Kultura

KREMÓWKĄ W MUR

Do głowy by mi nie przyszło, że dobrodziejstwo wolnych od handlu niedziel może stać się dla mnie utrapieniem. Konieczność odnalezienia w Wadowicach bankomatu wynikała z mojego lekceważącego stosunku do gotówki. Jednak wyprawę do odległej budki z lodami spowodowały zamknięte na głucho drzwi pobliskiego supermarketu.

Jerzy Cichowicz

 

Do Wadowic jechałem w pośpiechu. Nie dość, że musiałem przejść całą procedurę uzyskania zaświadczenia lekarskiego zezwalającego na wykonywanie prac na wysokości oraz wykupić polisę niezbędną wykonawcom prac ekstremalnie niebezpiecznych, to jeszcze miałem mieszkać w klasztorze… To ostatnie okazało się tylko półprawdą, ponieważ rezerwacji pobytu dokonałem w Domu Rekolekcyjno-Pielgrzymkowym Karmelitów Bosych na tzw. wadowickiej „Górce”, któremu patronuje św. Józef.

Dom „Na Górce” przeznaczony jest dla osób szukających modlitwy, skupienia i wypoczynku. W oficjalnym regulaminie goście proszeni są o to, aby nie traktowali go jak zwykłego hotelu oraz respektowali panujące w nim zasady. Ta wspólna troska zapewnia wyjątkową atmosferę. Dlatego mogłem w trakcie pobytu skupić się wyłącznie na pracy, jednak bez konieczności poddawania się jakimś szczególnie surowym regułom.

O patronie domu świętym. Józefie wiemy, że pochodził z rodu Dawida. Pracował jako cieśla i był prawym, sprawiedliwym człowiekiem. Na obrazach przedstawiany jest zawsze jako starzec, ale prawdopodobnie dla podkreślenia jego stateczności, opanowania i wierności bożym przykazaniom. W końcu każdy z nas był kiedyś młody i potrzebował wielu lat, aby nabrać ogłady.
Przypuszczam, że z Józefem było podobnie. Jego cnoty, m.in. sprawiedliwość, wierność, cierpliwość, pokora, uczciwość, posłuszeństwo do dziś wzbudzają szacunek – nie tylko głęboko wierzących katolików. Ze względu na te cechy jest patronem rodzin, małżonków, cieśli oraz dobrej śmierci. Wszystkie te okoliczności utwierdzały mnie w przekonaniu, że czas spędzony w Wadowicach wyda dobry owoc.

Życie na rusztowaniu

W Wadowicach dołączyłem jako wolontariusz do zajęć plenerowych studentów z dwóch uczelni artystycznych. Ze swoimi asystentami i grupą studentów przyjechali Marcin Kowalik – profesor Krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki oraz prof. Zbigniew Gorlak z Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Ta barwna i pełna młodzieńczego zapału armia miała zmierzyć się z 238 metrami kwadratowymi ściany Domu Pomocy Społecznej przy ul. Pułaskiego w Wadowicach, na której miał powstać patriotyczny mural. Mural powstał, a dzięki formule studenckiego pleneru jego koszt nie był wygórowany.

My wszyscy – wykonawcy tego dzieła – doświadczyliśmy czegoś wyjątkowego. Pomimo toczącej się w Wadowicach zaciekłej walki politycznej, czuliśmy przez te wszystkie dni spędzone na rusztowaniu, że robimy coś sensownego i pożytecznego. Było dla nas zupełnie obojętne, z jakiego ugrupowania politycznego są pomysłodawcy tego projektu i z jakiej partii jest Bartosz Kaliński, starosta wadowicki, który odwiedził nas podczas malowania.

Gospodarska wizyta

Pan Starosta wszedł na pomost rusztowania, zakasał rękawy i osobiście namalował prawe ramię jednego z żołnierzy z naszkicowanej już na ścianie kompozycji. Towarzyszyła temu ekipa filmowa i fotograf. Dzięki temu mamy wiele ładnych fotografii i filmów, które dokumentują naszą wadowicką przygodę w niebanalny sposób. Mural sfilmowany za pomocą specjalnej, umieszczonej naprzeciwko budynku kamery oraz wysoko latających dronów nabrał zupełnie innego wymiaru.

Żartobliwie to komentowałem w mediach społecznościowych, że Wadowice zyskały kolejną po kremówkach atrakcję turystyczną, która przyciągnie do miasta miliony, tym razem spragnionych kontaktów ze sztuką koneserów.

Największą nagrodą dla nas jest przekonanie, że to, co zrobiliśmy, ma głębszy sens i będzie trwałą pamiątką po naszym pobycie w Wadowicach. Ze względu na swoją jednoznaczną, patriotyczną wymowę oraz silny związek z historią 12 Pułku Piechoty Ziemi Wadowickiej namalowany mural będzie łączyć lokalną społeczność wokół tych wspaniałych tradycji. Nagrodą dla mnie były także inne wzruszenia…

Lody KORAL

Nie jadam lodów, ale wytłumaczę, dlaczego właśnie w Wadowicach wybrałem się w niedzielne popołudnie na ich poszukiwanie. Całą niedzielę spędziliśmy na rusztowaniu malując mural. Wchodząc lub schodząc z tego rusztowania mieliśmy kontakt wzrokowy ze spacerującymi w ogródku pensjonariuszami. I właśnie schodząc z rusztowania zauważyłem, że ta sama pani co w dniu poprzednim stoi przy płocie oddzielającym rusztowania od ogródka Domu Pomocy Społecznej (już wiedziałem, że przebywają w nim osoby o głębokim upośledzeniu umysłowym).

Moją uwagę zwróciła jej wyjątkowa cierpliwość w wyraźnych próbach nawiązania kontaktu. Sprawa banalna. Tłumaczyła mi, że nie wolno jej bez opiekuna wychodzić na zewnątrz, a w menu nie ma czegoś takiego jak lody. Już nie pamięta jak długo ich nie jadła, ale pamięta, że je bardzo lubi. Szczególnie lody KORAL.

— Czy może Pan kupić mi lody GRAND KORAL śmietankowe w czekoladzie za 2.99, tu proszę są pieniądze proszę kupić sobie i dla mnie, gdyby mnie nie było przy płocie to proszę zapytać o Reginę* to mnie tu znają to zawołają i przyjdę, a sklep jest blisko – zaraz na rogu. Poprosiła jednym tchem.

Moja asertywność jest wybiórcza i wiem, że są prośby, którym odmawiać nie należy, a nawet nie wolno. Jestem w stanie wyobrazić sobie destrukcyjne działanie takiego niemożliwego do spełnienia marzenia. I polazłem…

Zakaz handlu w niedzielę w takim miasteczku jak Wadowice oznacza, że sklepy są zamknięte i to nie tylko te tuż na rogu, ale prawie wszystkie. Poszedłem bliżej kremówkowego eldorado, gdzie, jak można to było przewidzieć, rządzi gotówka i brakuje kas fiskalnych oraz terminali. Musiałem przedłużyć wyprawę o krótkie poszukiwania bankomatu. W tradycyjnej budce z lodami kupiłem kilka kubeczków na miejscu robionych lodów śmietankowych. Gdy z tym starannie zapakowanym termicznie sprawunkiem wróciłem do DPS, zleceniodawczyni stała cierpliwie przy parkanie, ściskając starannie odliczone drobne monety i dwa pokryte czekoladą pierniczki
w nagrodę za fatygę:

— To z obiadu… dla Pana…

*) Imię pensjonariuszki DPS w Wadowicach zmieniłem.


Artykuł ukazał się w „Naszym Czasopiśmie” nr 7-8/2018
fot. od góry:
Widok ogólny malowanego muralu, fot. Jerzy Cichowicz
Profesorowie na rusztowaniu. Na piętrze – Marcin Kowalik ASP im. Jana Matejki w Krakowie, na wysokim parterze – Zbigniew Gorlak ASP w Gdańsku, fot. Jerzy Cichowicz
Autor w trakcie pracy nad  blaszką,  fot. Zbigniew Gorlak