Felieton

KOCHANY MÓJ SĄSIEDZIE…

Czy zastanawiałeś się kiedyś, kto obok Ciebie mieszka?

Czy zastanawiałeś się, kto obok ciebie mieszka: bliżej lub dalej, w klatce Twojego bloku, w bloku obok lub na osiedlu, ulicę dalej, na drugim osiedlu…?
Nie? Pomyśl: rano wychodzisz z psem i mija cię chudy trzydziestoparolatek z lokami i w okularach, śmiesznie zaciąga po moskiewsku, wołając swojego dalmatyńczyka: chłoć, chłoć tu… – mówisz mu „Dzień dobry” i uśmiechasz się, co on odwzajemnia. Podbiegasz ze swoją suczką, bo znasz go od dwóch lat i wiesz, że jego pies jest trochę nerwowy… Pewnie on pracuje w Śródmieściu – kiedyś go widziałeś w autobusie 190, jak wracał z teczką.

Jest też Amerykanin, który wygląda na Portorykańczyka: idzie ze swoim czternastoletnim starym przyjacielem – nawet nie wiesz jak się wabi. Zawsze mówisz „Hello”, a on odpowiada i się uśmiecha… Nie mówi po polsku, choć kiedyś chyba powiedział „dzień dobry”. On również tu mieszka od początku i ze swoją polską partnerką mają fajną córeczkę o śniadej cerze i kręconych włosach. Idąc do pracy mija cię Ukrainka, która pilnuje dzieci twojego sąsiada, robi zakupy i sprząta. Mieszka z koleżankami dwie ulice dalej w małej kawalerce, którą wspólnie opłacają.

Kiedy wracasz z pracy, spotykasz Wietnamczyka ze skrzypcami: ma kontrakt w filharmonii i w każdą sobotę daje koncert dla twoich znajomych. Jednak ty tam nie chodzisz – wolisz inną muzykę. Mieszka jak ty w bloku obok, z rodziną, żoną Polką. Ich synek jest niczym ten „banan”: z wierzchu żółty, w środku biały, bo mówi świetnie po polsku. Zresztą znasz go, bo gdy po południu idziesz ze swoim psem, on ucieka na drugą stronę, bo się go boi – ma dopiero 12 lat i jest drobny, jak na chłopca. Wieczorem, po raz trzeci wychodząc z psem, widzisz siedzącego na murku Afroamerykanina z dziewczyną Polką – mieszkają tu od roku i często słyszysz, jak głośno rozmawiają po angielsku. Zastanawiasz się, z czego on żyje… Spotkałeś go kiedyś na warszawskiej ,,patelni” – przywitał się z Tobą serdecznie, „na misia”… Artysta jakiś? To tylko domysły… Ale piwo lubi, dokładnie takie jak jego tajemniczy koledzy, miejscowe chłopaki, Królewskie…

Z balkonu na pierwszym piętrze słychać rozmowę po azersku – zawsze mówią o ton wyżej lub krzyczą do telefonu, jakby przywoływali kogoś z Kaukazu. Żona Polka z dziećmi zawsze niemal biegnie udając się do sklepu – spotykasz ją w markecie…

I tak tu mieszkasz już szósty rok, jak większość twoich, oczywiście w większości polskich, znajomych i sąsiadów. Większość z nich nie mówi ci jednak dzień dobry – nie mają psa, jak ty, albo są po prostu nieufni. Właściciele zwierząt wydają się być milsi i bardziej otwarci, a w tej grupie są i cudzoziemcy…

Zapomniałbym o muzułmanach… Też są, w czwartym bloku. Jednego z nich miałem okazję poznać – pracuje gdzieś w centrum. Jego żona czasem idzie do sklepu w hidżabie. Może wynajmują mieszkanie, a może nie – niewiele cię to obchodzi. Czy coś by się zmieniło, gdyby tu było więcej cudzoziemców? Moim zdaniem naprawdę nic. Tymczasem Polska nie chce uruchomić prostej pomocy dla kobiet i dzieci z Aleppo, czy innego miasta w ogarniętej wojną Syrii. Czy to jest wyrzut do rządzących? Tak, jest, ponieważ już rok temu – 30 czerwca 2016 r. – Polska Rada Ekumeniczna wystosowała list do wiernych. Nie był to list kierowany wyłącznie do katolików, ale również do prawosławnych, ewangelików i luteranów, do baptystów, metodystów, polskokatolików, starokatolików, do wszystkich chrześcijan!

Cytując Pismo Święte: „Gościnności nie zapominajcie; przez nią bowiem niektórzy, nie wiedząc o tym, aniołów gościli. Pamiętajcie […] o uciskanych, skoro sami również w ciele jesteście” (Hbr 13,2–3).

Właśnie gościnność jest dla nas ważna i powinniśmy ją urzeczywistniać. Uwierzcie: nic wam się nie stanie, a państwo posiada środki, aby pilnować porządku. Zaświadczam o tym mieszkając wśród cudzoziemców tu i teraz, od lat.

A i jeszcze, sąsiedzie kochany, pytanie: od kogo kupujesz kebab? Bo ja zawsze od tych samych Irańczyków na Marszałkowskiej albo w Al. Mickiewicza… – a może to Syryjczycy… nie odróżniam ich.

Andrzej Cur

„Nasze Czasopismo” nr 10/2017