Felieton

OBYWATELE VS. DYKTATURA – LICZĘ NA 3:0

Wielkimi krokami zbliża się rozstrzygająca rozgrywka z „dobrą zmianą”. Od tego, jak się do niej przygotujemy, zależy nasza przyszłość na wiele kolejnych lat.

Mateusz Kijowski

 

Po ponad dwuletniej przerwie rozpoczyna się w Polsce maraton wyborczy. Wybory samorządowe, wybory do Parlamentu Europejskiego, wybory do Sejmu i Senatu i na koniec wybory Prezydenta RP. W każdych wyborach są trzy ważne rzeczy do zrobienia. Trzy punkty do zdobycia. Szczególnie ważne, bo o ile w państwie w pełni demokratycznym brak zaangażowania obywateli skutkuje po prostu słabą władzą i słabością państwa, o tyle w państwie zmierzającym do totalitaryzmu, w którym władza ma autorytarne zapędy, brak zaangażowania obywateli to wzmocnienie dyktatury. Nikt chyba dzisiaj nie ma wątpliwości, że dyktatura to rzeczywistość, z którą się musimy coraz realniej mierzyć.

Co zatem zrobić? Jakie są te punkty, w których możemy dyktaturę pokonać i zadbać o swoją przyszłość?

Po pierwsze – niech wybory będą uczciwe

Przyjęło się mówić, że wybory to święto demokracji. Prawda jest jednak taka, że to święto tych, którzy się zaangażują. Jeżeli obywatele odpuszczą, to świętować będzie władza centralna. Czyli dyktatura się umocni, a obywatele stracą kolejne wolności i uprawnienia, a również, co oczywiste, pieniądze. Trzeba się zaangażować w skuteczną organizację uczciwych i rzetelnych wyborów. To jest zadanie dla nas – obywateli. W komisjach wyborczych będzie pracować około pół miliona ludzi.

Od tego, czy do komisji wejdą ludzie przywiązani do rzetelności i uczciwości wyborów, czy raczej do swojego politycznego guru, zależeć będzie, czy oficjalne wyniki wyborów będą oddawały bardziej preferencje wyborców, czy preferencje komisji wyborczych.

Po drugie – niech kandydują najlepsi

Mamy pretensje do polityków. Wielu ludzi uważa, że wszystkich należałoby wymienić. Tylko na kogo? Damy ogłoszenie do zagranicznej prasy, że szukamy nowej, nieużywanej klasy politycznej? Możemy jednak w swoim środowisku znaleźć ludzi, których chcielibyśmy widzieć w polityce. I promować ich. Wybory samorządowe nadają się do tego idealnie, bo dotyczą tych spraw, które są najbliżej nas, a do tego… żadna partia nie jest w stanie wystawić kandydatów na wszystkie miejsca, które są do objęcia. Więc w zasadzie każdy, kto się zdecyduje, ma szanse dostać się na jakąś listę. A jeżeli będzie dobry i skuteczny w kampanii wyborczej…

To nie są żarty. Każdy może spróbować swoich sił i zaangażować się w sprawy swojej społeczności. Zamiast narzekać, że politycy nas nie słuchają, sami stawajmy się trochę politykami i słuchajmy innych! Nowa klasa polityczna to my, obywatele. I politycy – ci, którzy będą chcieli z obywatelami współpracować, a nie konkurować i walczyć.

Pamiętajmy, że w wyborach samorządowych liczą się wyłącznie osobowości i zaangażowanie w życie społeczności. Tutaj nie ma wielkiej polityki.

W kolejnych wyborach oczywiście będzie trudniej z obywatelskimi kandydatami. Do Parlamentu Europejskiego, do Sejmu czy Senatu a na koniec na Prezydenta nie każdy chce i może kandydować. Tutaj już trzeba będzie rozmawiać i dogadywać się znacznie szerzej z partiami. Ale przecież jeżeli nauczymy się współpracy przy samorządach, to i później pójdzie pewnie łatwiej.

Po trzecie – mądrze wybierajmy

Obywatele organizują wybory, obywatele kandydują w wyborach, ale też obywatele wybierają. Trzeci punkt to punkt krytyczny. Jeżeli nie poznamy kandydatów, nie zapytamy ich, co chcą zrobić, nie porozmawiamy… to będziemy wybierać według klucza partyjnego. Czyli tak, jak zawsze – nie wiadomo kogo, nie wiadomo dlaczego. Tylko że dzisiaj, jeżeli chcemy zdobyć punkt, musimy, się postarać bardziej.

To wszystko jest oczywiste, kiedy o tym rozmawiamy. Ale czy umiemy te trzy punkty zdobyć w każdym z czterech meczów? Zacznijmy od pierwszego – wyborów samorządowych!


Artykuł ukazał się w „Naszym Czasopiśmie” nr 7-8/2018