Społeczeństwo

O ZIEMIAŃSKIM ŚWIĘTOWANIU

Wigilia, opłatek, Pasterka, polowania, spotkania rodzinne, kuligi, roztańczony, rozbawiony biały karnawał – zima była dla polskiego ziemiaństwa czasem świętowania i zabaw.

Agnieszka Wyczółkowska

Przeglądam stare, rodzinne fotografie. Z jednej spoglądają dzieci siedzące pod wspaniałą choinką w dworskim salonie, na drugiej mali aktorzy odgrywają Jasełka, a na jeszcze innej widzę panie w pięknych balowych sukniach i panów we frakach bawiących się na wspaniałym balu. Od razu wiem, że to okres Bożego Narodzenia i karnawału, czas wspólnego świętowania, zabawy, radości i szaleństwa. Tak było do wybuchu II wojny światowej.

Święta były zawsze bardzo ważnym wydarzenie zarówno w życiu ziemian, jak i włościan. We dworze i w chłopskiej chacie świętowano w tym samym czasie i w podobny sposób. Wszyscy przestrzegali tego samego kalendarza prac polowych oraz obowiązywał ich ten sam kalendarz liturgiczny. Na Święta czekano już od końca listopada, od pierwszych śniegów, a okres Bożego Narodzenia zaczynał się tuż po zakończeniu prac polowych, w Pierwszą Niedzielę trwającego cztery tygodnie Adwentu.

Przed świętami do dworu i chłopskich chat przychodzili młodzi kolędnicy z Szopką lub Gwiazdą Betlejemską, śpiewając kolędy. Do osób, z którymi nie spodziewano się spotkać podczas świąt, wysyłano karty świąteczne.

Rodzinne święta

Na kilka dni przed Wigilią zaczynało się sprzątanie, gotowanie, pieczenie, czyli przygotowania do wielkiego świętowania. W całym domu rozchodził się zapach jabłek, wanilii i pasty do podłóg. To lokaje i pokojówki robili porządki, a kucharz pod kierownictwem pani domu, do której należało ostatnie słowo i decyzja na temat przygotowywanych potraw, przyrządzał to, co się potem znajdowało na wigilijnym stole – pięć lub siedem potraw z tego, co dało pole, ogród, sad, las i woda. Liczba dań zależała od regionu i zasobności domu. Wieczerza wigilijna była wieczerzą, na której nie spożywano mięsa, jej podstawą były potrawy z ryb.

Zwyczaj ubierania choinki przybył na ziemie polskie z Niemiec w XIX w. Przystrajano ją jabłkami, orzechami, cukierkami i czekoladkami, a szklane bombki były rzadkością. Dzieci pod kierunkiem wychowawczyni przygotowywały samodzielnie ozdoby ze słomek, wydmuszek i kolorowych bibułek. Najmłodsze kleiły długi, papierowy łańcuch.

Wieczerzę wigilijną otwierało dzielenie się opłatkiem. Obecny i dziś zwyczaj wywodzi się ze starosłowiańskiego rytuału dzielenia się i rozdawania chlebów ofiarnych i jest znany tylko w Polsce. Ozdobami z opłatka, symbolizującymi zgodę i braterstwo, dekorowano wnętrza domów i choinkę. Pan domu dzielił się specjalnym, kolorowym opłatkiem ze zwierzętami gospodarskimi, które o północy miały odzywać się ludzkim głosem. Po wieczerzy przychodził czas śpiewania kolęd i rozdawania przez Świętego Mikołaja, Gwiazdora lub Aniołka prezentów.

Dzieci w wielkiej tajemnicy przygotowywały podarki dla najbliższych, np. robótki, wyszywanki, obrazki, samodzielnie pisane opowiadania czy wierszyki. O północy jechano do kościoła na Pasterkę.

Towarzyski karnawał

W Pierwszy Dzień Świąt nie składano żadnych wizyt. Drugiego dnia zaczynał się okres zabaw, wizyt, polowań, kuligów i balów, w którym to odwiedzano się wzajemnie, a wszystkie wizyty i rewizyty odnotowywano w prowadzonych we dworach kronikach towarzyskich i księgach gości. Notowano tam wszystkie ważne wydarzenia towarzyskie i rodzinne, a goście wpisywali podziękowania dla gospodarzy za gościnę.

W czasie spotkań rozmawiano, grano w karty, w winta lub wista i bilard. Przygotowywano przedstawienia, żywe obrazy lub Jasełka. W okolicach święta Trzech Króli urządzano polowania, na które zjeżdżało najznamienitsze towarzystwo. Po łowach i wyborze króla polowania następowało wystawne przyjęcie.

Zimowy czas sprzyjał urządzaniu kuligów, ulubionej rozrywki ziemian. Trasę wyznaczano wcześniej, a w czasie przerw w sannie częstowano gości bigosem, mięsiwem i kanapkami. Wieczorem, na zakończenie kuligu odbywał się bal. Jego efektem były mariaże między uczestniczącymi w nim pannami i kawalerami. Po święcie Trzech Króli zaczynał się biały karnawał, mięsopustem lub zapustami zwany, czyli zimowy okres zabaw, kończący się w Środę Popielcową. Wyraz ten pochodzący od włoskiego carnavale lub łacińskiego carner levare czyli „usuwać mięso” oznacza czas przed Wielkim Postem.

Wielkie balowanie

Bawiono się na wielkich balach i skromniejszych wieczorkach tańcujących. Bogaci ziemianie organizowali prywatne, okazałe bale w swoich rezydencjach wiejskich lub pałacach w mieście, np. Potoccy w Krakowie w Pałacu pod Baranami. Mniej zasobni organizowali we dworach bale składkowe, na których bawili się w gronie sąsiadów.

Tańczono między innymi poloneza, który otwierał bal, walca, mazura, którym bal kończono. Niechętnie spoglądano na nowinki, czyli amerykańskiego charlestona, shimmy czy fokstrota. Te tańce obecne były na mniej oficjalnych wieczorkach tańcujących w prywatnych domach. Ważną rolę pełnił wodzirej, dbający o to, by wszyscy, zwłaszcza panny, dobrze się bawili. To on kierował tańcami, wymyślał układ figur w polonezie, walcu czy mazurze.

Bawiono się do białego rana, a bale, jak na przykład w Kasynie Garnizonowym przy alei Szucha w Warszawie, odbywały się co drugi dzień. Polski karnawał znany był i głośny nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Na eleganckich balach i rautach spotykano się np. w salach Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Zamku Królewskim czy Operze.
Panna nie mogła przybyć na bal sama, lecz w towarzystwie rodziców lub innej szacownej damy, np. ciotki. Nie mogła też tańczyć z jednym partnerem częściej niż trzy razy, chyba że partner był już jej narzeczonym. Niedopuszczalny był taniec z nieznajomym.

Męskim strojem balowym był frak z białą muszką i kwiatem w butonierce. Dopełniały go białe rękawiczki, gdyż nie wypadało dotykać dłoni partnerki gołą dłonią. Obecnych na balach oficerów i podoficerów, będących na ogół wspaniałymi tancerzami, obowiązywał mundur wyjściowy: bluza w kolorze khaki, szasery, lakierowane sztyblety oraz białe, delikatne skórkowe rękawiczki.

Mężatki nosiły bogato zdobione, wydekoltowane, krótkie lub długie suknie w żywych kolorach, stroje panien były skromniejsze, zabudowane, w pastelowych barwach. Lata dwudzieste przyniosły modę na proste w kroju, rozcięte po bokach sukienki, dające swobodę ruchu w nowoczesnych tańcach np. charlestonie i shimmy. W latach trzydziestych wróciła moda na długie, obcisłe suknie o wężowej linii lub na krynoliny pełne falban.
Świat dworów i pałaców przeminął, wiele zwyczajów odeszło w zapomnienie. Warto je jednak przypominać, gdyż stanowią ważny element naszej kultury.


fot. z prywatnego albumu, Agnieszka Wyczółkowska
„Nasze Czasopismo” nr 12/2018 i 01/2019