Polityka

KAPITULACJA CZY PRAGMATYZM?

Tuż po wysłuchaniu stron w Trybunale Europejskim Sejm nieoczekiwanie znowelizował ustawę o Sądzie Najwyższym. Jakie były powody tej tak błyskawicznie przeprowadzonej akcji?

Michał Ruszczyk

16 listopada odbyło się w Luksemburgu wysłuchanie przedstawicieli polskiego rządu oraz Komisji Europejskiej w sprawie stosowania środków tymczasowych w ustawie o Sądzie Najwyższym.

Stronę polską reprezentował Bogusław Majczyna – pełnomocnik rządu z Ministerstwa Spraw Zagranicznych ds. rozprawy przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Natomiast w imieniu Komisji Europejskiej wystąpił Saulius Kaleda ze Służby Prawnej KE.

Przedstawiciel Komisji podtrzymał stanowisko prezentowane przez instytucje Unii Europejskiej, że ustawa o Sądzie Najwyższym jest niezgodna z zasadą nieusuwalności sędziów i podkreślił, że problem ten dotyczy też pierwszej prezes Sądu Najwyższego. Ponadto ustawa daje prezydentowi możliwość ingerowania w orzecznictwo SN poprzez wpływanie na jego skład, czyli przez wyrażanie zgody na dalsze orzekanie przez sędziów po ukończeniu przez 65 lat. To, według Komisji Europejskiej, może być ingerowaniem w niezawisłość sędziowską oraz próbą podporządkowania sądów i sędziów władzy wykonawczej.

Odpowiedź Majczyny była krótka – obawy instytucji europejskich nie mają oparcia w faktach, a decyzja o środku tymczasowym jest nieuzasadniona.

Nie wiadomo, jaką decyzję podejmie KE. Z doniesień medialnych wynika, że zapadnie ona jeszcze w tym roku przed 21 grudnia.

Nowelizacja ustawy o SN

Wkrótce potem Polska nieoczekiwanie zdecydowała się na nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym i wcielenie środków tymczasowych w życie. Ostatnia, siódma już zmiana ustawy, która w ekspresowym tempie była procedowana 21 listopada w Sejmie, a następnie 23 listopada przegłosowana przez Senat, umożliwia odesłanym na emeryturę (przez wcześniejsze wersje ustawy) sędziom Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego powrót do pracy. Potwierdza również zapisy, które znajdują się w konstytucji – kadencja I prezesa SN i NSA trwa sześć lat i jest uważana za nieprzerywalną (art. 183 §3 i art. 185). Z ustawy usunięto również przepisy dotyczące przedłużenia prawa do orzekania przez prezydenta.

Senatorowie wszystkich opcji politycznych tym razem nie mieli najmniejszych wątpliwości, że pierwszym prezesem SN przez cały czas była i nadal pozostaje Małgorzata Gersdorf. Natomiast posłowie PiS nadal nie są tego pewni, a pewności mają nabrać dopiero po podpisaniu poprawionej ustawy przez prezydenta.

Mimo przywrócenia sędziów SN i NSA do orzekania, ustawa nadal zawiera zapis, który wzbudza wątpliwości – sędziowie powołani do orzekania po grudniu 2017 r. (dotyczy to np. sędziów Izby Dyscyplinarnej SN) będą przechodzili w stan spoczynku w wieku 65 lat. Zapis ten nie jest zgodny z konstytucją.

Ukryte intencje

Patrząc na zmienione zapisy ustawy oraz na długi spór z instytucjami europejskimi można śmiało powiedzieć, że ta nowelizacja jest politycznym pragmatyzmem. Nadal nierozwiązane pozostają bowiem inne sporne kwestie, np. ustanowienie Izby Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższy, nie mówiąc już o sprzecznych z konstytucją zmianach w Trybunale Konstytucyjnym czy nowym sposobie powoływania Krajowej Rady Sądownictwa.

Zmiany przepisów są spowodowane chęcią wyciszenia konfliktu z Brukselą i uniknięcia kar, które mogłyby spotkać Polskę za ignorowanie zaleceń.

Poza tym dalszy opór mógłby skutkować nawet wyrzuceniem Polski z UE, co byłoby trudne do przełknięcia nawet dla żelaznego elektoratu PiS. Pragmatyzm ekipy rządzącej wynika również z chęci pokazania się w czasie kampanii wyborczej do Europarlamentu jako stronnictwo proeuropejskie, szanujące wartości unijne, które jest za pozostaniem Polski we wspólnocie. I właśnie po to była potrzebna PiS-owi ta całkowicie zbyteczna w sensie prawnym nowelizacja.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 12/2018 i 01/2019