Kultura

SZTUKA UNDERGROUNDU

Wystrój stacji nowego odcinka warszawskiego metra miały przyozdabiać grafiki Piotra Młodożeńca. Okazało się jednak, że pracownia architektoniczna, która wygrała konkurs i która zaproponowała prace artysty, została wystawiona do wiatru.

Wojciech Cegielski

Warszawska kolej podziemna miała szansę stać się undergroundową galerią sztuki, ale z tej szansy zupełnie nie skorzystała. I chociaż jakiś czas temu zapewniano, że będzie pięknie, ambitnie i estetycznie, choć umieszczono na stacjach kilka udanych prac, to końcowy efekt jest taki, że obietnice zagubiły się w codziennej rzeczywistości. A wszystko dlatego, że zatrudnione w metrze osoby najwyraźniej nie wiedzą, co to jest sztuka i siłą rzeczy nie mają pojęcia, jak ze sztuką postępować.

Radosna twórczość ignorantów

Widać to nie tylko po fatalnie wyeksponowanych i źle oświetlonych grafikach Wojciecha Fangora, ale też po pracach innych artystów, które kiedyś pozyskano, a o które zupełnie się nie dba. Nie dość, że umieszcza się dzieła w mało widocznych miejscach, to jeszcze zakłóca się ich odbiór nawtykanymi w każdą wolną przestrzeń billboardami reklamowymi (jakby kilkaset złotych, które płaci agencja reklamowa z tytułu czynszu, ratowało budżet metra).

Brak harmonii i elementarnego poczucia estetyki dostrzec można poczynając od upiornych wejść (które już trafiły na listy najkoszmarniejszych przykładów małej architektury), kończąc na paradzie materiałów kamieniarskich rodem z zakładu produkującego nagrobki. Całości dopełnia istny chaos spowodowany piktogramami i różnymi znakami informacyjnymi, których ilość powoduje oczopląs, które wzajemnie się zasłaniają i nie zawsze wiadomo, co symbolizują.

Dobre wzorce już istnieją

A przecież mamy liczne przykłady miast, gdzie linie metra cieszą oko nie tylko estetów, ale też przeciętnych zjadaczy chleba. Przykładem jest choćby metro w Neapolu które, na wielu stacjach, przekształciło się w prawdziwą galerię sztuki współczesnej, prezentującą prawie dwieście prac słynnych światowych artystów – prawdziwym majstersztykiem jest na przykład stacja Toledo, gdzie pasażerowie zaraz po wejściu odnoszą wrażenie, iż przenieśli się do tajemniczego, podwodnego świata.

Z kolei w sztokholmskiej kolejce, nazywanej najdłuższą podziemną galerią sztuki na świecie, można obejrzeć malowidła, rzeźby, obrazy, grafiki i mozaiki, z których wiele kojarzy się ze sztuką dawnych cywilizacji. Dech zapiera także futurystyczna kraina stworzona dla monachijskiego metra, w której różnobarwne, geometryczne i przenikające się ze sobą płaszczyzny przenoszą nas do kolejnego stulecia. Przy okazji warto też wspomnieć o kolejce Kaohsiung na Tajwanie, gdzie podświetlone sklepienie (średnicy 30 metrów) jest witrażem o nieskończonej ilości kolorów, oraz o podziemnej kolejce w Dubaju, w której na stacji Burluman zawieszono gigantyczne, misterne żyrandole przypominające sople lodu z krainy Królowej Śniegu.

Nie tylko transport

Pomysł, by stacje metra były czymś więcej niż tylko przystankami w drodze z domu do pracy nie jest nowy, bowiem już na przełomie lat 40. i 50., kiedy budowano moskiewskie metro zadbano o to, by pasażerowie mieli okazję obcować ze sztuką (socrealistyczną, ale sztuką); za projekt stacji Komsomolskaja architekci zdobyli Nagrodę Stalinowską, którą przyznawano w dawnym ZSRR za najwybitniejsze osiągnięcia na polu nauki i sztuki.

Mamy coraz mniej czasu na wizyty w galeriach i muzeach, dlatego dobrze by się stało, gdyby sztuka pod każdym pretekstem wkraczała w przestrzeń publiczną. Niestety, decydenci warszawskiego metra skupiają się jedynie na zapewnieniu pasażerom sprawnej komunikacji, nie zaprzątając sobie głowy otoczeniem. A przecież otaczająca nas przestrzeń jest ważna. Wiadomo, że to samo ciastko zjedzone z papierowej tacki i z talerzyka Rosenthala smakuje zupełnie inaczej.


fot. Wojciech Cegielski
„Nasze Czasopismo” nr 12/2018 i 01/2019