Społeczeństwo

Z KARTY DO REALU

Na poziomie deklaracji jest znakomicie: wszyscy są przeciwnikami wszelkiej dyskryminacji. Z praktyką jest już gorzej, często nie ze złej woli, lecz z braku świadomości, czym jest nierówne traktowanie. Karta Różnorodności może pomóc w rozwiązaniu problemu.

Sylwia Wiszowata

Karta Różnorodności to dokument, który może podpisać każdy pracodawca zarządzający własnym biznesem, organizacją pozarządową czy samorządem. Stanowi ona często podstawę w procesie kierowania różnorodnością, ale niekiedy jest przypieczętowaniem podejmowanych już wcześniej działań na rzecz likwidowania dyskryminacji w miejscu pracy. Taka deklaracja daje pracownikom szansę na sprawiedliwą rekrutację, rozwój zawodowy, odpowiednie warunki do wykonywania obowiązków. Karta w Polsce stawia dopiero pierwsze kroki, na Zachodzie zyskuje coraz większą popularność, skupiając wokół siebie spore grono osób zaangażowanych w walkę z nierównościami.

Dokument powstał we Francji w 2004 r. z inicjatywy organizacji pozarządowych, jednak popularność zyskał również w innych krajach Europy Zachodniej. Do tej pory przyjęło go 21 państw Unii Europejskiej. W Polsce Karta pojawiła dopiero w 2011 r. Przedstawiciele firm z kapitałem francuskim podsunęli tę myśl członkom Forum Odpowiedzialnego Biznesu, zaś ci podjęli się opracowania treści dokumentu, który dziś stanowi rozwinięcie, zapisanych w Kodeksie Pracy, zasad co do zakazu dyskryminacji w miejscu pracy. Kartę przyjęło ponad 30 organizacji pozarządowych i dziewięć samorządów.

Sukcesy i porażki

Podpisanie w Słupsku Karty Różnorodności zaowocowało wyrównaniem płac kobiet i mężczyzn, szkoleniami pracowników w zakresie zwalczania dyskryminacji, nauką języka migowego. Zmienił się też sposób postrzegania osób niepełnosprawnych podczas rekrutacji. Wprowadzono końcówki żeńskie dla nazw stanowisk kierowniczych zajmowanych przez kobiety. Dzięki temu, że urząd miasta podjął działania w tym kierunku, również tamtejsi przedsiębiorcy zaczęli myśleć nad podobną inicjatywą.

Zdaniem Agnieszki Łuczak – pełnomocniczki ds. Równego Traktowania w Łodzi, z samego podpisania Karty niewiele jednak wynika, jeśli nie idą za tym konkretne działania. Co prawda w ślad za miastem dokument przyjął też Uniwersytet Łódzki i Urząd Marszałkowski, jednak wielu pracowników nie wie nawet o jego istnieniu. Urzędniczka wskazuje też na problem nepotyzmu. Razem z radnymi często pracę w jednostkach samorządowych dostają ich żony. Tam o równym traktowaniu kandydatów do pracy raczej nie może być mowy.

Polityka równościowa w Niemczech

W niektórych niemieckich miastach 50 proc. ludności to migranci, a więc walka ze stereotypami i dyskryminacją nie wymaga takiego zaangażowania, jak w naszym kraju. Poza tym polityka równościowa jest tam realizowana od 1989 roku. Powszechnym mechanizmem jest np. konsultowanie otrzymanego wypowiedzenia z Komisją ds. Równego Traktowania.

W Düsseldorfie kartę przyjęto w 2008 r, a od 2006 r. działa Biuro Kobiet, podlegające bezpośrednio burmistrzowi. W celu zapewnienia równości wszystkim mieszkańcom powstały tam liczne organizacje – Centrum Porad dla osób transpłciowych, osobna Rada ds. osób z niepełnosprawnościami, Rada ds. integracji, Biuro ds. równego traktowania. Organy te wywierają realny wpływ na decyzje radnych.

Efekt końcowy

W Polsce podpisywaniu Karty Różnorodności często towarzyszy podniosła uroczystość, zapraszane są media. Pozornie po to, aby szerzyć idee równości, ale można mniemać, że władzom urzędu bądź instytucji bardziej chodzi o budowanie pozytywnego wizerunku. Jesteśmy gdzieś pomiędzy państwami takimi jak Belgia lub Szwecja – wysoko rozwiniętymi pod względem równości, a patriarchalną oraz zamkniętą Turcją czy Rosją.

Po przyjęciu dokumentu często nie dzieje się nic, bo Karta de facto nie nakazuje niczego, a stanowi jedynie wstęp do podjęcia dalszych kroków. Pracodawcy wciskają hamulec, zanim zdążą się rozpędzić.


I Konferencja Pełnomocniczek ds. równego traktowania z polskich i niemieckich miast, fot. Sylwia Wiszowata
„Nasze Czasopismo” nr 12/2018 i 01/2019