Kultura

PO PIERWSZE – POSŁUCHAJ

Wakacyjne miesiące sprzyjają odkrywaniu nowych lądów, niekoniecznie w sensie geograficznym. Sposobem na przetrwanie upalnych dni może muzyka z chłodnej Islandii.

Anna Schwerin

 

Wyłącz radio ręcznie – ptaki włączą się automatycznie – tak kiedyś edukowano amatorów głośnego słuchania muzyki w przestrzeni publicznej. Aby usłyszeć naturę, drugiego człowieka lub nową muzykę, zrezygnujmy latem z oblepiającego nas szumu. Na początek ściągnijmy z uszu słuchawki.

Tradycja pielęgnowana od przedszkola wymaga od nas podczas kanikuły zwolnienia tempa, wyjazdu z domu i koniecznie relaksu. Oporni decyzję o pozostaniu w mieście nieśmiało bronią koniecznością „nadrabiania zaległości kulturalnych”. Mimowolnie jednak wpadają w pułapkę zastawioną przez miejskich aktywistów, którzy we współpracy z samorządami kuszą żądnych ciszy i spokoju mieszczan wyrafinowanymi programami imprez i bezpłatnymi wejściówkami.

Ale oto zupełnie przypadkowo zwolennicy „urlopu w mieście” zyskali sprzymierzeńca w postaci tropikalnego upału, który skutecznie ogranicza kontakty towarzyskie do telefonicznych utyskiwań na temperaturę i kieruje myśli w stronę lodowych krain.

Islandczycy podbijają świat

Od pewnego czasu obserwuję rosnącą turystyczną, inwestorską i emigracyjną popularność Islandii. Z kolei islandzcy twórcy coraz śmielej zdobywają popularność na scenie międzynarodowej. Björk – niekwestionowana muzyczna wizytówka Islandii – już jakiś czas temu otrzymała znaczne kompozytorskie wsparcie Olafura Arnaldsa, Atli`ego Örvarssona czy Jóhanna Jóhannssona. Łączy ich miłość do wyspiarskiej ojczyzny i duma z peryferyjnego – jak na Europę – pochodzenia (Olafur Arnalds: Island Songs/ Pieśni z dalekiej wyspy, reż. Baldvin Zophoníasson).

Ostatnio oryginalność islandzkich twórców docenił autor 3-płytowego albumu Music for Mindfulness (Universal), dołączając ich kompozycje do podobnych w charakterze utworów Debussy`ego, Ravela, Holsta, Coplanda, Vivaldiego oraz jedynego Polaka w tym gronie – Henryka Mikołaja Góreckiego. Wybór utworów służy modnemu treningowi uważności i ma pomagać w świadomym doświadczaniu chwili. Ale nawet jeżeli odrzucimy psychologiczno – relaksacyjno – marketingową otoczkę albumu, nadal pozostanie staranny wybór fragmentów kompozycji twórców od średniowiecza do współczesności.

Polak w Krainie Lodu

Nim jednak zanurzymy się w chłodnych, krystalicznych brzmieniach utworów islandzkich artystów, pomyślmy przez chwilę o naszym rodaku, któremu Islandia zawdzięcza swoją „złotą erę muzyki”. Niedawno ukazała się jego pierwsza polska monografia (Michał Klubiński Bohdan Wodiczko. Dyrygent wobec nowoczesnej kultury muzycznej), mimo że przez lata władze robiły co mogły, aby o nim zapomniano.

Bohdan Wodiczko (1911-1985) należał do grona tych wybitnych postaci, które po wojnie dążyły do odrodzenia polskiego życia muzycznego. Odnosił wyjątkowe sukcesy reaktywując lub tworząc kolejne instytucje, ale jego bezkompromisowość artystyczna i brak pokory wobec komunistycznych władz spowodowały, że odebrano mu prawo do zaszczytów. Dlatego zdesperowany odpowiedział na zaproszenie rządu Islandii i – jak podkreśla wieloletni prezydent tego kraju Olafur Ragnar Grimsson – żaden cudzoziemiec nie miał takiego wpływu na islandzkie życie muzyczne jak on.

Wodiczko, szefując Narodowej Filharmonii w Reykjaviku w latach 1965-1968 i 1970-1971, z niemal amatorskiej orkiestry stworzył zawodowy zespół, zamawiał utwory u islandzkich kompozytorów, ucząc tamtejszą publiczność słuchania muzyki współczesnej i dumy z narodowej odrębności. W nagrodę odznaczono go Orderem Sokoła Islandzkiego .

Bohdan Wodiczko był postacią barwną, kontrowersyjną, tragiczną w swym patriotyzmie i wynoszeniu sztuki ponad układy i uwarunkowania polityczne. Warto o nim pamiętać planując podróż do kapryśnej krainy elfów czy „tylko” włączając w upalny dzień muzykę przeźroczystą jak islandzkie powietrze .


Artykuł ukazał się w „Naszym Czasopiśmie” nr 7-8/2018
fot. pixabay.com