Felieton

TĘCZOWA APOKALIPSA, CZYLI STRASZENIE POLAKÓW BIEDRONIEM

Im bardziej politycy zapewniają, że Robert Biedroń nie ma szans na stworzenie liczącej się partii politycznej, tym bardziej nie istniejącemu jeszcze ugrupowaniu rosną słupki w sondażach.

Jerzy Andrzej Masłowski

 

To, że prezydent Słupska ma ambicje polityczne, nie było tajemnicą Wielu jednak sądziło, że kariera samorządowca zadowoli jego apetyt i że, co najwyżej powalczy w przyszłości o prezydenturę dużego miasta. Nic więc dziwnego, że wiadomość, iż zamierza stworzyć własną formację, wywołała polityczne tsunami.

Robert Biedroń wybrał idealny czas na tworzenie partii, jest bowiem w Polsce parę milionów wyborców o sympatiach proeuropejskich, którzy nie utożsamiają się z żadnym istniejącym ugrupowaniem: dotychczasowe rządy PO, wcześniej SLD, zniechęciły ich, bo albo skręcały zbyt w prawo, albo zbytnio ulegały naciskom Kościoła.

Jednak przed młodym politykiem bardzo trudny czas, bo stare wilki rzucą się na młodego wilczka. Ataków będzie się musiał spodziewać z dosłownie każdej strony: PO, ONR, Kościół i wszelkie ugrupowania dewocyjne, także lwia część lewicy będzie starała się go „zagryźć”. Najmniejsze zagrożenie dostrzegam ze strony Jarosława Kaczyńskiego, który, swoim zwyczajem, będzie chciał rękami innych osłabić nowopowstające ugrupowanie.

Nagonka już się zaczęła. Słyszy się, że Biedroń rozbija lewicę. A ja się pytam: jaką lewicę? Skoro lewica po zwycięstwie PO, a później PiS-u, czyli przez ponad 10 lat, nie zdołała się pozbierać i odnieść żadnego sukcesu, to znaczy, że siedzą tam ludzie bez wizji.

Niektórym nie podoba się, że Biedroń skrytykował Koalicję Obywatelską mówiąc, że to ściema. A przecież każdy rozsądny wie, że KO to kolejny klon PO, gdzie karty rozdaje Grzegorz Schetyna pożerający każdą polityczną konkurencję, która jest na tyle nierozważna, że wchodzi z nim w koalicję. Biedroń nie dał się pożreć, stąd atak.

Już rozpuszczono plotki, że Biedroń jest w polityce po to, by ocalić układy z III RP i że namaszczono go na miejsce Ryszarda Petru, który miał je pielęgnować, ale okazał się polityczną miernotą. Prawa strona postrzega Biedronia jako tęczowego terrorystę, wręcz Antychrysta, lewa zaś widzi w nim klucz do rozmontowania zjednoczonej antypisowskiej koalicji, która tak naprawdę zjednoczona nie była i nie będzie.

Wkrótce dowiemy się, że Robert Biedroń naprawdę nazywa się Dawid, a może Abraham Biederman, jest podwójnym agentem: Mossadu i KGB, a w wolnych chwilach uczestniczy w spisku masońskim mającym na celu rozsadzenie polskiej gospodarki i rozpoczęcie krwawej krucjaty przeciwko większości katolickiej. Na koniec usłyszymy, że Biedroń zamierza zostać jedynowładcą Polski i – niczym arcykapłan sekty Moona – udzielać na stadionach zbiorowych ślubów parom jednopłciowym, dwupłciowym i obojnaczym.

Robert Biedroń ma realną szansę stworzyć ugrupowanie stanowiące silną przeciwwagę dla postępującego w naszym kraju faszyzmu. Wielu Polaków zawiedzionych przez PO, SLD i .Nowoczesną albo zagłosuje w wyborach parlamentarnych na partię Biedronia, albo nie pójdzie na wybory. A brak głosów owych zawiedzionych przyczyni się do sukcesu nacjonalistów. Ci, którzy wyrażają dezaprobatę dla Biedronia, w istocie wzmacniają prawicę i narażają nasz kraj na wyjście ze zjednoczonej Europy.

Wróżę partii Biedronia duży sukces, tym bardziej, że obserwując jego poczynania domyślam się, iż pójdzie on w poprzek dotychczasowej polityki, bo rozumie, że podział na lewicę i prawicę jest archaiczny i że dziś należy całą politykę przewartościować, rozłożyć na czynniki pierwsze i poskładać od nowa według całkiem innego klucza. Nowe ugrupowanie musi jednak pamiętać, że aby przenieść Polskę w nowoczesność, należy zrobić wielki sus, bo – jak głosi starochińskie przysłowie – małymi krokami nie przeskoczy się przepaści.


fot. Piotr Olczak
 „Nasze Czasopismo” nr 10/2018