Ekonomia

UNIJNA „KAMPANIA PRZECIWKO POLSCE”

Stosunek rządu do Unii Europejskiej i wola dostosowania się do jej zasad są testem, czy Polska chce być nadal jej członkiem. Obecnie wygłaszane przez PiS-owskich polityków deklaracje i faktyczne działania są z sobą sprzeczne.

Agnieszka Gołas

 

Politycy PiS-u utrzymują, że Polski z Unii wyprowadzać nie chcą. Widać pecunia non olet, że partia ta chce pozostania w UE, ale na własnych zasadach, nie do zaakceptowania przez Unię w obecnym i – prawdopodobnie – przyszłym kształcie tej organizacji.

PiS-owskie władze prowadzą nieporadną i krnąbrną politykę zagraniczną, opierającą się, zgodnie z oczekiwaniami części wyborców, na idei „silnej Polski”, bez względu na ponoszone przez nasz kraj koszty. „Silna Polska” wali pięścią w stół, za nic ma kanony współczesnej demokracji, a dotychczasowym wspierającym ją partnerom uparcie pokazuje figę. Neguje fakt, że każdy z krajów członkowskich stanowi integralną część, w sensie prawnym oraz instytucjonalnym, struktury ponadnarodowej, do której Polska z własnej woli zdecydowała się przystąpić po 1989 roku i ciężko na ten przywilej pracowała.

Trudny dialog z UE

W odpowiedzi na poczynania PiS w łamaniu praworządności, Komisja Europejska rozpoczęła w styczniu 2016 roku dialog z rządem, jak dotąd bezowocny. Wielokrotne rezolucje Parlamentu Europejskiego i zalecenia KE, nie mające co prawda charakteru obowiązującego prawa, ale będące wyrazem opinii tych kluczowych instytucji Unii, z którymi każde państwo członkowskie musi się liczyć, na PiS wrażenia nie zrobiły. Także groźba zdecydowanej interwencji Trybunału Sprawiedliwości UE pozostaje bez odzewu.

Wniesiony przez KE do TSUE w marcu 2018 r. pozew wciąż „wisi”. Strona polska dostosowała się jedynie do jego części dotyczącej zróżnicowania wieku emerytalnego sędziów w zależności od płci. TSUE jednak wciąż nie wydał orzeczenia w sprawie ustroju sądów powszechnych, uzależnionych w Polsce od władzy politycznej. Wątpliwości budziła kwestia możliwości skorzystania z Art. 19 Traktatu o UE, chroniącego niezawisłość unijnych trybunałów.

Czy trybunał/sąd krajowy może być traktowany na równi z trybunałem unijnym? Precedens, którym stał się niedawny wyrok w sprawie sędziów portugalskich, pokazał, że tak. Otworzył on drogę do rozstrzygnięcia polskich uchybień: UE ma kompetencje do interweniowania w sprawie sądów państw członkowskich. Sprawę polskich sądów Bruksela obiecała jakoby wycofać
z Trybunału, jeśli polski rząd nie będzie usuwał sędziów Sądu Najwyższego.

Ignorowanie sygnałów ostrzegawczych

Jak jednak wiadomo, procedura czystki w SN wręcz przyśpieszyła, a prezydent Andrzej Duda podpisał piątą nowelizację ustaw, które ułatwiają wybór nowego pierwszego prezesa SN. Polska władza nie przejęła się także wyraźnym ostrzeżeniem o kierunku, w jakim będzie zmierzać TSUE po wyroku w sprawie ekstradycji Polaka z Irlandii. Stosunki Polska-UE ulegają więc zaostrzeniu, bo PiS idzie w zaparte i nie wydaje się niepokoić nawet perspektywą utraty części funduszy pomocowych z budżetu Unii na lata 2021-2027.

Po „wyjaśnieniach” Morawieckiego na przełomie czerwca i lipca tego roku i odmowie wprowadzenia zmian w polskim prawie, wiceprzewodniczący KE, „szczujący na Polskę” Frans Timmermans dostał od Komisji zielone światło do przygotowania wniosku w sprawie tzw. procedury naruszenia prawa UE. Polska będzie miała miesiąc na dostarczenie kolejnych wyjaśnień.

Groźba dotkliwych kar

Jeśli te nie usatysfakcjonują Komisji (trudno wyobrazić sobie, by stało się inaczej), podejmie ona decyzję, czy skierować do Trybunału Europejskiego pozew w sprawie ustawy o SN. Trybunał może wówczas nakazać zmianę ustawy, a gdy Polska się nie zastosuje, nałożyć na nią kolosalne, sięgające dziesiątek tysięcy euro dziennie, kary finansowe.

Jest jeszcze tzw. opcja nuklearna (pozbawienie głosu w Radzie UE i wszystkich jej formacjach), wieńcząca uruchomioną wobec Polski w grudniu 2017 r. procedurę z Art. 7 ust. 1 Traktatu o UE (jej wszczęcie planowane jest także wobec Węgier). W ostatniej fazie wymaga ona jednak jednomyślności.

Czy do tego dojdzie czy nie, nie wiadomo. Pewne jest natomiast, że władze UE nie zadowolą się żadnymi kosmetycznymi poprawkami w polskich ustawach sądowniczych, jak to było w przypadku ustawy o IPN.

Nie możemy liczyć na wsparcie Niemiec

Od czasu odzyskania przez Polskę niepodległości w 1989 roku, Niemcy, jako nasz największy sąsiad i najważniejszy partner gospodarczy, były też uznawane za naturalnego sojusznika. Chcieliśmy być w centrum UE, mieć słyszalny głos w rozwiązywaniu najważniejszych problemów Europy. Bliskie stosunki z Niemcami nam to umożliwiały. Starano się o to i w trakcie przystępowania do Unii i potem, za rządów koalicji PO-PSL.

PiS zmienił kurs na Wielką Brytanię i państwa Grupy Wyszehradzkiej, jak się okazuje, bez żadnych szczególnych sukcesów. Przyczyną jest oczywiście ideologizacja polityki zagranicznej i wynikające z niej uprzedzenia wobec niedawnego (lojalnego) sojusznika. Niemcy Angeli Merkel były wielokrotnie obrażane i prowokowane w mediach przez PiS-owskich polityków, lecz zachowywały milczenie, nie odpowiadały na zaczepki.

Polska PiS-owska odsunęła się więc od silnego politycznie i gospodarczo partnera, który od wielu lat realizuje ideę ścisłej integracji europejskiej. PiS wykrzykuje żądania w sprawie reparacji wojennych, szkodliwości niemieckiej polityki imigracyjnej i klimatycznej oraz popierania Nord Stream. Jarosław Kaczyński twierdził również, że to kanclerz Merkel wymogła na członkach UE głosowanie za powierzeniem Donaldowi Tuskowi funkcji przewodniczącego UE na drugą kadencję.

Niezrozumienie i izolacja

Trójpodział władz w państwach członkowskich jest podstawową zasadą istnienia UE, ponieważ gwarantuje niezależność trzeciej władzy od polityków i jest dowodem funkcjonującej demokracji.
O antydemokratycznych działaniach rządu PiS rozpisują się gazety na całym świecie, a wpływowy francuski dziennik „Le Figaro” stwierdził, że Polska nie powinna być już uznana za państwo prawa. Według PiS zaś, przeciwko Polsce toczy się kampania nienawiści.

Zostajemy więc z niczym i sami jak palec. Toczy się wobec nas polityczno-sądowy proces za łamanie zasad praworządności, mozolny i powolny, bo ograniczony właśnie demokratycznymi procedurami UE. A kto korzysta na tej izolacji Polski – dobrze wiadomo.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 9/2018