Polityka

POLEXIT? CO WYROK TSUE OZNACZA DLA POLSKI

25 października prezes Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej oświadczył, że kraje, które nie podporządkują się orzeczeniom TSUE, decydują się dobrowolne opuszczenie europejskiej wspólnoty. Czy faktycznie nam to grozi?

Michał Ruszczyk

 

Sprawa nieprzestrzegania prawa oraz pogwałcenia zasady niezawisłości sędziów w ustawie o Sądzie Najwyższym została skierowana do Trybunału Europejskiego przez Komisję Europejską 24 września 2018 r. TSUE, na prośbę przewodniczącego Komisji Jean-Claude’a Junckera, miał rozpatrzyć sprawę w trybie przyśpieszonym oraz zawiesić niektóre przepisy polskich ustaw. Po miesiącu analizowania ustaw oraz szukania naruszeń traktatów i prawa unijnego prezes Trybunału Koen Lenaerts podczas spotkania z dziennikarzami oznajmił, że państwa, które nie dostosują się do orzeczeń unijnych sądów, stawiają się ponad prawem wspólnoty i wpisują się w proces podobny do Brexitu.

Konfuzja w PiS

Wypowiedź Lenaertsa oraz reakcja Jarosława Kaczyńskiego, który publicznie odniósł się do jego słów i orzeczenia TSUE mówiąc, że rząd będzie odwoływał się od wyroku Luksemburga, spowodowały w rządzie PiS dwugłos. Po powrocie sędziów do pracy niektórzy członkowie obecnej ekipy rządzącej twierdzą, że pierwsza prezes Małgorzata Gersdorf i pozostali sędziowie Sądu Najwyższego nadal są w stanie spoczynku (wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik dla TVN24). Natomiast pozostali wypowiadając się publicznie w kwestii zawieszenia niektórych przepisów ustawy o SN akceptują zalecenia Luksemburga (minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz dla TVN24).

Wypowiedzi niektórych członków rządu oraz przedstawicieli kancelarii prezydenta, którzy twierdzą, że zaleceń Unii Europejskiej w sprawie ustawy o Sądzie Najwyższym nie trzeba natychmiast wcielać w życie (minister Paweł Mucha), sa wysoce niepokojące. Można z nich bowiem wnioskować, że być może, tak samo jak w przypadku poprzedniego wyroku TSUE w sprawie wycinki w Puszczy Białowieskiej, może dojść do nałożenia kar finansowych lub nawet do wyrzucenia nas ze wspólnoty. Jednak trzeba zaznaczyć, że działania w puszczy nie łamały traktatów i wartości Unii Europejskiej w zakresie niezawisłości sądownictwa.

Groźne konsekwencje

Z wypowiedzi Koena Lenaertsa wynika, iż polski rząd, ignorując instytucje europejskie, jest na dobrej drodze, by z powodu głupiej polityki „wstawania z kolan”, doprowadzić do Polexitu. A tego nawet wyborcy PiS-u mogą nie znieść. Konsekwencje „godnościowego” traktowania wartości unijnych mogą być wręcz tragiczne pod względem politycznym i gospodarczym.

Politycy PiS-u twierdzą, że Polska pod rządami ich ugrupowania bardziej liczy się na arenie międzynarodowej niż za czasów koalicji PO-PSL. Słowa Lenaertsa obalają ten mit, gdyż najważniejsi przedstawiciele Unii Europejskiej pokazują Polsce, jakie miejsce we wspólnocie obecnie, na własną prośbę, zajmuje. A ono wyraźnie znajduje się w pobliżu drzwi do Polexitu. Należy też zdać sobie sprawę z tego, że nikt nie będzie Polski zatrzymywał na siłę w Unii, jeżeli ta nie będzie przestrzegała podstawowych wartości i traktatów, które podpisała w 2004 roku.

Działania polskiego rządu i zaostrzający się spór z Brukselą oraz pozostałymi instytucjami europejskimi pokazują, że furtka do Polexitu już została uchylona. I to wbrew deklaracjom prezesa Kaczyńskiego, że jego partia jest prounijna. Tylko że sympatia PiS do Unii może skończyć się szybciej niż wyczerpie się pula unijnych dotacji. I wtedy nie będzie miało znaczenia nawet to, że większość społeczeństwa opowie się za pozostaniem w europejskiej wspólnocie. Pytanie brzmi – jaką drogę wybierze PiS?


fot. pixabay.com
 „Nasze Czasopismo” nr 11/2018