Ekonomia

WSKRZESZENIE BOCZNOKOŁOWCA

Statek pasażerski na Wiśle? Jeszcze niedawno nie moglibyśmy liczyć na taki widok. To się jednak zmieni, i to już bardzo niedługo. Warszawa zyska atrakcję nawiązującą do bogatej tradycji żeglugi śródlądowej.

Piotr Ruszczewski

 

Płynie Wisła, płynie… Być może już niebawem na tę melodię niezależna formacja artystyczna “Kotka Pela” będzie mogła zaśpiewać piosenkę w czasie rejsu bocznokołowcem, np. z Warszawy do Młocin. Będzie to możliwe, gdyż w tym roku ma dopłynąć do Warszawy ponadstuletni dawny holownik zwany „nafciakiem” – “Lubecki”, którego długotrwały remont i adaptacja na statek pasażerski we Wrocławiu właśnie się kończy. Będzie on największym rzecznym statkiem pasażerskim w Polsce.

Na Wisłę wraca tradycja

Żegluga pasażerska parostatkami na Wiśle została zapoczątkowana w połowie XIX wieku przez Andrzeja Zamoyskiego, na jego statkach „Płock” lub „Wlocławek” można było popłynąć z Warszawy do Ciechocinka już za 3 ruble i 15 kopiejek. Od tego czasu żegluga na Wiśle rozwijała sie dynamicznie – nie były to tylko kultowe „wycieczki do Młocin” – parostatkiem można się było dostać z Krakowa do Gdańska.
Degradacja żeglugi wiślanej rozpoczęła się w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku i spowodowana była przede wszystkim niewłaściwą gospodarką wodną, a nawet jej brakiem za czasów komuny. Wydawało się, że bocznokołowe parowe statki pasażerskie, tak charakterystyczne dla Wisły przez ponad sto lat, ostatecznie zniknęły z wód naszej Królowej wraz z wycofaniem z eksploatacji ostatniego z nich – „Gen. Świerczewskiego”, wcześniej znanego jako „Stanisław”. Nastąpiło to w 1978 roku – został on wtedy przeholowany na Zalew Zegrzyński i ustawiony jako przystań YKP w Jadwisinie. Nowi właściciele nie dbali jednak o niego, ograniczając się jedynie do przywrócenia mu poprzedniej nazwy i skończyło się na tym, że wrak tego statku po dziś dzień spoczywa
w Zalewie.

Ratunek w ostatniej chwili

Aktualny właściciel „Lubeckiego” – wrocławski armator Rafał Hordejuk – od pewnego czasu szukał oryginalnego bocznokołowca, aby uzupełnić swoją flotę. Okazało się, że „Lubecki”, którego właścicielem w 2010 r. stał się warszawski Ratusz, jest ostatni… Było to prawdopodobnie jedną z przyczyn zawarcia dość ciekawej umowy – armator odkupił „Lubeckiego” od Ratusza po cenie złomu, ale zobowiązał się, że przez 15 lat od zakończenia remontu statek będzie pływał na Wiśle warszawskiej.

W ten sposób został ocalony ostatni oryginalny bocznokołowiec, zbudowany w częściach w St. Petersburgu w roku 1911, a po przewozie elementów koleją złożony w całość i zwodowany w 1912 roku we Włocławku. Pierwszą jego nazwą był „Poljak”, a właścicielem – firma braci Emanuela i Ludwika Nobel – potentatów naftowych z Baku. Bracia Nobel posiadali trzy takie holowniki, początkowo zwane „madziarami” – od nazwy prototypu, później przyjęła się nazwa “nafciaki” – pochodząca od zastosowanego w nich niskoprężnego silnika naftowego “Nobel”. Podstawowym ich zadaniem było holowanie barek z ropą i naftą na trasie Gdańsk – Warszawa.

Świadek historii

Losy statku były burzliwe – w 1915 r. został przejęty przez Niemców i zmienił nazwę na “Zimsen”, a w listopadzie 1918 r. przez polską administrację – wówczas otrzymał nazwę „Lubecki”.

W sierpniu 1920 r. na krótko zagarnęli go Rosjanie, którym jednak nie udało się go uruchomić, ostatecznie został ściągnięty przez Polaków z mielizny pod Bobrownikami i pod koniec sierpnia trafił na remont do stoczni w Modlinie. Zwrócony pierwotnym właścicielom w 1922 roku, powrócił do obslugi trasy Warszawa – Gdańsk.

Podczas II wojny „Lubecki” znowu znalazł się w ogniu walk i ostatecznie 10 września został zatopiony przez polską załogę pod Nowym Duninowem. Wydobyty i wyremontowany przez Niemców, zmienił nazwę na “Karl Blume” i znowu pływał po Wiśle, docierając aż do Tarnobrzegu. Uszkodzony podczas wycofywania się Niemców, został przejęty w marcu 1945 r. przez Urząd Żeglugi Śródlądowej w Bydgoszczy i po kolejnym remoncie wrócił do służby, znowu jako „Lubecki”.

Po kilku zmianach właścicieli, w 1956 r. został nazwany „Warmia” przez Żeglugę Warszawską. Po remoncie kapitalnym w 1958 r. powrócił do holowania barek i po jeszcze jednej przebudowie w 1969 r. został ostatecznie wycofany z eksploatacji w 1972 r. Przez następne lata statek był wykorzystywany jako przystań w Wierzbicy koło Serocka. W 2005 r. został zakupiony przez sponsora dla Towarzystwa Miłośników Włocławka, które przywróciło mu przedwojenną nazwę. Po kolejnych zmianach właścicieli „Lubecki” ostatecznie trafił na remont do wrocławskiej stoczni Malbo.

Rozrywka na pokładzie

Jego oryginalna konstrukcja po remoncie i przebudowie została zachowana tylko w niewielkim stopniu, ale dokładnie odtworzono koła łopatkowe i tambory, dzięki czemu na Wiśle znowu będziemy mogli podziwiać charakterystyczną sylwetkę pasażerskiego bocznokołowca.

Na pokład urządzonego w stylu retro statku ma wejść 250 osób. W dolnej części są pomieszczenia klubowe, z eleganckimi drewnianymi stolikami i krzesłami, wygodnymi sofami i fotelami, a sufit jest wykonany ze szlachetnego drewna. Górny pokład, podzielony na dwie części, posłuży do leżakowania i do tańców. Jest również bar z przekąskami.

Statek w myśl planów miasta ma pływać z bazy w Warszawie na Zalew Zegrzyński, a także do Modlina, Płocka, Góry Kalwarii oraz Kazimierza i Janowca nad Wisłą. Te ambitne plany będą jednak musiały uwzględniać stan wody na Wiśle, pomimo tego, że zarówno płaski kadłub „Lubeckiego”, jak i jego napęd bocznokołowy jest znakomity do żeglugi po płytkich wodach naszej kapryśnej Królowej Rzek.


Artykuł ukazał się w „Naszym Czasopiśmie” nr 7-8/2018
fot. od góry:
W drodze do Wrocławia, fot. Janusz Fąfara
Budowa od nowa, fot. Janusz Fąfara
Ostatnie dni na pochylni we Wrocławiu, fot. Janusz Fąfara
I znowu na wodzie, fot. Janusz Fafara