Społeczeństwo

DWA ŚWIATY

Od jakiegoś czasu obserwuję na Facebooku treści grup, zrzeszających zwolenników obecnej ekipy rządzącej oraz przeciwników „Dobrej Zmiany”. Patrząc na ich wpisy można śmiało powiedzieć, że Polskę zaludniają dwa plemiona, pomiędzy którymi są już tak wielkie różnice, że nie sposób znaleźć na nie żadnego antidotum. W tej sytuacji istotnym pytaniem staje się kwestia: jakie mogą być konsekwencje tak zaostrzających się relacji między wrogimi obozami?

Michał Ruszczyk

Wrogie plemiona

Biorąc pod uwagę język, jakim członkowie tych grup nazywają polityków, którzy nie reprezentują ich poglądów oraz wyborców tychże polityków, można powiedzieć, że cienka czerwona linia w każdej chwili może zostać przekroczona.

Wystarczy niewinne zdjęcie polityczki przeciwnej opcji, by pojawiły się pod nim epitety, wśród których najłagodniejszym jest określenie, jakiego Krystyna Pawłowicz użyła pod adresem unijnej flagi. Wyborcy innych partii niż „nasza” są, delikatnie mówiąc, niezbyt rozgarnięci lub zgoła chorzy umysłowo i w związku z tym zasługują na wyśmianie, potępienie lub pogróżki. Czasami nawet są to groźby śmierci.

Ponadto króluje uwielbienie dla przywódców „naszej opcji”, którzy najprawdopodobniej są genialni i nieomylni, a co najmniej wybitnie inteligentni i przewidujący, nawet jeśli fakty temu przeczą. Ogromne emocje budzą też kwestie stosunku do praworządności, Unii Europejskiej i uchodźców.

Zjawiska takie można zaobserwować na fejsbukowych grupach wszelkich orientacji politycznych. Należy jednak zaznaczyć, że zwolennicy prawej strony sceny politycznej są bardziej radykalni w poglądach, ostrzejsi w dyskusji i zdecydowanie brutalniejsi w doborze słów. Wielu z nich wyraża gotowość przejścia od słów do czynów i nie są to czyny polegające na pokojowej manifestacji z kwiatami czy świecami. Odnoszę też wrażenie, że szczególnie rozjuszają ich wszelkie ustępstwa ze strony polityków obozu rządzącego wobec drugiej opcji, zwłaszcza te podjęte pod naciskiem Unii. Budzą one nie tylko ogromny sprzeciw wobec samych decyzji, ale też żywiołową niechęć wobec uwielbianych dotąd idoli „dobrej zmiany”.

Analogie historyczne

Znamy z historii spory na tle politycznym, religijnym, etnicznym itd., które zakończyły się rozlewem krwi, a spowodowane były szeroko rozumianymi różnicami światopoglądowymi między dwiema stronami (wojny religijne, rewolucje, Holocaust itd.). Jeśli spojrzymy na nie z perspektywy mechanizmów socjologicznych, to można powiedzieć, że większość z nich zaczynała się w sposób niewinny, które często były ignorowane przez społeczeństwo i polityków. W wydarzeniach tych można wyróżnić kilka czynników, które w podobny sposób doprowadzały do rozlewu krwi z powodu różnic etnicznych, religijnych, politycznych, obyczajowych czy społecznych. Mowa nienawiści, odmawianie drugiej stronie prawa do uczuć patriotycznych, przemoc fizyczna i w końcu zaprzeczenie człowieczeństwa za każdym razem w przeszłości stanowiły prostą drogę do wzajemnej eksterminacji.

Narracja obecnej ekipy rządzącej, która swoich oponentów politycznych i ich zwolenników obraża na każdym kroku, odmawiając im prawa do bycia patriotą, a nawet Polakiem oraz na „incydenty”, w których osoby protestujące przeciwko działaniom PiSu lub narodowców, atakowane są na kontrmanifestacjach przez zwolenników „dobrej zmiany”. Biorąc pod uwagę tę sytuację oraz wypowiedzi niektórych polityków obecnej ekipy rządzącej, którzy sugerują, że oponentów politycznych i ich wyborców najlepiej wysłać w kosmos z biletem w jedną stronę, można śmiało powiedzieć, że droga do przemocy została już dawno otwarta. Myślę, że zasadniczym pytaniem staje się nie to: czy, ale kiedy z telewizji lub radia dowiemy się, że ktoś za napis na koszulce lub okrzyk KONSTYTUCJA zostanie nie tylko spoliczkowany, lecz pobity ze skutkiem śmiertelnym? W tym miejscu warto zacytować wypowiedź Zbigniewa Ziobry na temat Wojciecha Kwaśniaka. Według Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości ofiara mogła swoimi działaniami rozzuchwalić przestępców i być może (w domyśle) ich sprowokować.

Biorąc pod uwagę nastroje społeczne w Polsce oraz spór polityczny, który od dawna przestaje mieścić się w granicach debaty parlamentarnej, gdyż ta dzięki zabiegom marszałka Sejmu praktycznie już nie istnieje, robi się niezbyt bezpiecznie. Patrząc na aktualną sytuację polityczną w Polsce poprzez pryzmat historii oraz treści publikowanych w grupach na Facebooku, można śmiało powiedzieć, że nastroje się radykalizują i coraz łatwiejsze wydaje się przejście od słów do czynów.

Dwa światy i co dalej?

Obecna sytuacja polityczna w Polsce, zawłaszczanie kolejnych instytucji państwowych przez PiS czy rozpoczynający się proces pacyfikowania wolnych mediów jako niesprzyjających obecnej władzy (sprawa kredytu dla Fratrii na zakup Radia Zet, przeszukania u dziennikarzy OKO Press) powodują, że nasuwa się zasadnicze pytanie – kto jeszcze stoi na drodze Jarosławowi Kaczyńskiemu do sięgnięcia po pełnię władzy? I wcielanie w życie swojej wizji państwa, nawet niedemokratycznymi metodami?

Odpowiadając na to pytanie, można stwierdzić, że nikt. Nikt, oprócz nas. Tylko nasz codzienny, cichy, bierny opór stanowi ostatnią tamę dla autokraty z Nowogrodzkiej. I dlatego pragnę życzyć wszystkim współobywatelom wytrwałości, niezłomności i nadziei na Nowy Rok.


fot.pixabay.com