Prawo

SĄD NAJWYŻSZY – KAPITULACJA?

Rządząca partia robi wszystko, aby jak najszybciej podporządkować sobie Sąd Najwyższy. Nie chodzi jej przy tym tylko o spolegliwy wymiar sprawiedliwości. Chce również, na wszelki wypadek, uzyskać wpływ na stwierdzenie ważności wyborów.

Andrzej Zaleski

 

Jednym z celów „dobrej zmiany” jest podporządkowanie wymiaru sprawiedliwości Centralnemu Ośrodkowi Politycznemu, czyli – w aktualnym stanie spraw w Polsce – prezesowi Prawa i Sprawiedliwości. Drogą do tego celu jest usunięcie z Sądu Najwyższego najbardziej doświadczonych sędziów. Sędziów, którzy swoją wiedzą i postawą pokazali, iż stwierdzenie, że Polska jest „demokratycznym państwem prawa” nie jest dla nich pustym frazesem, ale stanowi rzeczywistą wartość, czemu dawali wyraz w orzecznictwie. Vide sprawa Mariusza Kamińskiego.

Usunięcie sędziów z urzędu nie jest sprawą prostą. „Dobra zmiana” wykoncypowała, że najprościej będzie się ich pozbyć, obniżając wiek emerytalny z 70 do 65 lat. I tak, zgodnie z nową ustawą o Sądzie Najwyższym, każdy kto ukończy 65 lat, a nie będzie się podobał „dobrej zmianie”, ma przejść w stan spoczynku.

Jest to rozwiązanie proste, żeby nie napisać prostackie, ale w swojej prostocie nieskuteczne. Zgodnie z art. 180 ust. 4 konstytucji, ustawa określa granicę wieku, po osiągnięciu której sędziowie przechodzą w stan spoczynku. Może ona wynosić zarówno 65 lat, jak i 70. Jednakże obniżenie wieku nie oznacza, że automatycznie w stan spoczynku przechodzą zajmujący swój urząd sędziowie, którzy ukończyli 65 lat.

Trzeba mieć bowiem na uwadze art. 180 ust. 1 konstytucji, który stanowi, że sędziowie są nieusuwalni. Tym samym nie można usunąć sędziego z urzędu, obniżając mu wiek emerytalny. Pozbawienie sędziego prawa do orzekania w takiej sytuacji stanowi delikt konstytucyjny i jest prawnie nieskuteczne. Stanowi złamanie zasady, że prawo nie działa wstecz. Sędzia ma prawo sprawować urząd do czasu osiągnięcia dotychczasowego wieku emerytalnego, czyli 70 lat. Granica 65 lat może mieć zastosowanie do sędziów Sądu Najwyższego mianowanych na stanowisko po wejściu w życie nowych przepisów.

W szczególności nie do zaakceptowania jest pogląd, iż należy się pozbyć sędziów, gdyż nie są godni pełnić urzędu. Zgodnie z konstytucją, sędziego można złożyć z urzędu, ale tylko
w wypadkach określonych w ustawie i tylko na mocy orzeczenia sądu. Nie wolno pozbywać się sędziów dlatego, że niektórzy z nich narazili się prezesowi partii rządzącej.

W tym kontekście nie do zaakceptowania jest stanowisko władz Sądu Najwyższego, które zignorowały te zasady i same przeniosły w stan spoczynku sędziów po ukończeniu przez nich 65 lat. Jest to przejaw nieuzasadnionego ustąpienia przed presją polityczną. I nie chodzi tu o dyskurs o zgodności ustawy o Sądzie Najwyższym z konstytucją, sprawa dotyczy wyłącznie interpretacji prawa. A władze Sądu Najwyższego są do tego niewątpliwie uprawnione. Szkoda, że w tym przypadku naruszyły zarówno konstytucję, jak i podstawowe zasady systemu prawnego.

Po co to wszystko? Wakaty to nie tylko szansa dla sędziów rekomendowanych przez PiS. 28 sierpnia ruszyła rekrutacyjna karuzela. Prezydent w Monitorze Polskim ogłosił, że w SN jest 11 wakatów, w tym w cztery w Izbie Cywilnej, trzy w Izbie Karnej i cztery w Izbie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Do nowej Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych dwudziestu sędziów już zostało wybranych. Zrobiła to Krajowa Rada Sądownictwa Dobrej Zmiany. Ta właśnie Izba jest dla PiS kluczowa. „Nieskażona” dotychczasowymi sędziami, będzie rozpatrywała skargi nadzwyczajne, stwierdzała ważność wyborów i rozpoznawała protesty wyborcze.

Wybory samorządowe nadchodzą. Łatwiej więc przerzucić kompetencje do nowej Izby, obsadzonej sędziami ze światopoglądem zgodnym z ideologią partii rządzącej niż czekać, aż kolejni sędziowie w Izbie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych osiągną PiS-owski wiek emerytalny.


„Nasze Czasopismo” nr 9/2018