Historia

ŚWIĘTO BARDZO NIEOCZYWISTE

11 listopada nie był i nie jest dniem, który łączy Polaków. I nie będzie nim, dopóki nie zmierzymy się z polskimi paradoksami, które to akurat święto doskonale pokazuje.

Maria Lewandowska

 

A przede wszystkim – dopóki nie zastąpimy mitów faktami. Historycy są zgodni, że odzyskiwanie niepodległości nie było jednorazowym aktem lecz procesem, który nie dość że rozciągnięty
w czasie, to jeszcze toczył się w różnych miejscach. Tworzyły go ścierające się ze sobą i często sprzeczne koncepcje na temat drogi do niepodległości, zawierania sojuszy w tej walce czy w końcu kształtu przyszłego państwa. Cel był wspólny: Polska będąca suwerennym krajem, czyli takim, w którym nie będą rządzili zaborcy.

Ale jaka ta Polska miała być, kto ma w niej rządzić i na jakich zasadach – tu już zgody nie było. Kiedy więc niepodległość stała się faktem, rozpoczęła się walka o rząd polskich dusz. Istotną rolę w tej walce odegrało tworzenie mitu założycielskiego, czyli ustalenie daty, kiedy to odzyskanie niepodległości będzie świętowane. Przypieczętowała ten mit założycielski ustawa z 23 kwietnia 1937 roku, ustanawiająca 11 listopada rocznicą odzyskania niepodległości. Warto ją przytoczyć: „Dzień 11 listopada jako rocznica odzyskania przez naród Polski niepodległego bytu państwowego i jako dzień po wsze czasy związany z wielkim imieniem Józefa Piłsudskiego, zwycięskiego Wodza Narodu w walkach o wolność Ojczyzny – jest uroczystym świętem niepodległości”.

Spór o mit

Ustawa przyjęta została w niemal 19 lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Przez Sejm, w którym większość miał obóz sanacyjny i który na pytanie „jaka ma być Polska” udzielał jasnej odpowiedzi opartej na tezach włoskiego ekonomisty i socjologa markiza Vilfredo Federico Damasco Pareto. Jej podstawą był podział społeczeństwa na dwie kategorie – większość i dominujące nad nią elity.

Elitą byli ci, którzy o niepodległość walczyli zbrojnie, czyli legioniści. O tym, że byli nierozumiani i niedoceniani przez społeczeństwo, a jednak najbardziej predestynowani do sprawowania władzy, mówi jedna ze zwrotek legionowej pieśni „Pierwsza Brygada”:

„Inaczej się dziś zapatrują,
I trafić chcą do naszych dusz,
I mówią, że nas już szanują,
Lecz właśnie czas odwetu już!”

11 listopada był zatem świętem legionistów, których symbolem i bohaterem („A z nami był nasz drogi wódz!”), był Józef Piłsudski. Oni obchodzili 11 listopada jako święto odzyskania niepodległości już w 1919 roku. I byli w tym osamotnieni, bo zarówno narodowcy Romana Dmowskiego, jak socjaliści Ignacego Daszyńskiego czy ludowcy Wincentego Witosa kwestionowali tę datę. Kontestowali też legionowe obchody 11 listopada.

Data Dnia Niepodległości i jej symbolika była bowiem ważna właśnie dla tworzenia mitu założycielskiego. A kto miał mit, ten miał rząd dusz i realną władzę. Chodziło więc o symboliczne określenie, czyja bardziej jest Polska i kto ma dla niej większe zasługi, a więc mówiąc krótko – kto w istocie jest „Ojcem Niepodległości”.

Propozycja historyka Marcelego Handelsmana, by dniem niepodległości Polski ustanowić 5 listopada, tego dnia bowiem w 1916 r. cesarze Niemiec i Austro-Węgier proklamowali powstanie Królestwa Polskiego – państwa „samodzielnego z dziedziczną monarchią”, była nie do przyjęcia dla żadnego z ugrupowań politycznych. To poniekąd zrozumiałe, bo faktycznie Królestwo Polskie nie było samodzielnym państwem, choć… to właśnie organem Królestwa Polskiego była Rada Regencyjna, która 11 listopada 1918 r. przekazała władzę wojskową oraz naczelne dowództwo podległych jej wojsk polskich Józefowi Piłsudskiemu, a 12 listopada powierzyła mu misję utworzenia rządu narodowego.

Dlaczego więc wybrano 11 listopada właśnie? „Niejako z konieczności” – jak pisał monarchista, ale też wierny zwolennik Marszałka Stanisław Cat-Mackiewicz. Ten sam, który twierdził, że „w okresie Wielkiej Wojny obie orientacje – antyrosyjska Piłsudskiego i antyniemiecka Dmowskiego – spełniły swe zadania i w równej mierze przyczyniły się do odzyskania przez Polaków własnego państwa. Tyle, że ta teza, choć państwowotwórcza, była absolutnie niepolityczna, bo w wyścigu do władzy zwycięzca mógł być tylko jeden.

Obozy Dmowskiego i Piłsudskiego – najsilniejsze na scenie politycznej – musiały się ze sobą liczyć, by zachować równowagę pozwalającą na dobrą pozycję wyjściową w ostatecznym wyścigu. Dlatego w przedbiegach odpadły propozycje ludowców, by niepodległość czcić 28 października, kiedy to w 1918 r. w Krakowie ukonstytuowała się Polska Komisja Likwidacyjna kierowana przez lidera PSL „Piast” Wincentego Witosa. Swojej daty nie przeforsowali też socjaliści, którzy proponowali 7 listopada, gdy w 1918 r. w Lublinie został utworzony Tymczasowy Ludowy Rząd Republiki Polskiej. Jego manifest nie tylko proklamował niepodległość. Gwarantowano w nim republikański charakter odradzającej się Polski i ogłaszano zwołanie konstytuanty, czyli parlamentu. Manifest zapowiadał także wprowadzenie postępowych reform społeczno-ekonomicznych.

Kruchy kompromis

11 listopada był kompromisową datą dla najsilniejszych ugrupowań – narodowych demokratów Dmowskiego i legionistów Piłsudskiego. Tyle, że dla każdego z tych ugrupowań oznaczała ona coś innego. 11 listopada to dzień podpisania rozejmu w Compiegne kończącego I wojnę światową – pieczętujący klęskę Niemiec. Dla narodowców to triumf koncepcji Romana Dmowskiego, który w swych politycznych kalkulacjach stawiał na Anglików i Francuzów, a na konferencji pokojowej w Paryżu wraz z Ignacym Paderewskim wynegocjował przywrócenie Polski na mapę Europy. Dla legionistów ta data była do zaakceptowania ze względu na przejęcie w tym dniu przez Piłsudskiego zwierzchnictwa nad wojskiem polskim.

Dla polityki pamięci legionowego czynu zbrojnego oraz kultu żołnierza walczącego i ginącego za Polskę fundamentalną datą był co prawda 6 sierpnia 1914 r. czyli data wymarszu I Kompanii Kadrowej z krakowskich Oleandrów, wkroczenia do Królestwa, by podjąć walkę z carską Rosją. Dla większości Polaków ta data nie miała jednak rangi tak silnego symbolu jak dla legionistów.

”Krzyczeli żeśmy stumanieni,
nie wierząc nam, że chcieć to móc
Leliśmy krew osamotnieni.
A z nami był nasz drogi wódz”

– śpiewali legioniści. Na tym poczuciu osamotnienia budowali elitaryzm, a z czasem udało się 11 listopada związać wyłącznie z czynem legionowym i Józefem Piłsudskim. Kto dziś w Polsce pamięta o rozejmie z Compiegne? Do przełamania owego kruchego kompromisu, jakim pierwotnie była data 11 listopada, przyczynili się zresztą sami narodowcy, konsekwentnie kontestując obchody święta niepodległości. Chichotem historii jest zatem, że współczesne marsze narodowców organizowane są właśnie 11 listopada i zaczynają się przy pomniku… Romana Dmowskiego.

Polityka historyczna

Obchody 11 listopada w okresie 20-lecia miały zdecydowany wojskowy charakter. W 1920 r., po zwycięskiej Bitwie Warszawskiej, legioniści wręczyli Józefowi Piłsudskiemu buławę marszałkowską. W miastach i miasteczkach odsłaniano pomniki upamiętniające poległych legionistów. Tradycyjnie odbywały się w tym dniu wojskowe defilady.

Po przewrocie majowym, kiedy Piłsudczycy w wyniku zamachu stanu zdobyli władzę, 8 listopada 1926 r. prezes Rady Ministrów Józef Piłsudski wydał okólnik ustanawiający 11 listopada dniem wolnym od pracy dla urzędników, a piłsudczykowska prasa pisała o „ósmej rocznicy wypędzenia z Polski okupantów oraz powrotu z więzienia magdeburskiego budowniczego Niepodległej Polski Józefa Piłsudskiego”.

Wprawdzie Piłsudski wrócił do Warszawy 10 listopada, jednak uznano, że fakty powinny służyć przekazowi polityki historycznej, mającej ukształtować nowe społeczeństwo. Jeśli przeszkadzają, to… tym gorzej dla faktów. Centralną postacią przekazu był marszałek Józef Piłsudski, uosabiający ideały legionowe, które stać się miały ideałami nowego państwa.

Z okazji 10. rocznicy odzyskania niepodległości warszawski plac Saski zyskał imię Józefa Piłsudskiego. Przez Stare Miasto przeszedł pochód żołnierzy odtwarzających historyczne oddziały walczące
o wolność Polski. W 1932 r., kiedy 11 listopada na pl. Unii Lubelskiej w Warszawie wzniesiono pomnik lotników związany ze Stronnictwem Chrześcijańsko-Narodowym, „Kurjer Warszawski” komentował, że jeśli co roku będzie wznoszony jakiś pomnik, Warszawa zmieni się w największe lapidarium Europy. W tym samym roku Ministerstwo Wyznań i Oświecenia Publicznego ustanowiło 11 listopada dniem wolnym od nauki w szkołach, „który powinien być wykorzystywany do celów wychowawczego oddziaływania na młodzież w duchu obywatelsko-państwowym”.

W latach 30. 11 listopada miał już państwowy charakter. „Sprzyjał mobilizowaniu wojska – wspólna rocznica niezależnie od dat pułkowych i bitewnych oraz młodzieży, odwołaniu się do lojalności wobec państwa” – pisze Adam Dobroński w „Obchodach Święta Niepodległości w II Rzeczpospolitej”. Po śmierci Marszałka, kiedy obóz sanacyjny się podzielił, ustawa ustanawiająca 11 listopada świętem narodowym miała w symboliczny sposób świadczyć o jedności państwa, skupionego wokół bohatera – Józefa Piłsudskiego.

On sam początkowo również miał wątpliwości związane z datą święta niepodległości. Podczas wykładu w 1924 r. proponował, by jako datę powstania niepodległego państwa uznać 28 listopada 1918 r. – dzień, w którym zarządził wybory do Sejmu. Pod rządami ustawy święto odbyło się dwukrotnie. Kontestowane przez opozycję.

Historyczne łamańce

W czasie II wojny światowej obchodzenia 11 listopada zabronili okupanci. W 1944 r. w Lublinie, siedzibie podległego sowietom Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, urządzono paradę żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego i obchody na przedwojenną modłę, wraz z mszą. Komunistyczne władze szybko jednak to święto zlikwidowały, uznając je za „sanacyjne i burżuazyjne”. A jednak o spuściznę II RP postanowiły zawalczyć.

W 1968 r. w 50 rocznicę odzyskania niepodległości władze zorganizowały w Lublinie obchody… rocznicy powstania rządu Ignacego Daszyńskiego, a premier PRL Józef Cyrankiewicz przekonywał, że rząd PKWN to „nasz drugi rząd lubelski”. Władza znów szukała legitymizacji swojego założycielskiego mitu. Miała być nią ciągłość państwa polskiego.

10 lat później w 1978 r. „Trybuna Ludu” pod nagłówkiem „Polska Ludowa uwieńczeniem drogi rozwojowej narodu” przypominała rząd Daszyńskiego i chłopską Republikę Tarnobrzeską z 1919 r. Radio puściło zaś „Pierwszą Brygadę”, tyle że w wersji instrumentalnej – bez słów. O Marszałku oczywiście w komunistycznym państwie mowy być nie mogło.

A jednak była, bo opozycja, Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela oraz KOR zorganizowały w Warszawie demonstrację, na której Pierwszą Brygadę odśpiewano. Tak legionowy mit walki zbrojnej zaadoptował ruch z natury pokojowy! Przed Grobem Nieznanego Żołnierza przemawiali Bronisław Komorowski, Andrzej Czuma, Wojciech Ziębiński i Józef Janowski, za co sędzia Andrzej Kryże skazał wszystkich na miesiąc więzienia.

Władza zaczęła konsekwentną walkę z opozycją o to, kto ma prawo do święta niepodległości. W 1981 roku kwiaty na Grobie Nieznanego Żołnierza złożył… przewodniczący Rady Państwa Henryk Jabłoński, Kazimierz Barcikowski z Biura Politycznego KC PZPR i lider PRON Jan Dobraczyński. Pochód zorganizowany przez demokratyczną opozycję na pl. Zamkowym rozpędziło ZOMO.

W 70. rocznicę na siedzibie KC zawisło hasło „1918-1988 zawsze Polska”. W Krakowie ulicom nadano imiona Józefa Piłsudskiego i Antoniego Stawarza, o czym poinformowano w Dzienniku Telewizyjnym. 11 listopada, kiedy na Krakowskim Przedmieściu orkiestra wojskowa grała „Pierwszą Brygadę”, studenci z NZS na rusztowaniach przed Uniwersytetem tańczyli kankana, żeby zakłócić wykonanie utworu przez komunistyczne wojsko. Na to nie pozwalali sobie studenci kontestujący legionowe obchody w II RP.

I choć już na początku 1989 r. Sejm przywrócił 11 listopada rangę święta narodowego, ustawowo zgody i jedności zaprowadzić się nie udało. Ten dzień po wielokroć zmieniał polskie miasta w bitewne pola. Swojej legitymizacji świętem niepodległości szukali i współcześni narodowcy, i zakapturzeni kibole.

– Teraz nie ma już chyba ludzi, którzy osobiście pamiętają 1918 rok. Skoro więc teraz jest to rzeczywiście tylko symboliczne święto, bez żywej pamięci, to wydawałoby się, że będzie łączyć jeszcze bardziej. Paradoksalnie tak nie jest – mówił w wywiadzie dla „Newsweeka” Wojciech Markert, kurator treści historycznych na wystawie stałej w Muzeum Józefa Piłsudskiego. A może jest tak, że skoro to święto nigdy nie łączyło, choć wszyscy starali się zaklinać rzeczywistość, to najwyższy czas po 100 latach pochylić się nad nim, nad naszą historią i poszukać odpowiedzi na pytanie – dlaczego?


fot. od góry:
Wielki Pochód Narodowy, listopad 1918 r., fot. polona.pl
Wielki Pochód Narodowy, listopad 1918 r., fot. polona.pl
Łuck, 11 listopada 1937 r., fot. polona.pl
Policja zabezpieczająca marsz (2012) fot. Wistula, żródło: wikipedia.org
 „Nasze Czasopismo” nr 11/2018