Felieton

GDYBYM BYŁ BOGATY, CZYLI NIEPOTRZEBNA FORSA

Ogromna kumulacja w loterii Jackpot i idąca za nią główna wygrana w wysokości niemal 400 mln zł sprawiły, że miliony Polaków stanęły w kolejkach do punktów lotto. Ja nie zagrałem. Nie opłaca się mieć tak wielkich pieniędzy.

Jerzy Andrzej Masłowski

Gdy jeden z bohaterów musicalu „Skrzypek na dachu”, komunista Perczyk mówi, że pieniądze to zaraza, Tewje Mleczarz wzdycha: „Oby Bóg zesłał na mnie tę zarazę. I obym się z niej nigdy nie wyleczył”. Muszę zgodzić się z Perczykiem, bo co prawda pieniądze ułatwiają życie, jednak wielkie pieniądze bardzo je komplikują.

Nawet gdybym trafił główną wygraną, nie bardzo bym wiedział, co z nią zrobić. Wpłacić do banku na procent? Ale każdy bank może ogłosić upadłość i z 400 milionów zrobi się 400 tysięcy, bo tyle wypłaca fundusz gwarancyjny. Może więc lepiej od razu kupić bank? Też się nie opłaca, bo, niczym bankier Czarnecki, mógłbym otrzymać propozycję, że rząd odkupi go za symboliczną złotówkę.

A może kupiłbym kilka kamienic w Warszawie? Też nie, bo i taka inwestycja niczego nie gwarantuje: mogłoby się okazać, że jakaś studwudziestoletnia babcia zmartwychwstała po to tylko, by oświadczyć przed notariuszem, iż za cara Mikołaja była właścicielką ulic, gdzie stoją moje domy, a to by spowodowało, że zamiast cieszyć się z fortuny, biegałbym po adwokatach i sądach.

Może mógłbym ulokować pieniądze w agencji reklamowej moich przyjaciół i pomóc im rozwinąć firmę? Też nie, bo po uchwaleniu skandalicznej ustawy krajobrazowej polski rynek reklamy zewnętrznej przestanie istnieć. Pozostaną na nim dwa koncerny, a małe i średnie firmy z polskim kapitałem zbankrutują i w tym stanie prawnym nie pomoże im nawet duży inwestor.

Więc może kupiłbym teatr i wystawiał swoich ulubionych dramaturgów, a czasem też napisane przez siebie sztuki? Też nie, bo teatry są na takim głodzie, że wygrana rozeszłaby się po kilku latach, a ja narobiłbym sobie wrogów w branży artystycznej (przez ten czas zawiść u koleżeństwa rozrosłaby się do monstrualnych rozmiarów). Może więc, jako zdeklarowany ekolog, zainwestowałbym w nośniki energii odnawialnej? Też odpada, bo PiS doprowadził do tego, że nie opłaca się mieć elektrowni wiatrowych.

A gdybym za wygraną wybudował SPA z olimpijskim basenem, oranżerią i ogromnym parkiem przechodzącym w las? To też głupi pomysł, bo nowa ustawa łowiecka pozwala strzelać nawet na terenach prywatnych, więc zamiast pobytów rekreacyjnych musiałbym organizować gościom szkołę przetrwania. To może, jako wielbiciel zdrowej żywności, za wygraną stworzyłbym wielkie pokazowe gospodarstwo ekologiczne? Niestety, nie jestem rolnikiem, a ponadto ustawa zakazuje skupiania w rękach jednego właściciela dużych ilości ziemi.

Jak widać, nie warto mieć wielkich pieniędzy. Przeciwnie: takie pieniądze mogą tylko ściągnąć kłopoty (patrz: afera GetBack), bo tak już jest, że jeśli masz forsę, to natychmiast pojawia się łobuz, który chce ci ją zabrać. Jednak o ile w całym cywilizowanym świecie nie ma problemu z inwestowaniem dużych pieniędzy, to w naszym kraju sytuacja jest chora, a doprowadziły do niej kolejne rządy.

Jak tak dalej pójdzie, ludzie z forsą będą woleli inwestować w krajach bardziej przewidywalnych politycznie i ekonomicznie niż Polska. Odpływ kapitału, ludzi kreatywnych i przedsiębiorczych w połączeniu z fatalną polityką PiS wywoła kryzys gospodarczy i mentalny, na którym skorzystają populistyczni krzykacze. I tak jak PO przez swą chciwość, arogancję i kumoterstwo wepchnęła nas w łapy PiS-u, tak PiS przez butę, ignorancję i głupotę wepchnie nas w łapy ONR-u i innych nacjonalistycznych i ultrakatolickich organizacji, które, po wygranych wyborach, zafundują nam pokazowe państwo faszystowskie.

A skoro tak, to następnym razem zagram w Jackpota, a jak wygram, ulokuję całość w kilku szwajcarskich bankach i resztę życia spędzę na emigracji z dala od polskiego piekiełka.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 12/2018 i 01/2019