Ekonomia

KTO ZARABIA NA KRWIODAWCACH I KRWIOPIJCACH?

Nasza gospodarka to system naczyń połączonych, w którym nic nie dzieje się bez wpływu na pozostałych uczestników rynku. Rentowne banki nie zawsze oznaczają wsparcie dla przedsiębiorców, a słaby sektor budowlany może nam przynieść kryzys.

dr Dariusz Maciej Grabowski

 

Bardzo wysoka rentowność sektora bankowego – mimo nałożonego nań podatku – dowodzi, że siła rynkowa branży jest ogromna. Co więcej, obowiązuje tu niepisana zmowa monopolowa co do wysokości opłat, stawek, odsetek, procentów, kursów czy spreadów. Pytanie brzmi: czyim kosztem bogacą się banki?

Szerokie grono karmicieli

Pierwszych na liście nazwę krwiodawcami. Są to indywidualni klienci zaciągający kredyty konsumpcyjne na kupno bądź budowę mieszkania lub domu, dóbr trwałego użytku, a nawet na luksusowe wakacje. Łączne oprocentowanie zaciągniętych przez nich kredytów jest lichwiarskie, sięga 10 proc. i więcej. Nazywam ich krwiodawcami, bo zaciskają zęby, potrafią tyrać od świtu do nocy, odejmować sobie od ust, by zarobić na spłatę kredytu.

Przypomnijmy, że już w starym żydowskim dowcipie jasno przyznano, że kredyt oprocentowany na 9 proc. to wstrętna lichwa, Panu Bogu niemiła. Te 9 proc. można ewentualnie zaakceptować jedynie przy założeniu, iż Pan Bóg patrząc z góry jest przekonany, że widzi 6.

Drugą grupę „strzyżonych” przez banki nazwę krwiopijcami. To polscy przedsiębiorcy, mniej łagodnie określani kapitalistami. To oni na budowę domów i mieszkań zaciągają kredyty inwestycyjne w bankach, też oprocentowane powyżej 6 proc. i … płacą… miny nie tracą – ale do czasu. Często bywa, że krwiopijcy zatrudniają krwiodawców, wymagając od nich pracy długiej i efektywnej, czyli krwi, potu i łez. Wszystko po to, by jako przedsiębiorcy zarobić na spłatę kredytu i wymarzony zysk.

Trzeci gracz ogrywany przez banki to – proszę się nie dziwić, że użyję wyłącznie oficjalnego tytułu – nasz minister finansów. Wraz z drużyną lepszej zmiany myśli, że błogostan w ściąganiu podatków polegający na rosnących wpływach będzie trwał wiecznie, mimo wzrostu zadłużenia konsumentów i przedsiębiorców.

Eldorado nie trwa wiecznie

Rentowność w budownictwie w I kwartale 2018 r. spadła poniżej 1 proc. W każdym podręczniku ekonomii przy omawianiu cyklu koniunkturalnego jasno stoi, że spadek rentowności i wielkości zamówień w sektorze budowlanym to pierwsze symptomy pogarszającej się koniunktury i, nie daj Panie Boże, wstęp do kryzysu.

Popyt na mieszkania i domy jest wypadkową kilku czynników, przede wszystkim wzrostu zatrudnienia i wzrostu płac, ale też lokowaniem nagromadzonych środków przez ludzi działających w szarej strefie, wystraszonych skuteczną, represyjną egzekucją podatkową ze strony urzędów skarbowych. Ponieważ jednak na sprzedaży mieszkań zarobić coraz trudniej, podobnie jak na wynajmie, należy liczyć się ze stabilizacją, a nawet spadkiem popytu na mieszkania.

Obciążeni przedsiębiorcy

Co zatem robić? Moim zdaniem, są trzy główne kierunki działania. Pierwszy – „odpuścić” przedsiębiorcom. Co przez to rozumiem? Przede wszystkim dostrzeżenie, że polskie firmy małe
i średnie inwestują niewiele. Nie widzą perspektywy na godziwy zysk, obawiają się rosnących kosztów i opresyjności urzędów skarbowych. W efekcie nakłady na maszyny i urządzenia w 2018 roku wzrosły tylko o 2proc., choć ponad 80 proc. przedsiębiorców uznaje wyposażenie własnych firm za niezadowalające i przestarzałe. Pozytywnym sygnałem, który polscy przedsiębiorcy powinni otrzymać, są ulgi i zwolnienia podatkowe na 3-5 lat w przypadku podjęcia inwestycji. Co więcej, powinna zostać wprowadzona z okazji 100 rocznicy odzyskania niepodległości abolicja i amnestia podatkowa dla tych, którzy już spłacili większość zobowiązań karnych bądź ujawnią swoje przestępcze praktyki.

Przedsiębiorcy potrzebują gestu „przychylności” ze strony władz, bo są w trudnej sytuacji. W tym kontekście „eskalacja przychylności socjalnej”, czyli pomysł czołowych polityków PiS-u, aby kwotę 500+ zastąpić kwotą 1000+, rodzi pytanie i obawę: w jaki sposób rząd będzie chciał „wycisnąć” więcej pieniędzy z polskich przedsiębiorców?

Ubolewać należy, że pomysłodawcy nigdy nie prowadzili działalności gospodarczej, a nawet nie mają wykształcenia ekonomicznego.

Polskie banki dla polskich firm

Drugi kierunek działania – to konieczność udzielenia jasnej odpowiedzi i przejścia od słów do czynów: czy retoryka o odzyskaniu kontroli i dominacji polskich banków w sektorze bankowo-finansowo-ubezpieczeniowym to slogany czy konkret? A jeśli konkret, to pytam: gdzie są tanie kredyty dla przedsiębiorców udzielane z karencją oraz strategia banków nakierowana na obronę i rozwój polskich przedsiębiorstw?

Na chwilę obecną jest bowiem tak, że nawet jeśli polskie banki dominują w sektorze, to realizują politykę napędzania zysku swoim zagranicznym konkurentom. Przykładem antypolskiej aktywności banków wobec polskich firm jest to, co robią wobec producentów maszyn rolniczych z Ursusem na czele. Firma, która podjęła wysiłek odtworzenia siły polskiej marki jest ze strony banków – nie zawaham się użyć tych określeń – niszczona i szykanowana.

Po trzecie – należy dokonać radykalnej zmiany doktryny kreacji pieniądza i kursu walutowego. To są kompetencje Narodowego Banku Polskiego. Przykładem skutecznej polityki proeksportowej są Chiny. Potrafiły w ciągu dwóch miesięcy zdewaluować juana w stosunku do dolara o 9 proc. oraz uruchomić tanie kredyty dla własnych przedsiębiorstw. Oto gdzie inspiracji powinni szukać mędrcy skupieni w Radzie Polityki Pieniężnej.


Banki

• Zarobiły o ponad 22 proc. więcej w I kwartale 2018 r. w porównaniu do tego samego okresu poprzedniego roku.

• Tylko w marcu i kwietniu banki udzieliły kredytów na ponad 9,7 mld
złotych. To wzrost o ponad 19 proc.

• Kredytów na kwotę powyżej 350 tysięcy złotych udzielono więcej
o ponad 30 proc.

Budownictwo

• Rentowność sektora budowlanego wyniosła w I kwartale 2018 r. poniżej
1 proc., w przemyśle obniżyła się do około 7proc.

• Zaległości w rozliczeniach firm budowlanych wobec banków i poddostawców przekroczyły kwotę 4,6 mld złotych i wzrosły o ponad 23 proc.
w stosunku do roku ubiegłego.

• Popyt na mieszkania i związane z tym kredyty hipoteczne
w I półroczu 2018 roku rósł nadzwyczaj szybko.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 9/2018