Polityka

O PROPOZYCJACH ZMIAN W SZKOLNICTWIE WYŻSZYM

Z Katarzyną Lubnauer, posłanką i przewodniczącą Klubu Poselskiego Nowoczesnej, matematykiem i nauczycielem akademickim,
rozmawia Marcin Gołaszewski

 

Jak podobają się Pani zmiany w szkolnictwie wyższym proponowane przez Jarosława Gowina? Dlaczego część środowisk akademickich wyraża obawy?

Kierunek obrany przez ministerstwo na pierwszy rzut oka wydaje się słuszny.
Z jednej strony są to pomysły ewolucyjne, może nawet czasem za mało radykalne, które mają – przynajmniej z założenia – szansę zreformować skostniały mechanizm funkcjonowania uczelni. Z drugiej jednak strony powstaje pytanie, jakie będą następstwa zmian dla funkcjonowania uczelni z mniejszą liczbą studentów i znajdujących się nie w ogromnych aglomeracjach miejskich, a mniejszych miejscowościach. To oczywiście pytanie o oczekiwaną formułę funkcjonowania szkolnictwa wyższego. Studia elitarne, czy egalitarne? Funkcja uczelni: edukacyjna i badawcza, czy również cywilizacyjna? Idea, że budujemy silne uczelnie akademickie w dużych ośrodkach i mniejsze zawodowe nakierowane na realizowanie aspiracji, ale również na przygotowanie specjalistów na lokalny rynek pracy, jest warta poważnego rozważenia.
Za pozytywne należy uznać szerokie konsultacje ze środowiskiem akademickim, choć w projekcie ustawy brakuje wyjaśnienia, jakie są konkretne powody i dane, na podstawie których ministerstwo podejmowało decyzje o takim a nie innym kierunku, w którym warto pójść.

Jako nauczyciel akademicki oczekiwałabym też transparentności przy publikowaniu skutków proponowanych regulacji prawnych dotyczących zmian
w zakresie nadawania stopni i tytułów naukowych, a także wpływu nowych rozwiązań na autonomię uczelni wyższych.

Zmiany mają dotknąć osoby starające się uzyskać tytuł doktora. Może te pomysły jednak są słuszne?

To prawda. Polska nauka potrzebuje
z pewnością podniesienia jakości powstających prac zarówno doktorskich, jak i habilitacji. Naukowcy muszą być konkurencyjni nie tylko w swoim wąskim środowisku w kraju, ale także
w skali całego świata. Dlatego zmiany są konieczne. Podoba mi się konkurencyjna ścieżka kariery, profesor dydaktyczny. Obecnie dydaktyka jest często traktowana na niektórych uczelniach jako zło konieczne.

Zastanawia mnie kwestia bardzo wyraźnego podziału uczelni wyższych na akademickie i zawodowe oraz ich kategoryzacji. Tylko te ocenione na A+, A i B+ będą miały prawo prowadzenia studiów doktoranckich. Powstaje pytanie, co – przy małej mobilności naszej kadry akademickiej – będzie z mniejszymi szkołami wyższymi, nie mającymi prawa do nadawania doktoratów.

Zdecydowanie podzielam jednak opinię, iż poziom prac na stopnie naukowe musi zostać podniesiony. Inaczej polska nauka nie będzie mogła być konkurencyjna, a liczba składanych wniosków patentowych nadal będzie plasowała nas dopiero na 27 miejscu w UE, które i tak zawdzięczamy w pierwszej kolejności aktywności uniwersytetów i jednostek badawczych. Cieszy, że wszyscy doktoranci mają dostawać stypendia, ale zobaczymy, czy znajdą się na to pieniądze.

Odnosząc się do zarzutów wobec planów zmian w szkolnictwie wyższym, nie można nie wspomnieć o obawach dotyczących zachowania przez uczelnie niezależności w kontekście zmian sposobu wybierania rektorów. Czy potrafi sobie Pani wyobrazić, że ktoś ingeruje w niezawisłość uczelni? Zdaje się, że nawet za tzw. komuny uczelnie zachowały pewną niezależność.

Tak, to jedno z najbardziej kontrowersyjnych założeń proponowanej reformy. Trudno mi sobie wyobrazić, iż autonomia uniwersytetów miałaby zostać w jakikolwiek sposób ograniczona. Stałoby to w jawnej sprzeczności z niezależnością badań naukowych i swobodą podejmowanych decyzji. Bardziej niż sama kwestia wyboru osoby rektora niepokoi ograniczenie niezależności uczelni
w odniesieniu do dydaktyki.

Jeśli to ministerstwo miałoby prawo określać, jakie kierunki mogą zostać otworzone na uniwersytetach, to trudno mówić tu o jakiejkolwiek autonomii. Gdyby minister decydował o zamykaniu kierunku, który uznałby za „niepotrzebny” ze względu na uwarunkowania lokalne, to jakimi kryteriami by się kierował i czy podejmowałby decyzję osobiście w odniesieniu do wszystkich placówek naukowych w kraju, czy zajmowałaby się tym powołana do tego jednostka w ministerstwie?. Jak widać, istnieje wiele pytań, na które nie znamy odpowiedzi, a które warunkują moją ocenę proponowanych zmian.

Poruszony w pytaniu problem dotyczy
w mojej ocenie raczej sporu kompetencyjnego, który ujawniłby się przy powstaniu ciała, jakim jest Rada Uczelni. Na ile zakres jej kompetencji ingerowałby w prerogatywy rektora i Senatu? Czy pozostanie obecny zapis z projektu ustawy, że RU wybiera Senat? Jeśli to się zmieni, to obawiam się próby upolitycznienia uczelni, wywierania wpływów na obsadzanie miejsc w Radzie.

Ponadto warto zauważyć, iż pewne próby upolityczniania uczelni miały już miejsce. Grupa posłów PiS próbowała w lipcu/sierpniu opracować własny projekt reformy Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Zakładał on, iż minister obrony narodowej miałby prawo rekomendowania jednego z prorektorów oraz dziekanów wydziału wojskowo-lekarskiego uczelni. Stałoby to w mojej ocenie, jak i w ocenie min. Gowina, w jawnej sprzeczności z autonomicznym wyborem władz uczelni przez wspólnotę akademicką, co było jednym z podstawowych postulatów NSZ w czasie strajków studentów w roku 1980. Wprawdzie PiS się z tych zapisów wycofał, ale pierwsza próba upolitycznienia uczelni miała już miejsce.

Niepokoi przeniesienie do MNISW wraz z rządem decyzji o federalizowaniu lub likwidacji uczelni. To zagraża niezależności szkół wyższych.

Faktycznie mamy szansę poprawić pozycje naszych uczelni na tzw. liście szanghajskiej? A może to lista szanghajska jest nieobiektywna i nas swoją konstrukcją i kryteriami krzywdzi?

Bez wątpienia polskie uczelnie wyższe odbiegają poziomem od najwyższych standardów światowych. Bardzo daleko nam do czołówki. Dlatego dziwi, czemu w projekcie min. Gowina nie wymienia się uczelni prywatnych. Bardzo często to ich jednostki naukowe są kuźnią talentów, przyszłych laureatów nagrody Nobla czy miejscem tworzenia patentów i przełomowych odkryć naukowych. Musimy bez wątpienia odejść od „punktozy”, która opanowała polskie uniwersytety, podnieść jakość badań i wspierać naukowców odnoszących sukcesy międzynarodowe. Dać możliwość szybszej ścieżki awansu i habilitacji, także dla ludzi bardzo młodych, którzy mają nazwisko i renomę uznane w swoim środowisku naukowym, nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Promujmy młode talenty, wspierajmy a nie ograniczajmy, twórzmy możliwości rozwoju twórczego,
a nie bariery biurokratyczne.

Krajowe Ramy Kwalifikacji pomogły szkolnictwu wyższemu, czy zaszkodziły? Czy można było je wprowadzić bez kreowania takiej ilości biurokracji?

Nie mam wątpliwości, iż należy zdecydowanie uwolnić uczelnie, a zatem
i samych naukowców, od obciążeń wynikających z bezużytecznych obowiązków biurokratycznych. Obecnie poraża ilość dokumentów, jakie każdy naukowiec zmuszony jest wypełniać, starając się o najdrobniejszą rzecz na uczelni. Należałoby zdecydowanie postawić na informatyzację systemów, tak aby każda sprawa mogła być załatwiana elektronicznie, bez zbędnego tracenia czasu na przechodzenie z jednej jednostki administracji uniwersyteckiej do innej.

Miałem przyjemność studiować za granicą, i spotkałem się z tym, że na straży poziomu i uznawalności stało przede wszystkim to, że egzaminy, najczęściej w formie esejów, były wzajemnie sprawdzane przez wykładowców z innych uczelni, w tym z innych krajów. Polska jest oczywiście w o tyle złej sytuacji, że język polski jest językiem wykładowym w zasadzie tylko
w Polsce.

W pierwszej kolejności należałoby uznać za standard, iż prace na stopnie i tytuły naukowe powinny być recenzowane przynajmniej przez jednego naukowca z zagranicy o uznanym dorobku naukowym i będącego autorytetem w swojej dziedzinie. Taka możliwość istnieje wprawdzie w przypadku doktoratów czy habilitacji, jest jednakże uważana za dodatkową opcję, a nie za działanie standardowe. Umiędzynarodowienie procesu dydaktycznego już na poziomie studiów licencjackich i magisterskich musi stać się normą. Wprowadzanie kształcenia także w językach obcych dla studentów polskich oraz zwiększenie mobilności nie tylko kadry naukowej, ale i samych studentów, leży w żywotnym interesie uczelni i całego systemu kształcenia wyższego.

Czy Nowoczesna, jako partia opozycyjna, ma własne propozycje zmian w szkolnictwie wyższym?

W wielu kwestiach są zbieżne z propozycjami min. Gowina. Duża autonomia w kształtowaniu struktury, mniej biurokracji, więcej kierunków i uczelni zawodowych, kariera dydaktyczna, to pojawia się i u nas w programie.

Uważamy, że w projekcie Ustawa 2.0 brakuje rozwiązań dla najlepszych uczelni prywatnych, możliwości wykorzystywania przez nie środków publicznych na kształcenie i naukę. Tu potrzebna jest rewolucja.

Jest też pytanie o zasadność habilitacji i kwestie mobilności pracownikow. Cały czas kształcenie i nauka są bardzo teoretyczne, a wdrożenia rzadko są efektem badań naukowych, mimo poprawy. To chcielibyśmy dalej ulepszać.

Co zrobić, by poziom kształcenia rósł, a nie spadał? Obserwujemy jednak pewną dewaluację tytułów naukowych.

O dewaluacji tytułów i stopni naukowych mówi się od czasu masowego dostępu do studiów wyższych. Mam wrażenie, że nie bez powodu. W latach 90, gdy nastąpił nieograniczony pęd na uczelnie wyższe, stało się pewnego rodzaju modą uzyskiwanie stopnia doktora jako gwaranta lepiej płatnej pracy i nobilitacji. Obecna powszechność dostępu do studiów doktoranckich jest w mojej ocenie złym zjawiskiem. Stopień doktora musi ponownie stać się gwarancją jakości, a nie tylko efektem końcowym podjętych studiów. Z jednej strony definiuje się go jako kolejny etap studiów, z drugiej chcemy nadal nadać mu charakter elitarny, aby nie nastąpiła jego dewaluacja.

Mnie osobiście boli wciąż słaba w Polsce współpraca sektora nauki z tzw. biznesem. Czasami niektóre uczelnie próbują skomercjalizować swoje wynalazki – może powinno to wyglądać odwrotnie i to szkoły powinny realizować prace na zamówienie przedsiębiorstw?

Mam wrażenie, że sytuacja jest jednak zdecydowanie lepsza niż parę lat temu. W 2016r. wzrosła aż o 19 proc. liczba patentów przyznanych Polsce przez Europejski Urząd Patentowy, spadła jednakże drastycznie liczba składanych wniosków (-28proc.). To prawda, że największą ich liczbę zgłosił Uniwersytet Jagielloński, co wzmacnia ocenę o wiodącej roli uczelni wyższych w kształtowaniu myśli naukowej w Polsce. Wkład Fundacji na rzecz Nauki Polskiej oraz Narodowego Centrum Nauki i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w finansowanie projektów z pogranicza nauki i biznesu napawa optymizmem na przyszłość.

A jak w tym kontekście powinny się odnajdywać kierunki humanistyczne? Czy są nam jeszcze potrzebne?

Nie mam wątpliwości, iż kierunki humanistyczne są nie tylko potrzebne, ale wręcz konieczne. Kształtowanie kompetencji miękkich, takich jak umiejętność pracy w zespole i kierowanie nim, odporność na stres czy kreatywność, a także, patrząc na polską scenę polityczną, zdolność poszukiwania rzeczywistego kompromisu, są pożądane i bardzo poszukiwane przez pracodawców. Polska szkoła, w tym uczelnie wyższe, muszą kształtować człowieka otwartego na świat, zdolnego do analitycznego myślenia, łączenia faktów i wyciągania z nich wniosków. Nie potrzebujemy wiedzy encyklopedycznej, bo tę możemy uzyskać korzystając ze smartfona. Humaniści są nam bardzo potrzebni, ale tylko tacy, którzy będą przebojowi na rynku pracy.

Chciałabym podkreślić na koniec, że tym, co mnie najbardziej niepokoi
w reformie ministra Gowina, jest kierunek zmian, w którym mogą pójść posłowie PiS.

 



Joanna Schmidt
wiceprzewodnicząca partii Nowoczesna, posłanka na Sejm RP

Popieramy kierunek zmian zaproponowany w reformie, ale na pewno będziemy składać poprawki do projektu ustawy. Są w niej bowiem zapisy, z którymi się nie zgadzamy, np. jednoosobowe kompetencje ministra dotyczące federacji uczelni, zgodnie z którymi może on sam podejmować decyzje odnośnie łączenia i likwidacji uczelni.

Obawiamy się również, że po wejściu ustawy do Sejmu,
a potem po jej wyjściu z Sejmu będziemy mieli do czynienia z dwoma różnymi aktami. Wskazują na to zapowiedzi czołowych polityków PiS, którzy się dystansują wobec tego dokumentu.

Jeśli chodzi o inne zapisy, to pojawia się nowy twór, jakim jest Rada Uczelni. Naszym zdaniem może to być “koń trojański”, który wprowadzi na uczelnie nowych Misiewiczów i zagrozi ich autonomii.

Pozytywnym jest z kolei fakt, że ustawa stanowi swego rodzaju formę deregulacji. Konsoliduje cztery inne ustawy
i zmniejsza objętość aktów prawnych praktycznie o połowę. Docenić należy, że powstała ona w toku szerokich konsultacji społecznych.

Szkoda, że projekt nie uwzględnia uczelni niepublicznych, tzn. de facto pomija ich istnienie, mimo że przykłady różnych rozwiązań na świecie pochodzą z uczelni z kapitałem prywatnym. Sprawia to wrażenie jakby znów pojawiał się lęk przed uznaniem osiągnięć uczelni niepublicznych. Nie powinno się dzielić uczelni na prywatne i publiczne, tylko na uczelnie wysokiej i niskiej jakości.


„Nasze Czasopismo” nr 10/2017
fot. Łukasz Kamiński