Turystyka

W POSZUKIWANIU KOSTKI RUBIKA

W stolicy nad modrym Dunajem chcieliśmy znaleźć kostkę Rubika. Wróciliśmy bez niej, ale za to obejrzeliśmy czasy Austro-Węgier, II wojny światowej i ostatniego kryzysu migracyjnego w Europie.

Ewa Krawczyk-Dębiec

Wczesna majowa niedziela 2018 roku. Po krótkim locie lądujemy w mieście, które łączy szalony Peszt i stylową Budę. Budapeszt zaskakuje nas dobrą komunikacją z lotniska, oferując metro. Jesteśmy zadowoleni, do czasu dotarcia do naszej stacji docelowej Deák Ferenc tér.

Węgierska gościnność

Wpadamy w objęcia kontrolerów, którzy słysząc język polski zapraszają nas na bok. Wydają się być niezadowoleni, gdy okazujemy im skasowane bilety. To pierwszy zgrzyt. Drugi pojawia się, gdy rozglądamy się po stacji oraz ulicy. Widzimy koczujących ludzi. Podejrzewamy, że to imigranci.

Zabytkowa linia metra w Budapeszcie, fot. Ewa Krawczyk-Dębiec

Skłania nas to do odwiedzenia dworca kolejowego Keleti. We wrześniu 2015 r. rozegrał się tutaj dramat. Około trzech tysięcy imigrantów czekało w upale, aby węgierski rząd pozwolił im wsiąść do pociągów do Niemiec i Austrii. Kiedy policja otworzyła dworzec, ludzie wbiegli i zaczęli wsiadać do pociągów. Nikt ich nie poinformował, że to połączenia krajowe, bo międzynarodowe wstrzymano aż do odwołania. Teraz, kiedy odwiedza się dworzec Keleti, nie ma śladu po tamtych wydarzeniach, a miesiąc po naszej wizycie w Budapeszcie Węgry zaostrzyły przepisy antyimigranckie, wprowadzając zakaz osiedlania się, swobodnego przemieszczania i udzielania pomocy przybyszom.

Nad pięknym, modrym Dunajem

Nad Dunajem trafiamy na rzeźby małych i dużych butów. Ludzie zatrzymują się z zadumą, niektórzy płaczą. W czasie II wojny światowej zginęło ponad pół miliona Żydów węgierskich. Niemcy mordowali ich od 1944 r. w Auschwitz, a na Węgrzech robili to węgierscy faszyści, tzw. strzałokrzyżowcy. Świadkiem masowych egzekucji na Węgrzech był Dunaj, którego spokojne fale przecinają Budapeszt. Ludzi spędzano na nabrzeże i kazano ściągać buty. Wiązano ich za ręce dwójkami lub trójkami, po czym strzelano tylko do jednego. Ten wpadał do wody ciągnąc za sobą innych i topiąc ich. Na pamiątkę tych wydarzeń postawiono w tym miejscu Pomnik Butów.

Pomnik Butów, Budapeszt, fot. Ewa Krawczyk-Dębiec

Przemyśl w Budapeszcie

W Budzie, po prawej stronie Dunaju, natknęliśmy się na pomnik lwa z napisem Przemyśl. Okazuje się, że to najbardziej rozpoznawalna polska nazwa geograficzna na Węgrzech. Znajdujący się na postumencie spiżowy lew depczący wrogie proporce rosyjskie upamiętnia Węgrów poległych w trakcie pierwszego i drugiego oblężenia Przemyśla w okresie I wojny światowej. Teren ten znajdował się wówczas w granicach cesarstwa Austro-Węgierskiego. Wojna zakłóciła jednomyślność naszych zaborców i kiedy przypomnieliśmy sobie te fakty historyczne, zamiast Budapesztu w Warszawie znaleźliśmy Przemyśl w Budapeszcie.

Pomnik Obrońców Twierdzy Przemyśl, Budapeszt, zdj. Radosław Dębiec

Królewskie tajemnice

Buda zaskoczyła nas Zamkiem Królewskim i Wzgórzem Zamkowym wpisanymi na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Najstarsze fundamenty pochodzą z XIV w. Do zamku prowadzą schody i podejścia rozwidlające się w różne strony. Dla chcących uniknąć wspinaczki do dyspozycji są małe wagoniki mknące do góry i w dół. Pokonując labirynt schodów dotarliśmy na wzgórze. Kompleks budynków pałacowych skrywa zachwycające fontanny i panoramę Pesztu. Odpoczynek znaleźliśmy przy Fontannie Macieja, przedstawiającej scenę polowania. Tutaj zastał nas zachód słońca.

Światła Budapesztu

Wieczorową porą mosty i budynki jaśnieją milionem świateł. Oświetlony jest też gmach parlamentu węgierskiego, jednego z największych budynków parlamentów narodowych na świecie. Nie ma wokół niego barierek. Może dlatego, że są niepotrzebne. Victor Orbán z demokracją już sobie poradził i coraz trudniej ją znaleźć.

Parlament w Budapeszcie, fot. Ewa Krawczyk-Dębiec

Podziwiając światła Budapesztu, rozmawiamy o miejscach, które zobaczyliśmy. II wojna światowa oszczędziła Węgry jako faszystowskiego sojusznika. Można więc zobaczyć dawne gmachy, urocze alejki w parku Városliget oraz przejechać się zabytkową, ale jeszcze czynną linią metra z 1896 r. To najstarsza kolej podziemna w kontynentalnej części Europy. Mimo wszystko, Budapeszt jest uroczy.


 „Nasze Czasopismo” nr 12/2018 i 01/2019