Felieton

KONIEC WOLNOŚCI?

Opanowanie przez PiS Sądu Najwyższego to chwila, w której w Polsce następuje ostateczny kres demokratycznego państwa prawa. Wracamy do dyktatury.

Mateusz Kijowski

 

3 lipca 2018 r. weszła w życie niekonstytucyjna ustawa o Sądzie Najwyższym, uchwalona przez sprowadzony do roli marionetki Sejm. Tak kończy się proces likwidacji trójpodziału władzy w Polsce i gwałt na Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Od 32 miesięcy systematycznie likwidowany był, rękami Pełnomocników Pierwszego Sekretarza, parlament jako miejsce debaty. Czekano z ostatecznym jego stłamszeniem do roku 2018 chyba tylko po to, by Pełnomocnik Pierwszego Sekretarza ds. Sejmu Marek Kuchciński mógł ogłosić: „550 lat parlamentaryzmu w Polsce i wystarczy”. Tak wygaszono władzę ustawodawczą.

Władzę wykonawczą wygaszono przez nominowanie na Prezydenta RP Andrzeja Dudy, a Beaty Szydło na Prezesa Rady Ministrów. Nikt, łącznie z nimi samymi, nie miał nigdy wątpliwości, że mogliby sprawować te funkcje niezależnie od ośrodka politycznego. A kiedy Pełnomocnik Pierwszego Sekretarza ds. Prezydentury próbował zaznaczyć, że nie jest marionetką, szybko dostał po łapkach i wrócił karnie do szeregu. Wymiana Pełnomocnika Pierwszego Sekretarza ds. Rady Ministrów na Mateusza Morawieckiego tylko potwierdziła, że jesteśmy w teatrze lalek, a Pierwszy Sekretarz jest lalkarzem, umiarkowanie sprawnym w manipulowaniu marionetkami.

3 lipca zniszczono niezależność władzy sądowniczej, której rolą jest obrona obywateli przed zakusami władzy ustawodawczej oraz wykonawczej. Oczywiście, władza sądownicza karze również bandytów i rozstrzyga spory cywilne. Ale jeżeli w dowolnym postępowaniu jedna ze stron ma jakąkolwiek relację z władzą, to właśnie niezawisłość sędziów i niezależność sądów gwarantuje prawa jednostki. Teraz to się skończy.

Demokratyczne państwo polskie przestaje istnieć. Zaczyna się czas dyktatury. Dyktatorem jest Jarosław Kaczyński, a monteskiuszowską zasadę trójpodziału władzy zastąpiła idea Pierwszego Sekretarza (prezesa) w trzech osobach. Swoistej trójcy.

Co mogą zrobić obywatele w tej sytuacji? Są dwie możliwości. Wesprzeć dyktatora albo się mu sprzeciwić. Nie można powiedzieć – mnie to nie interesuje, ja mam własne życie. Kto stoi
z boku, faktycznie wspiera dyktaturę. Za chwilowy spokój oddaje swoją wolność i podmiotowość. Daleki jestem od wzywania na barykady. Dzisiaj to nie jest metoda, zwłaszcza że społeczeństwo polskie w dużej części nie zrozumiało jeszcze sytuacji. Dzisiaj najważniejszym zadaniem dla tych bardziej świadomych jest edukacja. Rozmowy z sąsiadami, propagowanie wiedzy obywatelskiej w mediach społecznościowych, obnażanie hipokryzji rządzących, którzy mają usta pełne frazesów o demokracji, wartościach europejskich i wolności, ale czynami wykazali, że tym wszystkim pogardzają.

Przyszedł czas, kiedy nie można stać z boku. Dzisiaj każdy musi się zdecydować – albo wspiera dyktaturę, albo jej się przeciwstawia. Po której stronie staniesz? Czy wolność jest dla Ciebie ważna? Co jesteś gotowy dla niej poświęcić?

A może cieszysz się, że do Ciebie nie dotarli jeszcze funkcjonariusze dyktatury? Obudź się. Kiedy dotrą do Ciebie, może już nikt nie będzie mógł stanąć w Twojej obronie. Nie musisz walczyć ze służbami mundurowymi. Nie musisz rzucać kamieniami. Musisz zadbać o swoje otoczenie, o najbliższych i ciut dalszych. Żeby wartości, wolności i swobody obywatelskie zapisane w Konstytucji RP i przysługujące każdemu człowiekowi w wolnym świecie nie stały się znowu odległym marzeniem, jak w latach dyktatury komunistycznej.

Jeżeli przeżyłeś te czasy, to wiesz, o czym piszę. Jeżeli ich nie pamiętasz, to uwierz mi, że nie chcesz takich doświadczeń. Dzisiaj porównujesz się do Niemców, Włochów i Francuzów, jeżeli chodzi o poziom życia. Wtedy marzyliśmy, by dogonić Węgry, a Europa zachodnia była obrazkiem oglądanym z tęsknotą w kinie, jak słodycze na wystawie cukierni, kiedy nie masz ani grosza…


Artykuł ukazał się w „Naszym Czasopiśmie” nr 7-8/2018
fot. pixabay.com