Polityka

PIS STĄPA PO KRUCHYM LODZIE, A PUTIN NIE MOŻE SPAĆ

Michał Ruszczyk w rozmowie z Grzegorzem Kalinowskim

 

Od trzech lat Polska znajduje się w coraz bardziej skomplikowanej sytuacji, a ostatnio demokracja w naszym kraju wydaje się wisieć na włosku. Rozmawiam o tym z wieloma osobami. Postanowiłem zadać też kilka istotnych pytań historykowi, dziennikarzowi i pisarzowi – Grzegorzowi Kalinowskiemu.

Wywiad przeprowadzono przed wakacjami, przed publikacją Grzegorz Kalinowski powiedział nam, że jego poglądy na sprawę sposobu sprawowania władzy przez PiS oraz zagrożeń dla naszej państwowości są coraz poważniejsze.

Prawo i Sprawiedliwość rządzi ponad dwa lata, a wyniku niektórych działań obecnej ekipy rządzącej na arenie międzynarodowej jesteśmy postrzegani podobnie jak Turcja w XIX wieku jako „Chory człowiek Europy”. Co według Pana powinniśmy zrobić, aby utrzymać Polskę w UE?

PiS balansuje na krawędzi, rozbudza nastroje antyeuropejskie, bo to się dobrze sprzedaje, lecz nie zakłada, taką ma nadzieję, że do Polexitu dojdzie. Ale to, że PiS tak zakłada, to wcale nie znaczy, że nie ma takiej groźby. Majstrowanie przy tej bombie może się skończyć wybuchem, po którym Europa zostanie kadłubkiem, a my skończymy jak urwana kończyna. Wielu brytyjskich polityków sądziło, że majstrowanie przy zapalniku nie doprowadzi do Brexitu i… stało się. Zamiast demonstracji porażka, która w naszym przypadku byłaby samobójstwem. Trzeba więc tłumaczyć czym to grozi, wyjaśniać, tłumaczyć. Mówić nie o skutkach politycznych, bo jak pokazuje kampania 500+ to pieniądze i szybka wypłata są najważniejsze, ale o tym, że Polexit to koniec wyjazdów za granicę, że stracimy swobodę podróżowania, że ucierpią portfele. Opowiadajmy o tym jakie mogą być skutki dla spraw przyziemnych, o praktycznych stronach naszej obecności w Unii i konsekwencjach oddalenia się od niej. Pamiętajmy, że spora część społeczeństwa jest roszczeniowo nastawiona do polityki, że wiele osób próbuje swoje niepowodzenia i kompleksy wyleczyć chwilowym odegraniu się na UE, która kreowana jest, obok krajowych elit, jako przyczyna wszystkich osobistych porażek. Popatrzmy jak to wyglądało w Wielkiej Brytanii, tam właśnie rozczarowanie i frustracja oraz niewiedza doprowadziły do takiego, a nie innego wyniku referendum. Dopiero po nim guglowano słowo „Brexit”, a później słuchano z przerażeniem o fabrykach i miejscach pracy, które mają być przeniesione na kontynent. Kto wie, może to właśnie Brytyjczycy wskażą właściwą drogę, bo są szanse na to, że do Brexitu nie dojdzie, że zmiana kursu na proeuropejski, która stała się faktem doprowadzi do zatrzymania procesu, który jest niekorzystny także dla Polski.

Czy koncepcja walki demokratycznej z obecną władzą się nie wyczerpała lub się nie wyczerpuje? (czy nie dotarliśmy do czerwonej linii, która prędzej czy później zostanie przez kogoś przekroczona?)

O tym powiedzą nam wybory. Kresem każdej walki demokratycznej są sfałszowane wybory, zatem zanim się nie odbędą, nie można mówić o innym sposobie walki. Nie została zdelegalizowana żadna partia, można mówić o pewnych niedogodnościach, szykanach, ale nie o prześladowaniach politycznych. Ale do tego ostatniego jest niebezpiecznie blisko, czarna lista sędziów sporządzona przez poseł Pawłowicz, uczynienie z pobitego w Radomiu działacza KOD-u uczestnika bójki, sądy… Mimo wszystko nawoływanie do nielegalnych metod walki politycznej jest z pewnością tym na co czeka strona rządząca, to dawałoby pretekst do czegoś więcej niż kampania propagandowa po niepotrzebnych słowach Prezydenta Wałęsy o tym, że będzie się bronił „jeśli ktokolwiek, w tym policja, stanie mu na przeszkodzie” w walce o odsunięcie PiS od władzy, że ma w domu broń. O ile jednak była to jedna z wielu niefortunnych wypowiedzi prezydenta Wałęsy, to postępowanie wobec sędziów Iwulskiego i Zabłockiego i haniebne zachowanie poseł Pawłowicz, która jak politruk przesłuchuje kandydatów na sędziów powinno przed wyborami dać wiele do myślenia.

Patrząc na obecny układ sił na arenie międzynarodowej w kontekście historycznym – czy nie istnieje ryzyko, że może się powtórzyć sytuacja z czasów saskich w wyniku czego staniemy się kartą przetargową dla niektórych państw?

Dla mocarstw każde mniejsze państwo jest kartą przetargową, trzeba być tego świadomym i rozgrywać swoją grę. Jesteśmy kartą atutową, co daje nam możliwość uczestnictwa w grze, niestety, nasza polityka zagraniczna, nasza, to znaczy Polski kierowanej przez PiS i jego dyplomację nastawiona jest na efekt propagandowy, na doraźne zadowolenie wyborców, a nie na długofalowy, korzystny dla kraju przez dekady. Niezależność należy budować przez sojusze, respektowanie umów i zobowiązań oraz szacunek dla partnerów, a nie w oparciu o chwilowe poczucie dumy i radość z wsadzenia komuś szpili. Generał Jarosław Stróżyk powiedział „byliśmy w NATO graczem, jesteśmy kartą”.

Nawiązując do historii niektórych państw europejskich (Francja, Anglia, Rosja, Niemcy, Włochy itd. ), czy nie istnieje ryzyko, że w Polsce może wydarzyć się przewrót rewolucyjny lub pewnego rodzaju wojna domowa, w wyniku której nastąpi podział na państwo PiS i Liberalno–Europejskie?

Podział mentalny, społeczny już nastąpił z czasem jednak, mam taką nadzieję zniknie. Czas leczy rany, a Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz niekoniecznie muszą znaleźć aż tak charyzmatycznych i skutecznych następców. Zaplecze PiS wygląda słabo, Duda, Ziobro, Gowin, Szydło, Brudziński i Błaszczak… Pewnie zapyta Pan, a Morawiecki? Pozbawiony wsparcia przegra walkę o władzę, Jarosław Kaczyński musi zatem rządzić jak najdłużej, a jak widzimy jego dynamika nie jest już taka jak kiedyś. Jest schorowany, to zdarzyć się może każdemu, ale ta formacja nie jest gotowa na swojego Roosvelta, przywódcę poruszającego się na wózku inwalidzkim, co pokazuje choćby stosunek do Rodzin Osób Niepełnosprawnych.

Czy nie grozi nam w ramach „powtórki z historii” ponowna utrata niezależności?

Jeśli Władimir Putin nie może w nocy spać, to właśnie przez to. Przez marzenia o rozpadzie UE oraz stworzenia nowej Kongresówki, kolejnego PRL zależnego od jego imperium państwa. Nie brakuje ludzi pracujących świadomie i nieświadomie na rzecz Putina, ale wierzę, że do tragedii narodowej nie dojdzie. Dla wielu osób takie pytania są niestosowne, ale dla mnie jak najbardziej uprawnione. Trzeba rozgrywać w głowie wszystkie warianty, zdawać sobie sprawę z tego, że nic nie jest dane raz na zawsze. Ludzie związani z rządem powiedzą, że to podłe, a ja odpowiem, że prowadzenie takich analiz nawet nie zbliża się do inwektyw jakie płyną z ich strony, od oskarżeń o zdradę, o sprzyjanie komuchom, o pracę dla Eurokołchozu.

Jakie, w kontekście powyższych problemów, powinniśmy podjąć kroki zaradcze?

PiS stąpa po kruchym lodzie i może skończyć jak frakcja Gierka w latach 1976-1980. Nie życzyłbym sobie jednak tego, bo to oznaczałoby załamanie ekonomiczne. W PRL wbrew temu co usiłuje się dziś opowiadać, upiększając i cyzelując historię, społeczeństwo popierało partię. Liczyły się talony na auta, miejsce w spółdzielni mieszkaniowej, awanse w pracy, podwyżki, wczasy w Bułgarii, paszport wyjęty z szuflady. To działa, rozdawnictwo się sprawdza, ale tak jak kłamstwo ma krótkie nogi, a do tego kończy się długotrwałym wychodzeniem z kryzysu. Nie można do tego dopuścić, trzeba pójść na wybory i je wygrać. Jak? Trzeba, jak już mówiłem wcześnie, rozmawiać, tłumaczyć, wyjaśniać. Władza strzela sobie wiele goli samobójczych, ale jej ludzie są aktywni, skuteczni, czego nie można powiedzieć o opozycji. Jest słaba? Tak opozycja jest słaba, ale my, Polacy którzy czujemy odpowiedzialność za kraj musimy być mocni i nie musimy stale przypominać, że nikt tego za nas nie zrobi. Sami musimy się zmobilizować, wygrać wybory, a to przywróci normalność, da szansę na laicyzacje życia, na przywrócenie rozumnego, wypełnionego szacunkiem dla innych, a nie pogardą patriotyzmu. Wybory lokalne pokażą na co stać Polaków nowoczesnych, otwartych na Europę i świadomych tego co się dzieje w ich kraju. Zmobilizujmy się, żądajmy od polityków opozycji wspólnego frontu, silnej antypisowskiej koalicji. Nie zapominajmy przy tym, że PiS jest tylko częścią rządzącej koalicji, tak jak kiedyś PZPR była siłą wiodącą wobec ZSL i SD, tak dzisiaj PiS ma Polskę Razem i Solidarną Polskę. Tylko łącząc siły można wygrać, a polaryzacja, rozpad, ambicje i ambicyjki kończą się tym co było w roku 2015. PO i Nowoczesna w jednym bloku, oraz Lewica w drugim nie nie pozwoliłby pisowskiej koalicji na utworzenie rządu. Niby to proste, jasne i czytelne, ale warszawska kampania prowadzona przez ekipę Rafała Trzaskowskiego pokazuje, że z wyciąganiem wniosków i naukami które płyną z porażek prezydenta Komorowskiego oraz partii proeuropejskich nie jest zbyt oczywiste.

Dziękuję za rozmowę.


fot. Piotr Wachnik i Damian Deja