Historia

QUO VADIS, POLSKO?

Rządzący od trzech lat PiS łamie konstytucję i narusza wszystkie inne standardy państwa demokratycznego, jednocześnie dzieląc ludzi na prawdziwych Polaków i gorszy sort. Biorąc pod uwagę narrację władzy i nasilające się podziały społeczne można zadać pytanie – czy Polska jest skazana na rewolucję lub dyktaturę?

Michał Ruszczyk

 

Patrząc na obecną polaryzację społeczeństwa w ważnych dla państwa sprawach, jak polityka, religia, gospodarka, prawo itd. można śmiało powiedzieć, że w Polsce w czasie rządów PiS-u powstaje podłoże pod rewolucję lub nawet wojnę domową. Można spodziewać się, że prędzej czy później dojdzie po którejś ze stron do wybuchu, gdyż poziom debaty publicznej już dawno przekroczył „cienką czerwoną linię”. A konsekwencją jej przekroczenia mogą być wydarzenia, które znamy z podręczników historii.

Spójrzmy na międzywojenne Niemcy

Jedną z najtrafniejszych analogii historycznych do obecnej sytuacji w Polsce stanowi schyłek Republiki Weimarskiej. Niemcy w wyniku przegranej I wojny światowej popadły w stan kryzysu gospodarczego oraz permanentnej frustracji społecznej, spowodowanej m.in. poczuciem poniżenia traktatem wersalskim. Naród niemiecki w latach dwudziestych, podobnie jak „lud pisowski”, marzył o powstaniu z kolan.

Odpowiedzią na te potrzeby okazała się ideologia nazizmu. Coraz bardziej napięta sytuacja umożliwiła Hitlerowi zwycięstwo wyborcze. W ramach żmudnej drogi do władzy, wiodącej przez nieudany pucz i więzienie, przywódca nazistów wprowadzał nowomowę, która jest zjawiskiem dzisiaj w Polsce powszechnym. Tworzył bojówki polityczne, co można porównać z uprzywilejowaną pozycją ONR-u i innych organizacji zrzeszających „prawdziwych Polaków” i rozprawiał się ze swoimi przeciwnikami politycznymi.

Uprzywilejowaną kastą stali się członkowie NSDAP, zwłaszcza ci najwierniejsi wodzowi, których należało jakoś wynagrodzić za lata poniewierki. Dziś w Polsce też nagradza się wiernych krótkotrwałymi prezesurami w spółkach skarbu państwa.

Oprócz tego szukano wroga „prawdziwych Niemców”, winnego wszystkich ich klęsk i upokorzeń. Stali się nim Żydzi, którym odmówiono człowieczeństwa i przypisywano zdradzieckie knowania w ramach międzynarodowego spisku. A pamiętamy zapewne jeszcze wypowiedzi o zarazkach i pasożytach, dotyczące imigrantów… Lub ostatnie – o ojkofobii, na którą cierpią sędziowie.

Czy pójdziemy tą samą drogą?

Naziści doszli do władzy w wyniku wygranych wyborów, w których dostali 43,9 proc. głosów, co dało koalicji – DNVP (Niemiecka Narodowa Partia Ludowa) i NSDAP 288 mandatów (na 444) w parlamencie, a Hitlerowi tekę kanclerza Rzeszy.

Po wyborach zaczęto wprowadzać nową wizję państwa, które miało być zamieszkiwane przez „prawdziwych Niemców” popierających Hitlera i wzorowo służących Rzeszy. W ciągu kilku lat wprowadzono nowy ustrój, a naród niemiecki zdecydował w referendum opuścić Ligę Narodów. Wszyscy polityczni oponenci Hitlera skończyli w więzieniu.

Biorąc to pod uwagę można powiedzieć, że Polska zmierza w podobną stronę. Właściwie połowę tego procesu mamy za sobą, gdyż demokracja i wszelkie standardy państwa praworządnego w naszym kraju obumierają. Umożliwia to wprowadzenie nieformalnych rządów autorytarnych PiS-u z Kaczyńskim na czele i uznanie wszelkich innych organizacji za nielegalne.

Trzeba też zauważyć, że nastroje w polskim społeczeństwie ostatnio bardzo się zradykalizowały, a władza wręcz je podgrzewa. W tej sytuacji wystarczy mały błąd, by wywołać może nie rewolucję czy wojnę domową, a zamieszki, które mogą wymknąć się spod kontroli. Może ktoś nie nadstawi drugiego policzka, nie pójdzie ze skargą do sądu, tylko po prostu odda… A PiS tylko na to czeka, szukając pretekstu do dokręcenia śruby lub wprowadzenia stanu wojennego.


Monachium, 1923 r., fot. wikipiedia.org – Bundesarchiv, Bild 146-1973-026-43 / CC-BY-SA 3.0
 „Nasze Czasopismo” nr 10/2018