Społeczeństwo

ŚWIĘTO ŚWIATEŁ I ŻYDOWSKI KARNAWAŁ

Po II wojnie światowej Polska stała się jednym z najbardziej monoetnicznych, czy też homogenicznych kulturowo państw w Europie, o ile nie na świecie. Inne kultury tymczasem stanowią zawsze źródło inspiracji, bez nich zapadamy się w sobie, popadając w marazm i rutynę.

Przemysław Wiszniewski

Wcałej Europie Zachodniej i w USA grudzień kojarzy się z Bożym Narodzeniem, tak jak u nas, w Polsce. Święto grudniowe napędza koniunkturę handlową i konsumpcję, bo robi się zakupy na świąteczny stół i pod choinkę. Poza tym banałem jest jeszcze sfera magiczna, gdyż w naszej szerokości geograficznej w grudniu dotkliwie brakuje światła.

Korzystając z pretekstu, że w okolicach Świąt chrześcijańskich pojawia się żydowska Chanuka, czyli Święto Świateł, można zacząć świętować wcześniej. Nie dlatego, uchowaj Boże!, by porzucić własne tradycje, ale po to, by przyjrzeć się innym. Niekoniecznie w nich zresztą uczestnicząc. Wystarczy życzliwa obserwacja, ciekawość poznawcza i żyłka do penetrowania meandrów kulturoznawstwa.

Święto Świateł jest upamiętnieniem pewnego cudu, jaki wydarzył się w Świątyni w Jerozolimie: oliwy, której miało starczyć raptem na jeden dzień, starczyło na dni osiem. Oliwa paliła się w menorze. Od tamtej pory, jak głosi legenda religijna, Żydzi zapalają w święto Chanuki kolejne świece.

Nie jest to miejsce na opowiadanie o zawiłościach judaizmu, czy też o szczegółach świątecznej tradycji. Kto chce, może znaleźć wszystko w Internecie. Można też nawiązać kontakt z Gminą żydowską, której rabin lub inny przedstawiciel chętnie opowie o wszystkim i zaprosi do wspólnego, radosnego świętowania. Świece chanukowe zapala od wielu lat w Warszawie na Placu Grzybowskim Michael Schudrich, Naczelny Rabin Polski. Uroczystość współorganizuje Fundacja Shalom Gołdy Tencer. W innych miastach również organizowane są podobne uroczystości.

Po co Polakowi-katolikowi albo Polakowi niewierzącemu żydowskie Święto Świateł? Właśnie m.in. z braku światła w grudniu. Przesłaniem tego święta jest życzenie, by światło wypełniło nasze serca i umysły, by towarzyszyło nam w życiowej wędrówce. Światło otuchy i nadziei. Niemniej to święto np. w USA stanowi kulturową jedność z Bożym Narodzeniem. I w tym momencie zaczyna się dla Polaków problem, bo jakże to? Konkurencja?! W jedności? Otóż, nie w jedności, tylko we wzajemnym uzupełnieniu, z wielkim szacunkiem.

Po co jeszcze nam Chanuka? Dla ćwiczenia umysłu, że nie jesteśmy w tym świecie sami i jedyni z naszymi tradycjami, że poza nimi są też inne i żadna z nich nie jest ani lepsza, ani gorsza, ani też obca, tylko po prostu inna. I jeszcze z jednego powodu proponuję Polakom namysł nad tym świętem. To przywołanie ze zbiorowej niepamięci żydowskich sąsiadów, którzy przed II wojną światową mieszkali tutaj i byli polskimi obywatelami.

Przed laty, kiedy działałem w Stowarzyszeniu przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii „Otwarta Rzeczpospolita”, prowadziłem w warszawskich szkołach pogadanki z zakresu wielokulturowości i antydyskryminacji. Dysponowałem materiałami dydaktycznymi pomieszczonymi w Internecie na stronie: http://www.zydziwpolsce.edu.pl/edukacja/asmaterials.html

Aby nawiązać kontakt z młodzieżą, opowiadałem o żydowskich świętach, o Szabasie i innych, bo wszystkie są nader malownicze. Nawiasem mówiąc, jedne są idealne dla żyjących w diasporze, inne niekoniecznie. Przykładowo Święto Namiotów, obchodzone jesienią, stanowi w Polsce dopust boży, a w Erec Israel niekoniecznie. Przemieszkiwanie w namiocie z ażurowym dachem w słotne dni nie jest u nas największą przyjemnością, w przeciwieństwie do takiegoż na terenach pustynnych. To akurat święto – mówiłem młodzieży – ma człowieka skonfrontować z samą jego istotą, kiedy pozbawiony dóbr doczesnych powinien zmusić się do namysłu nad własnym życiem.

Kalendarz żydowski pełen jest różnych świąt. Żydzi lubią świętować. Wspomniana Chanuka trwa osiem dni, chociaż świętowanie rozpoczyna się każdego dnia wieczorem. Opowiadałem polskiej młodzieży, że warto zaprzyjaźnić się z młodzieżą żydowską, żeby wspólnie obchodzić Nowy Rok. W judaizmie wypada on jesienią i ma całkiem inny charakter niż Sylwester. W każdym razie zawsze lepiej coś świętować dwukrotnie, niż tylko raz. Tak mówiłem.

Mówiłem też o innym święcie, o żydowskim karnawale, czyli Święcie Purim. O Purim Szpil, czyli teatrze z dramatycznymi postaciami na kanwie opowieści z Księgi Estery i o tym, że w tym czasie każdy bogobojny Żyd powinien się upić, a przynajmniej być na porządnym rauszu. To wzbudzało powszechny aplauz wśród uczniów. I o uszach Hamana, czyli słodkich, trójkątnych hamantaszach z marmoladką (przepis w Internecie).

Kiedy opowiadałem młodzieży o żydowskich świętach, byłem przepojony nadzieją, że oto w XXI wieku wkraczamy tutaj, na tych ziemiach, w okres otwartości na inne kultury i że ta właśnie młodzież, która ma szansę wyjeżdżać i zwiedzać świat, pracować za granicą, osiedlać się w różnych miejscach, jest już uodporniona na ksenofobię i nacjonalizm. Że te hasła dawno już przebrzmiały i więcej tu nie powrócą, nie zatrują naszych umysłów.

To było niedawno, raptem dekadę temu, ale nieoczekiwanie wszystko się zmieniło i straciłem nadzieję. Wszystkie zabiegi edukatorów, takich jak ja, spaliły na panewce. Społeczeństwo zamiast się otwierać – zamknęło się w ciasnym pancerzu strachów i wrogości przed „obcymi”. W kokonie własnych upodobań i przekonania o swojej wyższości. To o tym zjawisku pisał Jan Józef Lipski w słynnym eseju „Dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy. Uwagi o megalomanii narodowej i ksenofobii Polaków”.

Nie wolno twierdzić, że polskie tradycje nie wzbudzają zachwytu. Zwłaszcza teraz: szopki krakowskie, stajenki betlejemskie, choinki bożonarodzeniowe, Wigilia, kolędy – to jest dziedzictwo ze wszech miar warte kultywowania. Chanuka nie stanowi tu żadnej konkurencji, wręcz przeciwnie. Jest tyleż podobna do tych świąt, co odmienna. To, co ją na pewno łączy z Bożym Narodzeniem, to wyrażenie wielkiej potrzeby światła. Tego światła metafizycznego i tego całkiem zwyczajnego, którego natura nam skąpi, chowając je za grubą warstwą chmur w najkrótsze w roku dni.

Chodzi tylko o to, by podjąć próbę spojrzenia na żydowskie Święto Świateł nie jako obyczaj kulturowo obcy, a jedynie odmienny, który wzbogaca przecież naszą wspólną kulturę. Kultura jest bogata różnorodnością, nie jednolitością. Gdy wszyscy naokoło robią jedno i to samo, ma to owszem swój wydźwięk wspólnotowy, lecz łatwo może się wyrodzić.

Jeśli wszyscy mają w domach choinki i to samo na stołach, mogą jedynie konkurować, kto też poszczyci się większym i zdobniejszym drzewkiem. Jeśli jednak znajdzie się we wspólnocie ktoś, kto mniej więcej w tym czasie w zamian zapala świece na chanukowej menorze (chanukiji), stanowi punkt odniesienia – można mu się pochwalić swoim obyczajem, można też z szacunkiem odnieść się do jego tradycji.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 12/2018 i 01/2019