Kultura

JESIENNY DOBROSTAN MUZYCZNY 

Od pewnego czasu towarzyszy mi przekonanie, że my, słuchacze jesteśmy uczestnikami eksperymentu organizatorów życia koncertowego, którzy testują naszą zdolność do przeżywania muzyki.
Anna Schwerin

 

Dawniej inauguracja sezonu artystycznego następowała w okolicy Międzynarodowego Dnia Muzyki (1 października). Dzisiaj ta data nie ma już takiego znaczenia, „przygniotły” ją bowiem potężne machiny festiwalowe, które – oferując atrakcyjne programy artystyczne – skutecznie pozbawiają nas wolnego czasu i zmuszają do chwilowego zawieszania życia rodzinnego.

W połowie sierpnia na 2-3 koncerty dziennie zapraszają organizatorzy festiwalu Chopin i jego Europa (13. edycja). Wrzesień tradycyjnie rozpoczyna – jeden z najważniejszych w Europie – festiwal Wratislavia Cantans (52. edycja). Dołącza do niego Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej Warszawska Jesień (60 edycja), krakowski Sacrum Profanum (15 edycja) oraz ponownie w Warszawie Szalone Dni Muzyki (8. edycja).

I oto z roku na rok wzrasta również ilość informacji, które słuchacz powinien sobie o danej imprezie przyswoić. Oczywiście spontaniczne pójście na koncert nie przeszkadza doznaniom artystycznym, ale może wzbudzić niepokój, że czegoś nie rozumiemy.

I tu pojawia się magiczne słowo kontekst, które coraz częściej towarzyszy muzycznym prezentacjom. Mechanizm działania jest prosty. Punktem wyjścia jest wybór kompozycji lub kompozytora, wokół którego tworzy się punkty odniesienia literackiego, plastycznego, historycznego, itp.

Doskonałym przykładem jest Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beethovena czy wspomniany Festiwal Chopin i jego Europa, który wykorzystując światową markę nazwiska i twórczości prezentuje za każdym razem inne spojrzenie na muzyczny wiek XIX i XX. Utwory znane i popularne sąsiadują z kompozycjami, które mają re-premierę po wielu latach zapomnienia.

Taką ciekawostką było w tym roku pierwsze wykonanie Tańców galicyjskich Juliusza Zarębskiego (1854- 1885), pianisty i kompozytora, ucznia Franciszka Liszta. Okazało się, że w niczym nie ustępują one słynniejszym Tańcom węgierskim Johannesa Brahmsa czy Tańcom słowiańskim Antonina Dworzaka. Nie jest to przypadek odosobniony. Muzykolodzy, podobnie jak archeolodzy, przeszukują archiwa, strzepują kurz z rękopisów, opracowują przekazywane do bibliotek zbiory kompozytorskie. Ich niekiedy wręcz detektywistyczna praca pozwala nam – słuchaczom – na nowo odkrywać znane kompozycje i poznawać nowe.

I tu powstaje problem muzycznego nadmiaru. W zasadzie bardzo trudno jest wskazać jakiś obowiązujący kanon utworów muzyki klasycznej. Liczne składanki, powielające od lat ten sam zestaw kompozycji, nie spełniają już swojej roli. Wyprzedziło je z całym swoim bogactwem toczące się wokół nas życie muzyczne. Ten dobrostan muzyczny zawdzięczamy pracy wybitnych menadżerów kultury, którzy przygotowują kolejne odsłony festiwali od myśli przewodniej, przez dobór repertuaru i artystów, aż po zdobywanie sponsorów. I kto wie, czy nie jest to najważniejsza z umiejętności. O wielkim szczęściu mogą mówić te instytucje, które podpisują kilkuletnie umowy sponsorskie ze spółkami skarbu państwa, gwarantując sobie względny komfort finansowy.

W tym roku dwie spółki pokryły koszt zakupu rękopisów Ballady g–moll i pieśni Wiosna Fryderyka Chopina, które dołączyły do zbiorów Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina. Jest to realna pomoc w gromadzeniu w jednym miejscu wszystkich rozproszonych po świecie pamiątek chopinowskich. Dlaczego o tym piszę? Bo 17 października przypada 168. rocznica śmierci Fryderyka Chopina. Z tej okazji w Bazylice św. Krzyża w Warszawie, gdzie spoczywa serce kompozytora, zabrzmi Requiem Wolfganga Amadeusza Mozarta. Ten sam utwór, który na prośbę kompozytora towarzyszył Mu w ostatniej drodze. (www.nifc.pl).


„Nasze Czasopismo” nr 10/2017