej na metale szlachetne. Liberty Dollar opierał się na fizycznej formie waluty, E-Gold testował walutę i płatności elektroniczne. Obie inicjatywy skończyły się jednak interwencją władz USA i zarzutami kryminalnymi, nie z powodu podejrzeń oszustwa, ale właśnie zagrożenia monopolu władz na tworzenie pieniądza i prowadzenie polityki pieniężnej. Bitcoin skutecznie omija takie zagrożenie. Nie tworzy wymienialności na złoto czy inne dobro, lecz tworzy wartość samą w sobie. Eliminuje także jakąkolwiek scentralizowaną jednostkę, którą można by zamknąć, zlikwidować czy oskarżyć o naruszenie regulacji. Stąd też większość rządów powoli się godzi z istnieniem bitcoina, a te, które próbowały go zakazać, nie odniosły jak dotąd większych sukcesów. Bitcoin dominować nad rynkiem wcale nie musi – jeśli pojawią się jeszcze lepsze waluty, systemy pła-tnicze czy technologie, ta może odejść do lamusa – zastąpiona nową, choć raczej nie starym pieniądzem państwowym, jaki znamy. W chwili pisania tego tekstu kilkunastoprocentowy udział w rynku wirtualnych walut zyskuje nowsza kryptowaluta o nazwie „Ethereum”.

Kryptowaluty są wyjątkowo atrakcyjne dla libertarian sce-ptycznych wobec pieniądza państwowego i coraz bardziej wścibskiej kontroli ze strony władz nad prowadzoną działalnością gospodarczą. Są także wygodne dla klientów, sprzedawców czy innowacyjnych instytucji finansowych. Trzeba jednak pamiętać, że brak kontroli rodzi także pewne niebezpieczeństwa. Tym, o którym słyszymy najczęściej, jest finansowanie przestępczości, zwłaszcza związanej z cyber-atakami. Słyszymy o coraz to nowych atakach hakerskich, w trakcie których przestępcy za odszyfrowanie zaszyfrowanych wirusem dysków życzą sobie okupu płaconego właśnie bitcoinem. Kryptowaluty, zapewniając anonimowość stron transakcji, ułatwiają taką działalność i w dużym stopniu utru-dniają ich ściganie. Inny aspekt bezpieczeństwa godny uwagi dotyczy tzw. giełd bitcoinów oraz serwisów „portfeli”, które nieraz same stawały się obiektami cyberataków, prowadząc do strat ich klientów. Jak każdy system płatniczy ten też nie jest pozbawiony czułych punktów – choć innowacja z pewnością będzie wiele z nich wzmacniać. Trudno powiedzieć, czy to właśnie bitcoinami będziemy płacili na co dzień za rok czy dziesięć lat. Z całą pewnością jednak rewolucja dokonana przez pojawienie się bitcoina wpłynie na to, co będziemy nazywać pieniądzem.


 „Nasze Czasopismo” nr 8/2017
fot. pixabay.com