Społeczeństwo

ZOBACZ MUZEUM ZANIM …

O Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku toczyła się walka, którą przegrali jego twórcy. Jednak nowa dyrekcja nie zdążyła do lata zmienić wystawy, a tłumy zwiedzających i światowy rozgłos świadczą o tym, jak słuszne i ważne było pokazanie wojny przez los narodów, a nie tylko działania wojskowe.

Marcin Stankiewicz

 

Muzeum, które jako instytucja kultury istnieje od 2008 r., mieści się tuż obok Poczty Polskiej, która, podobnie jak Westerplatte, także został zaatakowana nad ranem 1 września 1939 r.
Budowę rozpoczęto w 2012 r., a termin oddania do użytku kilka razy przekładano. Budynek ma 23 tys. metrów kw. powierzchni użytkowej, z czego 5 tys. zajmuje wystawa główna. Mieści się ona w części usytuowanej około 14 m pod ziemią. Inwestycja kosztowała blisko 450 mln zł.

Inny punkt widzenia

Zamiarem twórców wystawy działających pod kierownictwem byłego już dyrektora muzeum, prof. Pawła Machcewicza, było spojrzenie na okropieństwa wojny z szerokiej perspektywy. Dlatego zwiedzający mogą zapoznać się z historią wielu krajów dotkniętych wojną, bez nacisku na jedynie polski punkt widzenia (którego domagają się minister kultury i nowy dyrektor placówki – dr Karol Nawrocki). Wystawa została ułożona w porządku chronologicznym, rozpoczyna się narodzinami systemów totalitarnych w poszczególnych krajach, a kończy w epoce żelaznej kurtyny. Przy dźwiękach propagandowych piosenek i przytłoczeni plakatami możemy poznać historię ZSRR pod rządami Stalina, a w ciemnej sali odkrywać sekrety nazistowskich Niemiec. Prezentowane są też informacje na temat Japonii, Hiszpanii czy Włoch Mussoliniego. Możemy też zobaczyć, jak wyglądało życie codzienne w dwudziestoleciu międzywojennym. Spacer po odtworzonej uliczce czy przejście przez eleganckie mieszkanie świetnie wprowadza w klimat sprzed 1939 r. i nieco łagodzi ponury nastrój. Przechodząc przez salę, w której przytaczana jest treść słynnego przemówienia Józefa Becka, gość trafia do wąskiego korytarza, gdzie z jednej strony ma wielkie sztandary z sierpem i młotem, z drugiej – swastyki. Doskonale czuje się emocje i uczucia Polaka sprzed wojny, próbującego odnaleźć się pomiędzy dwoma wrogimi mocarstwami.

Przede wszystkim ludność cywilna

Sam moment wybuchu wojny jest skromnie zaakcentowany jak na tego typu placówkę. Jest to powodem krytyki ze strony rządu i środowisk prawicowych, twierdzących, że polskie muzeum powinno lepiej akcentować i oddawać hołd wydarzeniom na Westerplatte, od których zaczął się konflikt. Miłośnicy militariów czy wielkich bitew też mogą być niezadowoleni – poświęcono im znaczniej mniej miejsca, niż można oczekiwać. Gdańskie muzeum koncentruje się na doświadczeniach cywilnej ludności. Stąd dużo uwagi kieruje się na obozy koncentracyjne, łapanki, deportacje czy masowe rozstrzeliwania. Tuż obok sali poświęconej walce o Westerplatte w przygnębienie wprawia ogromne zdjęcie chłopca, który siedzi zmartwiony na gruzach swojego domu w Warszawie. Niektóre eksponaty mogą być zgoła zaskakujące, jednak po zapoznaniu się z historią, ich obecność staje się zasadna. Świetnym przykładem jest maszyna do szycia typu Singer, dzięki której podczas wojny utrzymywała się często cała rodzina, zarabiając choćby na kupno chleba. W innym miejscu prezentowana jest suknia ślubna uszyta z żołnierskiego spadochronu. Przytaczane opowieści nie są wyłącznie polskie. Ofiary wojny traktuje się na równi ze sobą, bez zbędnego stopniowania, który naród był poddany większej martyrologii. Jedynie przytaczane liczby dają choćby cień porównania, kto mógł doświadczać tragedii w największym stopniu. Wystawa nie unika także tematów trudnych, o których zwłaszcza w obecnej sytuacji politycznej w Polsce mówi się niechętnie. Jedwabne czy pogrom kielecki znalazły w muzeum należne miejsce.


fot. Marcin Stankiewicz – Rekonstrukcja przedwojennej polskiej uliczki

Nietypowa oprawa

Wystawa główna muzeum jest bardzo ciekawie skomponowana także od strony artystycznej. Stąd w salach poświęconych rozstrzelaniom w Lesie Piaśnickim czy Palmirach ze ścian wystają liczne szuflady, przywodzące na myśl przepastne kartoteki z danymi, obok stoją maszyny do pisania. W miejscu poświęconym wywózkom i deportacjom jest instalacja ze starych walizek, stoi też wagon transportowy naturalnej wielkości. Nie bez znaczenia jest również oświetlenie wystawy. W części poświęconej ludzkim dramatom takim, jak głód czy ludobójstwo, panuje niemalże mrok, natomiast pomieszczenia poświęcone bohaterstwu czy podziemnemu ruchowi oporu są jaśniejsze, wlewające w serce optymizm i cień nadziei na odnalezienie pozytywnych akcentów w tych ponurych latach. W muzeum zastosowano liczne techniki multimedialne i pomysłowe rozwiązania, np. quiz dla zwiedzających, by w przystępny sposób przekazać jak najwięcej wiedzy i utrzymać zainteresowanie gości.


fot. Marcin Stankiewicz – Instalacja z walizek przywodząca na myśl deportacje i wywózki ludności cywilnej podczas II wojny światowej

Muzeum, ale nie dla wszystkich

Muzeum II Wojny Światowej od ostatnich wyborów parlamentarnych podlega nieustannej krytyce ze strony rządu i środowisk prawicowych, choć mieszkańcy i turyści są zachwyceni. Po odwołaniu prof. Pawła Machcewicza z funkcji dyrektora pojawiła się lawina pytań ze wszystkich stron, jak powinna wyglądać wystawa. Niestety, minister kultury i nowa dyrekcja nie chcą uszanować uniwersalnego podejścia do tematu wojny i najchętniej utworzyliby kolejne muzeum polskiej martyrologii. Szczególnie często podnoszony jest zarzut, iż żołnierze wyklęci nie zostali odpowiednio uhonorowani na wystawie stałej, podobnie jak polonia w Wolnym Mieście Gdańsku. Na razie nie wprowadzono radykalnych zmian, jednak kształt wystawy pozostaje niepewny. Na łamach „Dziennika Bałtyckiego” wiosną przetoczyła się dyskusja pomiędzy twórcami muzeum a obecnym dyrektorem Karolem Nawrockim. W konflikt zaangażował się też prezydent miasta Paweł Adamowicz, który w Radiu Gdańsk po raz kolejny zapowiedział, iż będzie się przyglądać proponowanym zmianom i ewentualnie cofnie darowiznę ziemi pod siedzibę muzeum. Jak na razie do instytucji przychodzą tłumy zwiedzających. Ograniczony wstęp pozostaje jedynie dla dziennikarzy. Nie wystarczy okazać w kasie legitymacji prasowej – aby wejść na wystawę przedstawiciel mediów musi najpierw zgłosić taki zamiar rzecznikowi prasowemu. Niestety, ani dyrektor placówki, ani rzecznik nie potrafili mi odpowiedzieć na pytanie, kto i dlaczego wydał taką decyzję. Aby zrealizować materiał na temat muzeum należy zatem przygotować się wcześniej i skorzystać z oficjalnej ścieżki bądź zakupić bilet i wejść jak każdy zwiedzający.

Gdańskie Muzeum II Wojny Światowej zasługuje na międzynarodowy rozgłos i wyrazy uznania. Warto je zobaczyć, zanim zmieni swój uniwersalny charakter na taki, jak życzą sobie zwolennicy PiS.


Artykuł ukazał się w „Naszym Czasopiśmie” nr 8/2017
fot. w nagłówku: Marcin Stankiewicz – Budynek Muzeum II Wojny Światowej