Polityka

PARADOKS LIBERALNEJ DEMOKRACJI

Używając pojęcia „demokracja liberalna” nie zdajemy sobie sprawy, że stanowi ono zbitek pojęć „demokracja” i „liberalizm”, których współistnienie jest możliwe, ale tak samo trudne, jak współistnienie psa i kota.

Andrzej Zaleski

Przez demokrację rozumiemy na ogół władztwo ludu. Lud sprawuje władzę bądź samodzielnie, bądź poprzez swoich przedstawicieli. Właściwie, posiada władzę niczym nie ograniczoną. Ma być tak, jak chce większość. Ona rządzi.

Pojęcie „liberalizmu” utożsamiamy na ogół z pojęciem wolności. Wolności jednostki, mniejszości, wolności gospodarowania, wyznania, i wielu innych.

Między pojęciem „demokracja” a pojęciem „liberalizm” istnieje sprzeczność. Pogodzenie obu tych modeli stara się zapewnić system, którą nazywamy „demokracją liberalną”, czyli takim ustrojem, w którym rządzi demokratycznie wybrana większość, ale z poszanowaniem praw i wolności jednostek oraz wszelkiego rodzaju mniejszości. Na straży wolności stoją instytucje z natury swej niedemokratyczne. Zaliczamy do nich sądy, w tym Trybunał Konstytucyjny, Bank Centralny, media, różnego typu organizacje, w tym międzynarodowe (takie jak Komisja Europejska), które działają na podstawie obowiązującego prawa. Gdy między pojęciem „demokracja” a pojęciem „liberalizm” istnieje stan równowagi, kraje demokracji liberalnej się rozwijają, ich gospodarka rośnie, a spokój społeczny jest zachowany.

Gdy jednak następuje zachwianie równowagi na korzyść jednego ze wskazanych pojęć, dochodzi do zaburzeń, które niejednokrotnie kończyły się rewolucjami lub krwawymi wojnami. Demokracja bez zabezpieczeń liberalnych ma tendencję do przekształcania się w dyktaturę o różnych kolorach, a liberalizm do rządów elit pomijających interesy większości obywateli, co w konsekwencji może prowadzić do rewolucji.

Wydaje się, że taki stan mamy dzisiaj, zwłaszcza w Polsce i Europie. Instytucje zabezpieczające wolność rozrosły się ponad miarę. Demokracja została ograniczona. Ludzie poczuli, że władza wymyka im się z rąk. Że tak właściwie nic od nich nie zależy. O wszystkim decydują obce im elity w Warszawie czy w Brukseli.

Dlatego pilną potrzebą chwili jest przywrócenie równowagi poprzez ograniczenie pozycji instytucji stojących na straży wolności na rzecz instytucji realizujących ideały demokratyczne. Obywatele muszą partycypować w realnej władzy, gdyż inaczej sami upomną się o swoje, kierowani różnej maści populistami, kosztem wielu cierpień i zniszczeń.

Dlatego należy spowodować, aby:
Wybory do parlamentu były w pełni proporcjonalne, bez progów wyborczych. Parlament powinien być reprezentatywny dla poglądów całego społeczeństwa.
Zwiększyć rolę obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej.
Zapewnić obywatelom udział w wymiarze sprawiedliwości poprzez udział ławników przy podejmowaniu wszelkich decyzji procesowych zarówno w postępowaniu przygotowawczym, jak i sądowym, łącznie z postępowaniem przed Trybunałem Stanu.
Wprowadzić powszechny samorząd gospodarczy, tak aby wszelkie decyzje podejmowane wobec przedsiębiorców były podejmowane przez nich samych lub przez ich przedstawicieli.
Następował rozwój samorządu terytorialnego z wykorzystywaniem referendów lokalnych.
W zakładach pracy wprowadzono elementy samorządu pracowniczego, który mógłby współdecydować o zasadniczych sprawach firmy, nawet jeżeli jest ona prywatna.
Wprowadzić zasadę, że Przewodniczący Rady Europejskiej jest wybierany w ogólnoeuropejskich wyborach powszechnych z jednoczesnym poszerzeniem jego kompetencji, a Komisarze Unii Europejskiej są wybierani w krajowych wyborach powszechnych, analogicznie jak posłowie do Parlamentu Europejskiego.

Przy opracowaniu niniejszego tekstu korzystałem z pracy Yaschy Mounka „Ludzie kontra demokracja. Dlaczego nasza wolność jest zagrożona i jak ją ratować” oraz wywiadu opublikowanego w „Tygodniku Powszechnym” (nr 1, 6.01.2019 ).


fot. pixabay.com

„Nasze Czasopismo” nr 02-03/2019