Społeczeństwo

CIĄGLE BOIMY SIĘ „INNOŚCI”

Czy można poznać, zrozumieć i zaakceptować drugiego człowieka bez względu na to, jak bardzo różni się od nas? Czy różnice między ludźmi, czasami bardzo głębokie, muszą być barierą współżycia, którego podłożem jest wzajemna akceptacja?

Agnieszka Gołas

 

Wiadomo powszechnie, że akceptuje się i wspiera chorych na serce lub nowotwór, ale chora głowa budzi niepokój i niechęć. Stąd stygmatyzacja i ostracyzm w najbliższym otoczeniu: w rodzinie, wśród znajomych, w pracy. Obcowanie z takimi chorymi zaburza spokój i dobre samopoczucie otoczenia, choć przecież, jak każda inna choroba, również choroba psychiczna lub załamanie nerwowe mogą dotknąć każdego.

Czemu więc inne, dziwaczne zachowanie ludzi tak nas krępuje, że mamy ochotę się wycofać? W ludziach uważanych za zaburzonych psychicznie wykluczenie i stygmatyzacja wywołują ból, złość i smutek. Wtedy albo za wszelką cenę walczą o przynależność do grupy, albo skazują się na izolację i godzą na samotność.

Wstydliwa choroba

W Polsce wciąż jeszcze pokutuje pogląd, że wizyta u psychiatry czy nawet psychologa jest powodem do wstydu. Nikt nie ma oporów przed wizytą u kardiologa, ale mózg to organ decydujący o tym, kim jesteś w oczach innych i kim się czujesz, więc jeśli pojawiają się symptomy, że coś z nim nie tak, oznacza to cios w samo sedno naszej istoty bycia: sygnał świadczący o naszej nieudolności, słabości, braku kontroli nad sobą i odstawaniu od „zdrowej” reszty. Niepokój, depresja, napady paniki lub złości szybciej wykluczają nas z życia społecznego niż chore serce czy złamana noga.

Powszechna jest również niechęć do sięgnięcia w głąb siebie, autoanalizy, przyznania się przed sobą do słabości, nie mówiąc już o rozmowie o tym z osobą nieznajomą. Boimy się przyznać, że coś
z nami nie tak, wolimy o tym nie myśleć, problemy oddalamy, zagłuszając je różnymi zajęciami i tematami zastępczymi.

Warto jednak zdać sobie sprawę, że żyjemy w XXI wieku, w natłoku zdarzeń i informacji, w ciągłym napięciu i dążeniu, by dopasować się do szerzonych przez media społecznych oczekiwań i sztucznie zawyżonych standardów. Żeby pasować i nadążyć, napinamy się do granic naszych możliwości. I czasami nie wytrzymujemy. Wówczas, tak jak ci „inni”, również my sami, dotychczas „normalni”, zaczynamy potrzebować wsparcia, pomocy, zrozumienia i leczenia, a przede wszystkim odkrycia, że jesteśmy całością i pod zewnętrzną warstwą pozorów naszej „choroby”, kryją się ogromne pokłady ludzkiego bogactwa, wrażliwości, zdolności i możliwości.

Kto wyznacza normę?

„Technologia pochłania coraz więcej czasu i wypiera bezpośrednie kontakty z ludźmi. Boję się, że zabiera nam zdolność do empatii”, mówi australijski psycholog zajmujący się Zespołem Aspergera (ZA). „Zwykle osoba z ZA jest po prostu ekscentryczna – przerysowując, zachowuje się jak brytyjski arystokrata. Wszystko zależy od tego, gdzie wyznaczymy linię podziału między tym, co typowe, a tym, co inne. A że wielu ludzi ma wąską definicję ‘normalności’, nierozwiązanym problemem jest nietolerancja odmienności. Choć od stuleci wiadomo, że to społeczeństwa oparte na różnorodności rozkwitają.”

Wielu badaczy dostrzega wyraźne związki między wyjątkowym talentem a chorobą psychiczną i twierdzi, że często bez skłonności choćby do chwiejności emocjonalnej, izolacji, zachowań schizotypowych, czy poważnych zaburzeń psychicznych wielu uczonym, artystom, pisarzom, czy politykom nie udałoby się dokonać czynów, wynalazków i stworzyć dzieł, które zmieniły bieg historii, oblicze nauki oraz sztuki światowej. Mówią, że Albert Einstein zbierał z ulicy niedopałki papierosów, wydłubywał z nich tytoń i upychał do swojej słynnej fajki. Niektórzy wierzą, że mógł mieć ADHD, a także zaburzenia obsesyjno-kompulsywne.

Geniusz i choroba?

Winston Churchill przez całe życie, mimo wybitnych osiągnięć politycznych, miewał częste okresy depresji, czuł się niedowartościowany, odczuwał pustkę i bezcelowość życia. Jego współpracownicy opowiadali także o trwających wiele godzin wyczerpujących przemówieniach premiera, o 20-godzinnych dniach pracy, jego wojowniczości, szastaniu pieniędzmi, które to wydatki później musiał odzyskiwać pisząc. Mimo już i tak intensywnego życia, zdołał napisać 47 książek w 72 tomach, a jego prywatne zapiski ważą podobno 15 ton. Poza tym wszystkim malował i murował, co traktował jako autoterapię. Od młodości, kiedy zwykle ujawnia się choroba afektywna dwubiegunowa (CHAD), wierzył w misję, którą ma wypełnić, a opinie innych traktował z pogardą.

Na lęki agorafobiczne cierpieli Bolesław Prus i Julian Tuwim. Jednak stany lękowe nie przeszkodziły im w twórczości literackiej, a wyjątkowe poczucie humoru Tuwima (miał również depresję!) sprawiło, że jak nikt inny, potrafił on tak opisać typową damsko-męską „Kolej rzeczy: 1. sentyment, 2. temperament, 3. moment, 4. lament, 5. aliment.” Nazwiska osób powszechnie znanych, które cierpiały na zaburzenia psychiczne można by mnożyć: Edvard Munch, Vincent van Gogh, John Forbes Nash, Herman Hesse, Marilyn Monroe…

Niby normalni, ale dziwni

Każdy z nas styka się na co dzień z „innością innych”: dziwimy się im, nie rozumiemy, krytykujemy i odsuwamy się od nich, ale czasami ich podziwiamy. Są wśród nas osoby mające w sobie determinację do ciągłego przekraczania własnych ograniczeń, potrzebujące ogromnej ilości adrenaliny, żeby żyć i wszystko jest temu celowi podporządkowane. Osoby z ADHD bardzo często uprawiają sporty ekstremalne, by w ten sposób dać upust nagromadzonej w ciele energii, a także… odpocząć. Wiele jest wśród nas osób reagujących inaczej niż zareagowalibyśmy my sami. Zupełnie „normalna” koleżanka wysiadła kiedyś z samochodu tylko po to, żeby zlać po gębie kierowcę, który wcisnął się do kolejki aut czekających na wjazd do tunelu.

Czy człowiek, który aby móc spokojnie porozmawiać przy kawiarnianym stoliku, najpierw musi wszystko wokół siebie porządnie poukładać, cierpi na nerwicę natręctw, czy może mieści się to jeszcze w granicach „normy”? Wyjmuje z kieszeni dwie komórki, papierosy, zapalniczkę, kładzie jedno obok drugiego, serwetkę
i talerzyk odsuwa na lewą stronę, sztućce na prawą i dopiero wtedy czuje się na tyle spokojny i skupiony, by rozpocząć rozmowę. Co chwilę jednak sprawdza, czy wszystkie przedmioty leżą tak, jak sobie tego życzy.

Są ludzie sprawiający wrażenie nieustannie szczęśliwych: wszystko jest dla nich powalająco fantastyczne i uśmiechają się nawet przez sen. Bądź szczęśliwy, życie jest wspaniałe! Inni się bez końca skarżą i pomstują: na niesprawiedliwość losu, na polityków, na służbę zdrowia. Jedni reagują szybko i impulsywnie, inni wolno albo wcale. Jedni się z powodu swojej „inności” leczą, bo im doskwiera, ale wielu to wcale nie przeszkadza. „Inność” nas otacza.


fot. pixabay.com
 „Nasze Czasopismo” nr 11/2018