Kultura

ZAPOMNIANY KOMPOZYTOR NIEPODLEGŁEJ

„Kompozytor musi być człowiekiem bogatym, musi mieć niańki do swoich dzieł, o których zapomina zaraz po napisaniu. Inaczej nic po nim nie pozostanie…” z Dziennika Ludomira Michała Rogowskiego (1881- 1954)

Anna Schwerin

 

Każdy, kto choć chwilę poświęcił na poznanie życiorysu muzyka z dowolnej epoki, z pewnością zetknął się z przynajmniej krótkim opisem jego statusu
w społeczeństwie. W starożytnych zapiskach natrafiamy na imiona kompozytorów domyślając się, że byli podziwiani, w średniowieczu przeważają dzieła anonimowe lub co najwyżej oznaczone monogramem, od renesansu natomiast imiona i nazwiska twórców ponownie wracają na karty historii.

Ale status społeczny artystów (poza uznaniem dla ich talentu czy raczej sprawności muzycznej) nie był wysoki. Byli rzemieślnikami zatrudnianymi przez dwory, kościoły czy miasta i niekoniecznie dobrze opłacanymi. Określenia „niepowtarzalny” i „jednostkowy” artystom dokleił romantyzm, jednocześnie tworząc legendę „ubogiego, genialnego, ale niedocenionego i przedwcześnie zmarłego twórcy”. Paradoksalnie zatem – artysta zatrudniony na dworze mógł bez przeszkód koncentrować się na komponowaniu, a artysta „wolny jak ptak” poszukiwał alternatywnych źródeł dochodu, aby uprawiać sztukę.

Tak zostało do dzisiaj. Współcześni kompozytorzy wykładają na uczelniach, bywają dyrygentami, recenzentami życia muzycznego, działają w stowarzyszeniach twórczych, ale przede wszystkim są własnymi menedżerami, nieustannie zabiegając u wydawców, dyrygentów, dyrektorów instytucji muzycznych i festiwali o uwzględnienie w programie chociaż krótkiego utworu ich autorstwa. Nieliczni zdobywają zamówienia na kompozycję z gwarancją wydania, wykonania, a nawet nagrania. Jedno pozostaje niezmienne – istniejesz w obiegowym repertuarze i jesteś rozpoznawalny tylko wtedy, gdy sam o to dbasz. W innym wypadku, bez względu na jakość dzieła, można liczyć na łut szczęścia lub przypadkowe odkrycie po latach.

Tak stało się z twórczością Ludomira Michała Rogowskiego, która na początku XX wieku porównywana była z kompozycjami Claude`a Debussy`ego, Maurycego Ravela i Igora Strawińskiego. Był zatem w pierwszej lidze kompozytorskiej. Oprócz tego śpiewał, dyrygował, organizował wydarzenia muzyczne, publikował w dziedzinie teorii muzyki, pisał opowiadania fantastyczno- okultystyczne i swój pamiętnik.

Rogowski urodził się w Lublinie (tablicę pamiątkową odsłonięto w 1981 roku), był rówieśnikiem Karola Szymanowskiego (1882- 1937), którego uważamy za najwybitniejszego polskiego kompozytora pierwszej połowy XX wieku. Okres I wojny światowej Rogowski spędził we Francji (w Paryżu i okolicach Nicei), obracając się w kręgu najwybitniejszych artystów (Picasso, Max Ernst, Hemingway, Matisse, Chagall). W 1921 roku wrócił do wolnej Polski, ale zaledwie kilka lat później przeniósł się na stałe do Dubrownika. Czy na tej decyzji zaważyły waśnie i spory środowiska muzycznego? Czy dlatego też zniknął na lata z polskiej historii muzyki?

Chorwacja stała się jego drugą ojczyzną. Został doceniony jako twórca hymnu miasta Dubrownik. Od władz miasta otrzymał pokój w dawnym klasztorze św. Jakuba i rentę. Został też pochowany na miejscowym cmentarzu.

Rogowski miał szczęście, bo po latach znalazły się „niańki”, począwszy od Urszuli Dzierżawskiej-Bukowskiej, autorki książki „Rogowski o Dubrowniku, Dubrowniczanie o Rogowskim” (wydanej własnymi środkami), poprzez pracę doktorską Ewy Wójtowicz „Ludomir Michał Rogowski. Sylwetka życia itwórczości” (2009), aż po album jego pieśni w wykonaniu mezzosopranistki Izabeli Kopeć „Songs & Fantasmagorie” (2017).

A gdyby tak nakręcić film fabularny o Rogowskim? Scenariusz jest gotowy – to jego życie.


Ludomir Michał Rogowski, fot. polona.pl
 „Nasze Czasopismo” nr 11/2018