Turystyka

CYPR, DOM PODZIELONY MUREM

Wsłuchując się w Cypr, zapominamy o wakacyjnej wyspie pełnej słońca, kotów, uroczych plaż i Afrodyty wyłaniającej się z morskiej piany. Wyspa pokazuje nam swoje tajemnice, także te bolesne.

Ewa Krawczyk-Dębiec

 

Lipiec, wymarzony urlop w Larnace. Mieszkając przy Promenadzie Finikoudes, z balkonu słyszymy szum Morza Śródziemnego. Jest upał, ale i niespokojny wiatr porywający plażowe parasolki.

Larnaka, Cypr Południowy

W sercu Larnaki oglądamy Cerkiew św. Łazarza z grobem Łazarza – tym ostatecznym. Gdy Jezus w Betanii wskrzesił Łazarza, przybył on na Cypr i spędził tu resztę życia. Biblijna opowieść przypomniała nam byłego posła PO Johna Godsona. W 2013 r. stwierdził, że wierzy w takie rzeczy i na Twitterze zawiesił link do nagrania, na którym martwy po wypadku samochodowym człowiek ożył w kostnicy na skutek modlitwy. Dostał odpowiedź: „Jestem lekarzem, pracowałem kilka lat w pogotowiu, karetce S – też widziałem wskrzeszenia po wypadkach. Do niektórych z nich przyłożyłem rękę.”


Cerkiew św. Łazarza w Larnace, fot. Ewa Krawczyk-Dębiec

Zwiedzając miasto trafiliśmy nad Słone Jezioro i do Akweduktu Kamares. Zimą jezioro napełnia się wodą i przyjmuje flamingi. W lipcowym słońcu zobaczyliśmy tylko połać soli, po której hulał wiatr. Podobno kiedyś pewna mieszkanka nie ugościła Łazarza, a ten przeklął jej winnicę i zamienił w słone jezioro. Podobnie suchy zastaliśmy akwedukt przy drodze do Limassol. Majestatyczna budowla z 1745 r. powstała dzięki tureckiemu gubernatorowi i aż do 1930 r. służyła do sprowadzania wody z pobliskiej rzeki. Po godzinnym spacerze w lejącym się żarze cień akweduktu był zbawienny.

Cypr to kraj kotów – podobno przypłynęły tutaj w IV w. statkiem dzięki św. Helenie. Rozprawiły się z jadowitymi wężami, które rozmnożyły się w wyniku trwającej trzydzieści sześć lat suszy. Potomek walecznego kota przywitał nas na terenie katolickiego kościoła i oprowadził wokół budowli. Na tablicy ogłoszeń była informacja o mszach odprawianych w języku polskim. Polonia na Cyprze istnieje dzięki Polkom przybyłym na wyspę w latach 60. ubiegłego wieku wraz z cypryjskimi małżonkami studiującymi u nas.


Mur dzielący Nikozję, fot. Ewa Krawczyk-Dębiec

Nikozja, Cypr Północny

Historia wyspy to też dzieje nienawiści, której znakiem jest Zielona Linia. W grudniu 1963 r., po kolejnych zamieszkach wynikających z konfliktów narodowościowych, pewien oficer ONZ zielonym kolorem narysował na mapie Nikozji linię. Oddzielił tak dzielnice tureckich Cypryjczyków od dzielnic Cypryjczyków greckich. Ta sama linia podzieliła też wyspę.

15 sierpnia 1974 r. oddział EOKA-B, złożony z cypryjskich Greków marzących o zjednoczeniu z Grecją, wymordował w osadzie Tochnia większość Turków zdolnych do noszenia broni. Stało się to pretekstem do inwazji Turcji na Cypr, a Zielona Linia, mająca pogodzić chrześcijan i muzułmanów, stała się wielką blizną dzielącą kraj.


Nikozja Północna, Cypr, fot. Ewa Krawczyk-Dębiec

Wczesnym wakacyjnym porankiem przekroczyliśmy granicę w stolicy, udając się do strefy tureckiej. W Nikozji Północnej nadal widać ślady walk, a uliczki kończą się murem najeżonym kolcami, od którego parę metrów dalej jest tętniący życiem bazar. Przepiękne dawniej domy, opuszczone w pośpiechu przez cypryjskich Greków, niszczeją. W niektórych, stojących przy strefie buforowej, Turcy prowadzą małe zakłady. Gdy opuszcza się przygraniczną strefę, wchodzi się w zaniedbane i wyludnione uliczki. Osamotniony turysta śledzony jest wścibskimi oczyma ukrywającymi się w zniszczonych domach, czując się jak intruz.

Nikt nie ma tu potrzeby dbać o greckie zabytki i kościoły. Niektóre są wykorzystywane na bieżące potrzeby mieszkańców, jak choćby katedra św. Katarzyny. Gdy przechodziliśmy obok niej i chcieliśmy zajrzeć do środka, natknęliśmy się na muzułmańskie mamy, które przyprowadziły swoje dzieci na lekcje.


Strefa przygraniczna, Nikozja Północna, fot. Ewa Krawczyk-Dębiec

Wracając do Nikozji Południowej poczuliśmy ulgę. Na środku przejścia granicznego leżała kocia mama z maluchami, a pierwszy napis widoczny po przekroczeniu granicy to ułożone z mozaiki słowo “Peace”. Będąc już w Larnace poszliśmy do Skali – starej dzielnicy tureckiej. Po wizycie w Nikozji inaczej spojrzeliśmy na stojące tam budynki. Zamiast ciekawostek turystycznych patrzyliśmy na pozostałości tureckich domów, opuszczonych w pośpiechu w 1974 r.


fot. na górze: Akwedukt Kamares w Larnace, fot. Ewa Krawczyk-Dębiec
 „Nasze Czasopismo” nr 11/2018