Historia

ULICZNE PROTESTY ROZPOCZĘLI MIESZCZANIE

Choć w historii Polski przez kilkaset lat dominującą rolę odgrywała szlachta, to jednak tradycję protestów obywatelskich zapoczątkowali mieszczanie. Manifestując w Czarnej Procesji zażądali od sejmu zagwarantowania swoich praw.

Maria Klawe-Mazurowa

 

Czarna Procesja – czyli manifestacyjny przejazd z ratusza udekorowanymi kirem powozami ubranych na czarno przedstawicieli wszystkich miast królewskich (dziś powiedzielibyśmy państwowych), zakończony przed Zamkiem Królewskim – była pierwszym zanotowanym w polskich annałach spontanicznym zgromadzeniem. Jej uczestnicy chcieli pokazać obradującym od 6 października 1788 roku Stanom niezadowolenie z całkowitego pominięcia przez Sejm, nazwany później Wielkim lub Czteroletnim, spraw miast. Mieszczanie, z całą świadomością swych praw, domagali się spisania zasad jednakowych dla wszystkich miast królewskich.

Posłowie w sposób wręcz oszczerczy wypaczali w swych przemówieniach żądania i postulaty mieszczan. Snuli wizję wybuchu wojny domowej i rewolucji. Satyrą na taką postawę był zamieszczony powyżej wiersz Zabłockiego. Ostatecznie to spontaniczne zgromadzenie pozornie przyniosło sukces. Prawo o miastach, uchwalone 18 kwietnia 1791 roku, stało się integralną częścią Konstytucji 3 Maja. Jednocześnie jednak przyjęcie najwybitniejszych przedstawicieli miast do herbów szlacheckich i nadanie im prawa do nabywania ziemi osłabiło mieszczaństwo, zabrało bowiem ludzi najbardziej rzutkich i przedsiębiorczych, mogących przewodzić ewentualnym dalszym protestom.

Protesty pod zaborami

W wieku XIX zaborcy, zwłaszcza Rosja, nie lubili protestów obywatelskich. Spontaniczne zgromadzenia mieszkańców (choć wtedy nikt ich tak nie nazywał) kończyły się krwawo, ponieważ kozacy wysyłani przeciw manifestantom nie dysponowali wprawdzie jeszcze gazem i kajdankami, ale nacierali na tłum konno, z szablami lub pistoletami w dłoniach. Nie rozpędzano siłą jedynie pogrzebów i procesji z okazji Bożego Ciała. Ale i temu władze postanowiły położyć kres. W nocy z 7 na 8 kwietnia 1861 roku namiestnik carski Michaił Gorczakow podpisał Ustawę o zbiegowiskach (tak, tak, polski system prawny ma długą tradycję podpisywania ustaw nocną porą), która dozwalała na rozpędzanie zgromadzeń przy użyciu broni palnej. W jej efekcie 8 kwietnia na Placu Zamkowym wojsko carskie zastrzeliło ponad setkę demonstrantów. 30 maja, w dzień Bożego Ciała, przeszła Krakowskim Przedmieściem od kościoła Świętego Krzyża kolejna czarna procesja. Tysiące ludzi ubranych na czarno demonstrowało swój sprzeciw wobec działań caratu.

Wprawdzie procesji wojsko nie zaatakowało, jednak protest też nie odniósł żadnego skutku – niedługo potem nowy namiestnik wprowadził stan wojenny i ogłosił tzw. brankę, czyli pobór do wojska. W wyniku tych oraz innych tragicznych wydarzeń w 1863 r. wybuchło krwawo stłumione powstanie styczniowe.

Prawa dane ale nie przestrzegane

Powstałe po zakończeniu pierwszej wojny światowej odrodzone państwo polskie konstytucyjnie usankcjonowało wolność zgromadzeń. Artykuł 108 Konstytucji z 17 marca 1921 roku głosił: Obywatele mają prawo koalicji, zgromadzania się oraz zawiązywania stowarzyszeń i związków. Mimo tak demokratycznej deklaracji rzeczywistość nie nadążała za prawem. W 1923 r. w odpowiedzi na pokojowe manifestacje robotników krakowskich, tarnowskich i borysławskich, spowodowane fatalną sytuacją ekonomiczną, wojewoda małopolski wyprowadził przeciwko protestującym wojsko. Polała się krew, od broni palnej zginęło po kilkanaście osób po obu stronach. Jednak śmierć obywateli wynikająca z niestosowania się władz do postanowień konstytucji miała swój bezpośredni skutek. Rząd Wincentego Witosa został zastąpiony przez rząd Władysława Grabskiego. Wymienieni zostali również wojewoda małopolski i dowódca okręgu wojskowego.

Po 1926 r. (przewrót majowy) władza nie była już tak łaskawa. Konstytucja z 23 kwietnia 1935 roku wprawdzie wspomina w art. 5 ust. 2 o wolności zrzeszeń (ale już nic nie mówi w sprawie zgromadzeń), jak również o możności rozwoju wartości osobistych oraz wolności sumienia i słowa, nie jest to już jednak przyrodzone prawo obywateli, jak poprzednio, lecz przywilej zapewniany przez państwo.

Państwo ważniejsze niż obywatele

Państwo zapewnia obywatelom przywileje, ale to samo państwo może na mocy art. 10 ust. 2 zastosować środki przymusu, bo żadne działanie nie może stanąć w sprzeczności z celami Państwa (art. 10 ust. 1), a od tego już tylko krok do art. 78, na mocy którego Rada Ministrów, w razie rozruchów wewnętrznych (…) zagrażających ustrojowi Państwa (…) zarządzi stan wyjątkowy. Możliwość stosowania środków przymusu nie ograniczała się do stosowania pałek czy kajdanków, przewidziano również stworzenie miejsca odosobnienia dla niepokornych obywateli. Obóz w Berezie Kartuskiej był rozwiązaniem powielającym wzorce niektórych państw europejskich i załatwiającym problem władzy z niepokornymi obywatelami.

Socjalistyczna konstytucja z 1952 r. uznawała, że obywatele mają szeroką gamę praw – do pracy, do nauki, do zdrowia, do równości, do wolności wyznania, ale to Polska Rzeczpospolita Ludowa zapewniała obywatelom wolność słowa, druku, zgromadzeń i wieców, pochodów i manifestacji. Zapewniała w tak wysokim stopniu, że w odpowiedzi na zgromadzenia spontaniczne w 1956 roku
w Poznaniu, w 1970 roku w Gdańsku czy w 1981 roku w kopalni Wujek użyto broni palnej przeciw protestującym i w sumie zginęło ponad 100 osób.

Ignorowanie konstytucji

Obowiązująca obecnie konstytucja z 1997 roku była przygotowywana przez najwybitniejszych prawników przez ponad siedem lat. Starano się w niej pogodzić wszystkie problemy i prawa różnych grup obywateli. Jedno z kardynalnych praw zawarto w Art. 57: Każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Ograniczenie tej wolności może określać ustawa.

Korzystając z tego prawa obywatele, w obliczu permanentnego łamania postanowień konstytucji przez obecną władzę, wychodzą na ulicę i pokojowo protestują w sposób zaplanowany lub spontaniczny. Ale, niestety, coraz częściej Art. 57 – mimo że żadna ustawa go nie zmieniała – jest łamany przez aparat przymusu, coraz częściej słowa Franciszka Zabłockiego można odnieść do aktualnej współczesnej „złości”. Czy historia znowu się kołem potoczy?


fot. od góry:
Karol Beyer (1818-1877) – Procesja w święto Bożego Ciała na Krakowskim przedmieściu. Źródło: commons.wikimedia.org
Piotr Olczak
„Nasze Czasopismo” nr 9/2018