Polityka

SKOK NA CZWARTĄ WŁADZĘ

fot. pixaby.com

Napoleon Bonaparte powiedział, że bardziej boi się trzech gazet niż trzech tysięcy bagnetów. Media nie bez powodu nazywane są czwartą władzą. Kto ma dostęp do informacji i środków przekazu, może wpływać na społeczeństwo i kreować rzeczywistość. Komu służą wolne, niezależne media i kto ma interes w ich ograniczaniu?
Ewa Krawczyk-Dębiec

O istotnej roli mediów przekonaliśmy się szczególnie w ostatnich kilku miesiącach. To samo wydarzenie było przedstawiane różnie. Uczestnicy protestów w grudniu 2016 r. przed Sejmem według jednych przekazów bronili wolnych mediów, w innych byli przedstawiani, jako puczyści chcący obalić legalnie wybraną władzę.

Biorąc pod uwagę kryterium ekonomiczne, można by powiedzieć, że media są zależne od tego, kto je opłaca albo od odbiorców, którzy decydują, co chcą oglądać, słuchać lub czytać. O wolności mediów decydują jednak swoboda przekazywania informacji i opinii bez zezwolenia rządu.

Narzędzia propagandy

Organizacja Reporterzy bez Granic opublikowała w kwietniu 2017 r. coroczny raport dotyczący stanu wolności mediów na świecie, z którego wynika, że w Polsce zagrożona jest wolność mediów i pluralizm. Przyczyn jest wiele, ale przede wszystkim to przeforsowanie przez Prawo i Sprawiedliwość w 2015 r. ustawy medialnej, dającej rządowi bezpośrednią kontrolę nad publicznymi nadawcami. Spowodowało to zwolnienia z pracy wielu dziennikarzy, a media publiczne zostały przekształcone w narzędzie propagandowe.

Reporterzy bez Granic zwrócili też uwagę, że rząd starał się osłabić finansowo kilku niezależnych wydawców, m.in. “Gazety Wyborczej”, “Polityki” i “Newsweeka Polska”. W grudniu 2016 r. próbował również ograniczyć dostęp dziennikarzy do Sejmu, co spowodowało masowe protesty obywateli.

Niepokoją zapowiedzi repolonizacji i dekoncentracji mediów oraz wszczęta w styczniu 2016 r. przez Komisję Europejską procedura praworządności
w stosunku do Polski. W odpowiedzi na poważne naruszenie zasady wolności i pluralizmu mediów, w październiku 2016 r. Organizacja wystosowała do Komisji Europejskiej wezwanie do nałożenia na Polskę sankcji, także finansowych. Nasz kraj spadł w rankingu wolności mediów z 47 miejsca, jakie zajmował w 2016 r. na 54.

Gwarancje wolności

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej gwarantuje wolność prasy i innych środków społecznego przekazu (art. 14). Dzięki tej zasadzie oraz możliwości wyrażania poglądów i pozyskiwania informacji przez każdego z nas (art. 54), a także swobodnego uzyskiwania informacji o działaniach organów władzy publicznej
i samorządowej (art. 61), realizowana jest zasada zwierzchnictwa Narodu, a każdy obywatel ma zapewniony udział w realizacji władzy państwowej.

Skoro informacja ma wpływ na zachowanie społeczeństwa, ważne jest, aby była przekazywana w sposób nie zniekształcający rzeczywistości. Władze publiczne muszą stwarzać warunki umożliwiające zakładanie i działanie mediów prywatnych, z jednoczesnym realizowaniem zakazu upaństwowienia mediów Dziennikarze muszą mieć zagwarantowane prawo do zachowania tajemnicy zawodowej oraz do swobodnego pozyskiwania i rozpowszechniania informacji publicznej. Nie mogą być poddawani żadnym naciskom, w szczególności ze strony władzy państwowej, o której działaniach informują obywateli i wyrażają opinię.

Zakaz ingerowania władz publicznych w swobodę wyrażania opinii jest zapisany w Konwencji Praw Człowieka. Stanowił podstawę ważnych wyroków wydanych przez Europejski Trybunał Praw Człowieka (m.in. w 1986 r. w sprawie Lingens przeciwko Austrii, w 2006 r. w sprawie Dąbrowski przeciwko Polsce, w 2015 r. w sprawie Stankiewicz i inni przeciwko Polsce.). Wynika z nich, że wolność słowa stanowi jedną z podstaw prawidłowego funkcjonowania demokratycznego społeczeństwa. Są informacje opiniotwórczo obojętne i takie, które stanowią publiczną krytykę polityków, politycznych procedur i instytucji. Krytyka jest dopuszczalna, gdyż osoba decydująca się zostać politykiem musi mieć świadomość, że będzie poddawana kontroli ze strony dziennikarzy i opinii publicznej.

Przejęcie przez rząd kontroli nad mediami publicznymi dało mu narzędzie do krytyki polityków opozycji, przy jednoczesnym idealizowaniu działań PiS oraz przejętych przez tę partię organów władzy publicznej i spółek skarbu państwa.

Dekoncentracja wolności słowa

W Polsce zakazana jest kontrola publikacji przed ich ukazaniem się (cenzura prewencyjna) oraz koncesjonowanie prasy. Ustawa może wprowadzić jedynie obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej. Takie gwarancje daje Konstytucja, której jeszcze partia rządząca nie jest w stanie zmienić. Niepokojące są jednak słowa posłanki PiS, wypowiedziane niedawno do jednego
z dziennikarzy: „W pewnych etapach, w pewnym tempie wprowadza się po prostu reformy, a po wakacjach weźmiemy się za Was!”.

PiS od początku rządów mówi o repolonizacji mediów i przygotowuje ustawę o ich dekoncentracji. W kwietniu 2017 r. „Rzeczpospolita” opublikowała „Listę polskich marek”. Patrząc na to zestawienie widzimy, że np. „Gazeta Wyborcza”, „Do Rzeczy”, TVP, Polsat, Polskie Radio, Radio Maryja, Eska to marki polskie, zaś zagraniczne, które prawdopodobnie będą podlegały procesowi dekoncentracji, to m.in. „Newsweek” TVN, RMF FM, Radio Zet.

Pewne uzasadnienie działań PiS może dawać dokument przygotowany jeszcze w 2015 r. Przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji pt.: “Regulacje dotyczące koncentracji własności na rynku mediów w wybranych krajach”. Według tego opracowania, zapis Rozporządzenia Rady (WE) nr 139/2004/WE z 20 stycznia 2004 r. w sprawie kontroli koncentracji przedsiębiorstw pozwala państwom członkowskim na zastosowanie w sektorze mediów dodatkowych mechanizmów kontrolnych mających na celu ochronę pluralizmu.

Regulacje już istnieją

Unijne prawo zakazuje dyskryminacji ze względu na przynależność państwową. Zapewnia wszystkim podmiotom takie samo traktowanie w każdym państwie członkowskim, jak obywatelom tego kraju. Rynek wewnątrzwspólnotowy to także swoboda przenoszenia wartości majątkowych do innego państwa członkowskiego. Wyjątki są dopuszczalne, ale musi za tym przemawiać ważny interes społeczny, który PiS powinien uzasadnić przy planowanym wprowadzeniu nakazu wyprzedania przez zagraniczne firmy posiadanych udziałów w spółkach znajdujących się na terenie naszego kraju.

Nie można zapominać o obowiązującej w Polsce ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów, której podlegają także przedsiębiorstwa medialne. Rozwiązania w niej zawarte zapewniają kontrolę koncentracji przedsiębiorstw sprawowaną przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jeżeli zostaną stwierdzone działania prowadzące do istotnego ograniczenia konkurencji na rynku, w szczególności przez uzyskanie lub umocnienie pozycji dominującej danego podmiotu, uruchamiane są stosowne działania. Tworzenie kolejnej ustawy w tym obszarze wydaje się zbędne.

Jaki jest więc cel planowanej dekoncentracji i czy może być groźna? Wyobraźmy sobie, że wydawca będzie musiał ograniczyć kapitał zagraniczny do 15 lub 30 proc. Podmiot zainteresowany zakupem udziałów lub akcji będzie powiązany z partią rządzącą, która będzie wpływała na decyzje biznesowe spółki. Poprzez zmianę struktury właścicielskiej może nastąpić całkowita etatyzacja środków masowego przekazu.

Wydaje się, że tak pomyślana dekoncentracja jest elementem procesu budowania przez PiS nowego, posłusznego społeczeństwa. Do tego potrzebne są media, które będą przekazywały informacje i oceny zgodne z linią partii rządzącej.


„Nasze Czasopismo” nr 10/2017
fot. pixaby.com