Historia

OPTYMALIZACJA WARSZAWSKA PLANOWANIE PRZESTRZENNE SPRZED PÓŁWIECZA

Techniki projektowania i planowania miast rozwijają się. Warto jednak mieć w pamięci to, czego dokonali nasi poprzednicy i tam, gdzie jest to możliwe i celowe – czerpać z ich doświadczeń.

Włodzimierz Witakowski

 

Pół wieku temu planowanie przestrzenne w Polsce było na świetnym poziomie. Pojawiały się nowe koncepcje rozwoju sieci osadniczej w Polsce, planowano odbudowę miast zniszczonych podczas wojny, a także budowę nowych, jak Nowe Tychy czy Nowa Huta. I choć architekci musieli czerpać z wzorów socrealizmu, to projektowali nowatorskie, modernistyczne osiedla, takie jak warszawskie Sady Żoliborskie czy Szwoleżerów (Halina Skibniewska), Bielany (Maria i Kazimierz Piechotkowie), czy Przyczółek Grochowski (Oskar i Zofia Hansen).

Funkcjonalny podział miasta

W drugiej połowie XX wieku urbaniści znali już uciążliwości stwarzane przez przemysł i inne obiekty – zanieczyszczenie powietrza, zapachy, hałas. Stąd też powojenne plany Warszawy przewidywały separację rejonów przemysłowych i dzielnic mieszkaniowych.

Warszawa została podzielona na „jednostki urbanistyczne” – obszary jednolite pod względem charakteru zabudowy (funkcji) o powierzchni 100-250 ha. Większość miała charakter lub przeznaczenie mieszkaniowe, inne – jak Żerań Przemysłowy czy Służewiec – przeznaczone zostały pod zabudowę przemysłową. Dla Śródmieścia przewidywano funkcje mieszane – administracyjno-handlowo-usługowe, z udziałem funkcji mieszkaniowej. Zaplanowano również tereny zielone i rejony rekreacyjno-sportowe, a także strefy ochronne (m. in. wokół lotniska Okęcie). Ten podział w zasadzie utrzymał się do dziś, z wyjątkiem Służewca Przemysłowego, który zdecydowanie zmienił charakter i stał się rejonem biurowo-administracyjnym. Dziś ta izolacja w przypadku większości branż nie ma już znaczenia. Przemysł przestał być tak uciążliwy jak niegdyś, nie generuje również takich jak dawniej zanieczyszczeń powietrza ani hałasu.

Planowanie rozwoju Warszawy w latach 60. XX wieku

Wiosną 1960 r. prezydentem Warszawy został gen. Janusz Zarzycki, poprzednio szef Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego. Nie potrafię wyjaśnić, jak to się stało, ale Głównym Inżynierem Miasta w urzędzie kierowanym przez niedawnego głównego „politruka” wojskowego został AK-owiec, powstaniec warszawski Leopold Kummant – „Lopek”. Dzięki niemu, obok już istniejącego Biura Studiów i Projektów Komunikacji Miejskiej, w styczniu 1961 r. utworzono Biuro Studiów i Projektów Inżynierii Miejskiej. Jego dyrektorem został inżynier urbanista Bohdan Jastrzębski (później, w latach 90., wojewoda warszawski). Do tego właśnie biura trafiłem jako świeżo upieczony absolwent Politechniki Warszawskiej.

Dziwne to było biuro jak na owe czasy. Kierownikiem pracowni ekonomicznej był dr Stanisław Broniewski „Orsza”, naczelnik Szarych Szeregów w czasie okupacji i Powstania Warszawskiego. Jednym ze specjalistów – inż. Jan Rossman, również powstaniec, jeden z komendantów Chorągwi Warszawskiej ZHP, a sekretarką – jego żona Danuta, także uczestniczka Powstania. Kierownikiem pracowni elektrycznej był natomiast inż. Henryk Marciniak – syn przedwojennego „fabrykanta”, założyciela największej w Polsce fabryki sprzętu oświetleniowego A. Marciniak i S-ka.

Właśnie te dwa biura, komunikacji i inżynierii miejskiej, zajmowały się urbanistyką Warszawy od strony infrastruktury technicznej. Strona architektoniczno-budowlana pozostawała w gestii siedmiu dzielnicowych Wydziałów Architektury, Nadzoru Budowlanego i Geodezji (WANBiG). W WANBiG Śródmieście pracował świetny architekt o podobnej, powstańczej przeszłości – Stanisław Jankowski „Agaton”.

Wszystkie te jednostki zajmowały się sprawami bieżącymi, projektowaniem dla wybranych obszarów-jednostek urbanistycznych, jak też i projektowaniem w skali całego miasta. Na początku lat 70. zespoły te połączono, tworząc istniejące do dziś Biuro Planowania Rozwoju Warszawy.

Plany dla miasta opracowywane były dla trzech horyzontów czasowych:

• 5-letniego – plan etapowy;
• 15-letniego – plan perspektywiczny;
• 50-letniego – plan kierunkowy.

Były one okresowo aktualizowane.

W pierwszej połowie lat 60. wspomniane trzy jednostki otrzymały zadanie określenia najbardziej efektywnych kierunków rozwoju Warszawy. Sprowadzało się to praktycznie do poszukiwania jak najniższych kosztów rozwoju infrastruktury technicznej, gdyż różnice w kosztach budowy budynków nie miały większego znaczenia.

Dla rejonów urbanistycznych przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową określona została chłonność terenów (w tym także możliwość uzupełnienia istniejącej zabudowy). Podstawowym parametrem była powierzchnia zabudowy mieszkalnej, ale na potrzebną infrastrukturę wpływała także zabudowa towarzysząca – szkoły, ośrodki zdrowia, handel, usługi itp.

Dla wszystkich terenów określono parametry infrastruktury technicznej niezbędnej do obsługi tych terenów, a następnie oszacowano koszt jej budowy lub rozbudowy. Na koniec wreszcie obliczono relację między kosztem budowy infrastruktury a powierzchnią zabudowy mieszkalnej dla poszczególnych rejonów urbanistycznych i uszeregowano uzyskane wskaźniki.

Ta nowatorska metoda otrzymała nazwę „Optymalizacji Warszawskiej”. Jej wynikiem było stwierdzenie, że najniższe koszty zostaną poniesione w przypadku budowy na terenach rolniczych Bródna, a następnie na terenach Ursynowa, mających podobny charakter.

Rezultatem tych wniosków było przystąpienie do projektowania, a następnie budowy osiedla Bródno obliczonego na 72 tys. mieszkańców, później zaś osiedli Ursynów, Natolin i Kabaty, przewidzianych łącznie dla ok. 180 tys. osób.

Pierwotny projekt osiedla Bródno przewidywał podział osiedla na 13 rejonów, z których 10 było przewidzianych pod zabudowę mieszkaniową z pełną infrastrukturą społeczną (szkoły, przedszkola, ośrodki zdrowia itp.), pawilonami handlowo-usługowymi i in. Centrum osiedla projektowano jako rejon administracyjno-handlowy (biura, domy towarowe itp.), a sąsiedni rejon przeznaczono na park. Ostatni rejon – pas izolujący osiedle od linii kolejowej – przeznaczono na rekreację i sport z dużym udziałem zieleni.

Obecnie gospodarka mieszkaniowa w Warszawie została zdecentralizowana – oddana w gestię 18 dzielnic. Mając jednak w pamięci doświadczenia sprzed pół wieku, warto zastanowić się, czy nie można uzyskać lepszych efektów przy tych samych nakładach, koncentrując rozbudowę miasta na wybranych obszarach.

Wymagałoby to scalenia gruntów na pewnym obszarze (także wykupu działek nienależących do miasta), opracowania planu zagospodarowania, podziału gruntów na odpowiednie działki budowlane na podstawie tego planu (z zachowaniem terenów na potrzeby ogólne). Dopiero po tych przygotowaniach dokonywano by sprzedaży działek inwestorom. Przyniosłoby to oszczędności nakładów na budowę infrastruktury, a zapewne także dodatkowe wpływy ze sprzedaży działek na tak zaplanowanym obszarze.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 9/2018