Felieton

WAŻNE, KTO LICZY GŁOSY

Odpowiedzialność za uczciwość wyborów spoczywa na obywatelach. Potrzeba pół miliona uczciwych Polek i Polaków, żeby tego dopilnować. Czy znajdzie się tylu, czy może oddamy naszą przyszłość w ręce partii, która pokazała, że dba wyłącznie o dobro swoich działaczy i ich rodzin?

Mateusz Kijowski

 

Nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy! – miał powiedzieć Stalin. Ile w tym racji? PiS zmienił ordynację wyborczą, wprowadzając chaos nie do opisania i możliwość dowolnej interpretacji przepisów, lecz nie przekreślił wiarygodności wyborów. Stworzył przedpole, lecz nie zagwarantował sobie wygranej.

Wybory to nasza obywatelska odpowiedzialność, wszystkich obywateli Rzeczypospolitej. Bo demokracja to forma sprawowania władzy, w której źródło władzy stanowi wola większości obywateli. Wybory prezydenckie w 2015 roku w Polsce odbywały się w 25 957 obwodach powszechnych i 1 629 obwodach odrębnych. W każdym obwodzie powszechnym potrzebna była 9-osobowa Komisja Wyborcza, co dało 233 613 osób zaangażowanych na podstawowym poziomie w przeprowadzenie wyborów. Podaję te wielkie liczby, żeby uświadomić skalę przedsięwzięcia.

W zbliżających się wyborach, po wprowadzonych ostatnio zmianach w ordynacji, w każdym obwodzie będą pracowały dwie komisje – jedna do przeprowadzenia głosowania i druga do ustalenia wyników głosowania (czyli liczenia głosów). Zatem na tym najbardziej podstawowym poziomie do przeprowadzenia wyborów potrzeba będzie dwa razy więcej osób – prawie pół miliona do pracy w obwodowych komisjach wyborczych. A jeszcze są komisje gminne, powiatowe, wojewódzkie…

Do tej pory za zorganizowanie wyborów, w tym komisji, odpowiedzialny był samorząd lokalny. Teraz urzędnicy wyborczy nie mogą pochodzić z terenu, na którym działają, a członków komisji mogą wskazywać przede wszystkim partie polityczne – rządzący właśnie partiom oddali możliwość obsadzania komisji wyborczych. Oni dobrze wiedzą, że „ważne, kto liczy głosy”.

Czy my – obywatele Rzeczypospolitej – chcemy oddać organizację wyborów i liczenie głosów partiom? Czy to „święto demokracji” ma być w całości wyreżyserowane przez aktywistów partyjnych? Czy obywatele mają być tylko aktorami w ich przedstawieniu?

W trosce o rzetelne wybory powstał Komitet Obywatelski przy Prezydencie Lechu Wałęsie. Lech Wałęsa, który już raz poprowadził nas do zwycięstwa, pomaga nam się zorganizować, byśmy zadbali o uczciwość aktu wyborczego. Partie opozycyjne, które otrzymały od PiS niespodziewany prezent w postaci wpływu na skład komisji wyborczych, zapraszają obywateli do współpracy, bo nie zależy im na partyjnych układach i ustawkach.

Ilu obywateli zaangażuje się w zapewnienie rzetelności procesu wyborczego? Czy w sytuacji, kiedy wszyscy czujemy zagrożenie dla najważniejszych w demokracji procesów, kiedy większość instytucji została przez rządzących zawłaszczona, my – obywatele – jesteśmy gotowi się zaangażować i poświęcić kilkanaście godzin dla kraju?

Przed wyborami wszyscy mówią o sondażach, kandydatach, partiach i komitetach wyborczych, programach. Dyskutują, analizują, porównują. Czy mamy pewność, że ogłoszony wynik będzie odwzorowaniem woli wyborców? Może ktoś niepostrzeżenie dostawi tu i ówdzie gwiazdkę obok krzyżyka?

Partia dzisiaj rządząca przez osiem lat przy każdych wyborach ogłaszała, że zostały one sfałszowane. Nawet w 2015 r., kiedy odnieśli spektakularne, chociaż dosyć przypadkowe zwycięstwo, głosy o fałszowaniu wyborów – chyba z przyzwyczajenia – nie zamilkły. Czy możemy mieć pewność, że ludzie przekonani o spisku przeciwko nim, którzy wszędzie dopatrywali się oszustw i fałszerstw, kiedy dorwali się do władzy nie będą chcieli zastosować tego, o co zawsze podejrzewali innych? Może to była projekcja własnych inklinacji?


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 9/2018