Kobiety demokracji

PATRZĘ CO SIĘ DZIEJE I MYŚLĘ: JAK NIE JA, TO KTO?

Z Elwirą Śliwińską o jej działalności w Komitecie Obrony Demokracji i innych organizacjach opozycyjnych

rozmawia Katarzyna Wyszomierska

 

Demonstracje, Czarny Poniedziałek, Białystok, Katowice, Rybnik. Mróz, deszcz, skwar, wiatr, maszerowanie, leżenie na ulicy, sejmowe miasteczko, policyjne kordony, happeningi, blokady, petycje, koalicje… tym żyje Polska i Polki. Jedną z pierwszych, których prezes Kaczyński oderwał od domowych obowiązków, była Elwira Śliwińska, z Podlasia. To trudny teren, ale nie dla Elwiry.

Według słownika imion, Elwira to spokojna, dzielna i wytrwała kobieta. Na dodatek ma silną osobowość i jest stworzona do roli przywódcy. Czy jesteś taka, a jeśli tak, to czy te cechy pomagają czy przeszkadzają w pracy społecznej? Czy jesteś „opiekunką wszystkich”?

Chyba jestem, bo ciągle widzę dole i niedole, pomagam, interweniuję i załatwiam. Społecznie – mało ładne teraz słowo – udzielam się od zawsze (w szkole, potem w pracy i środowisku), a teraz w KOD i nie tylko.

Działasz w opozycji do „dobrej zmiany”. Od kiedy?

Nie działałam wcześniej, bo wszystko szło normalnie – raz lepiej raz gorzej, ale do przodu. W listopadzie 2015 roku byłam już na emeryturze i m. in. opiekowałam się wnukiem, dlatego siedziałam częściej w Warszawie. Miałam trochę wolnego czasu w ciągu dnia i dużo czasu spędzałam na Facebooku. Zaczęło się z Trybunałem Konstytucyjnym i Łoziński ogłosił swój manifest, a Kijowski założył grupę na portalu społecznościowym. Weszłam do grupy gdzieś około „trzeciego tysiąca”. I się zaczęło! Zaczęłam bywać na spotkaniach warszawskich i jednocześnie szukałam kontaktów z ludźmi z Białegostoku. Bardzo szybko dotarłam do podlaskiej grupy facebookowej i szybko się zwołaliśmy. Na pierwsze spotkanie przyszło nas kilkoro: Dorota, Waldek, Jacek, Paweł, ja i kilku innych. W grudniu zwołaliśmy pierwsze zebranie regionu KOD Podlasie. Nawet nie liczyliśmy, że przyjdzie kilkadziesiąt osób… Podzieliliśmy zadania i zabraliśmy się do pracy. A potem poszło…

Co robiłaś w KOD? Co robisz teraz?

Postanowiłam zająć się finansami i być łącznikiem, spoiwem między ludźmi i grupami. Następnym krokiem byłoo tworzenie różnych grup na Facebooku i administrowanie nimi – robię do dziś. A jeszcze co jakiś czas odbywają się rozprawy członków KOD w suwalskim sądzie – staram się być na każdej rozprawie. I wreszcie podstawowa działalność KOD czyli na przykład akcje „Czytamy Konstytucję” – flashmob, „Dzień Flagi” w Łomży, „Czarny protest, „Ratujmy Trybunał Konstytucyjny”, akcja edukacja z KOD w Białowieży, Dyżury pod KPRM, organizacja wyjazdów na manifestacje do Warszawy, Siedlec, Ostrołęki, Poznania, Radomia, Janowa Podlaskiego.

Oczywiście nigdy bym sama tego nie zrobiła, gdyby nie pomagali mi i brali we wszystkim udział inni członkowie KOD. W momencie kiedy przestałam być koordynatorem, zaczęło mi brakować dużej ilości bałaganu. I wtedy zaczęły się ruchy kobiece, jak OSK (Ogólnopolski Strajk Kobiet), weszłam w nie miękko i szybko, tu też zajmuję się organizacją pikiet, manifestacji, a także prowadzę na Facebooku niewielką stronę „Ratujmy Kobiety Białystok” i ciągle walczę. Doszłam do wniosku, że to mój żywioł.

KOD był mocno sfeminizowany, jeśli chodzi o władze… oczywiście w porównaniu z partiami politycznymi, choć w sumie trudno to porównywać. Ale panie mocno się bronią przed kandydowaniem na stanowiska.

W sumie ja też z „łapanki” trafiłam na stanowisko. W Białymstoku zabrakło spoiwa i organizatora – „wzięłam” to. Zarząd Główny KOD zdecydował, że powinnam objąć funkcję koordynatora regionu podlaskiego – też w to „weszłam”. Ale nie kandydowałam na przewodniczącą regionu, gdy ogłoszono wybory. Moim zdaniem byłam już za stara, nie do końca akceptowana przez wszystkich, a poza tym dzieliłam czas między Warszawę a Białystok.

Na początku naszym koordynatorem został Paweł, a potem Boguś, niestety Paweł musiał zająć się żoną po wypadku, a Boguś miał problemy osobiste. Pamiętam telefon w trakcie zebrania ZG, że jest decyzja, abym to ja została koordynatorem Podlaskiego. Decyzję musiałam podjąć w pół godziny. Chciałam raczej mieć święty spokój i trochę wreszcie swobody, a tu… Zgodziłam się warunkowo do Walnego i od maja 2016 roku pełniłam tę funkcję. Przeciągnęło się to do stycznia 2017 r. Nie startowałam w wyborach na przewodniczącego, ale do Zarządu Regionu (skarbnik) i delegata na Walne.

Myślisz, że podczas najbliższych wyborów wśród kandydatów będzie więcej pań niż ostatnio? W samorządach, czyli na tym podstawowym szczeblu władzy, kobiety lepiej się sprawdzają?

Nie wiem, w moim środowisku mówi się różnie, młode dziewczyny z PO uważają, że trzeba kandydować. Ja raczej będę sekundować i obserwować wybory… może komuś pomogę np. roznosząc ulotki…

Powiedziałaś mi kiedyś, że kiedy były strajki w 1980 roku, bardzo długo czułaś żal, że wtedy nie byłaś tam, gdzie powinnaś.

W sierpniu roku pamiętnego urodziłam córkę i wtedy nie mogłam dołączyć, miałam inne priorytety. Wiadomo. Ale teraz nie umiem bezczynnie przyglądać się, jak niszczą nam wolność i demokrację. Zrobię wszystko co w mojej mocy i siłach, by do tego nie dopuścić.

Jak dziś widzę, co się dzieje tracę oddech, duszę się i patrzę oniemiała. Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. Gdzie prawo, zasady, ludzie? I znów myślę: jak nie ja to kto? I znowu jadę na jakąś manifestację czy spotkanie, gdzie można pogadać z ludźmi, którzy myślą tak jak ja albo wręcz odwrotnie, co u nas zdarza się często. Rozmawiam, przekonuję, pokazuję i czasem się udaje.

Cykl Kobiety Demokracji powstał, by pokazać żeńską twarz protestów, które trwają od jesieni 2015 roku. Portal: SKWERWOLNOSCI.EU, współpracujący z nami, od początku roku publikuje kolejne artykuły. My poprosiliśmy autorkę cyklu, redaktor naczelną Skweru Katarzynę Wyszomierską o przygotowanie wywiadów z bohaterkami jej reportaży, aby dowiedzieć się, dlaczego Polki protestują i jak zmieniło się ich życie pod rządami „dobrej zmiany”.


Artykuł ukazał się w „Naszym Czasopiśmie” nr 7-8/2018
Elwira Śliwińska na 72 Rocznicy Powstania Warszawskiego, fot. ze zbiorów Elwiry Śliwińskiej