Polityka

WOLNOŚĆ – ALE JAKA?

Trzy lata temu idąc alejami Ujazdowskimi w obronie Konstytucji skandowałem razem z wielotysięcznym tłumem: „Wolność, Równość, Demokracja”. Każdy z uczestników manifestacji chciał, aby państwo nie zabierało mu jego wolności.

Andrzej Wierzba

W historii cywilizacji niewolnicy byli całkowitą własnością innych osób. Do niewoli trafiali jako jeńcy wojenni, jako osoby porywane na sprzedaż lub do odpracowania swoich długów. Mimo że obecnie niewolnictwo jest zakazane w praktycznie wszystkich krajach świata, nadal w wielu miejscach dochodzi do handlu dziećmi jako tanią siłą roboczą i kobietami zmuszanymi przez organizacje mafijne do prostytucji. W niektórych mało demokratycznych krajach ludzie są umieszczani na wiele lat w obozach pracy przymusowej na podstawie wyroków mało mających wspólnego z prawami człowieka.

W naszej Konstytucji słowo „wolność” pojawia się ponad 80 razy. Mamy wolność osobistą, sumienia i religii, własności prywatnej, prasy, tworzenia partii i wszelkich stowarzyszeń, działalności gospodarczej, zgromadzeń. Konstytucja powstawała po całkowitym odzyskaniu niepodległości w 1989 roku, po wycofaniu wojsk radzieckich z naszego terytorium. Po wielkim zrywie i historycznym przełomie posłowie wierzyli w dobre intencje kolejnych rządów.

Niestety, zapisy konstytucji okazały się niewystarczające do zapewnienia demokratycznej wolności obywatelom. Najbardziej problematycznym punktem okazały się „wolność prasy i innych środków społecznego przekazu”. O ile w poprzednich kadencjach sejmu posłowie wszelkich partii byli dopuszczani do wyrażania opinii, obecny rząd stosuje praktykę podawania własnych wersji wydarzeń. „Paski” w programach informacyjnych, manipulowanie danymi statystycznymi, pokazywanie wyrwanych z kontekstu wypowiedzi polityków innych partii pokazują nieprawdziwy obraz sytuacji politycznej i gospodarczej.

Każdy nowy podatek lub opłata może budzić wątpliwości, czy nie jest to ograniczenie wolności. W starożytnym Egipcie niewolnik oddawał 90 proc. zarobku swojemu panu. Czy przedsiębiorca oddający na różne podatki ponad 90 proc. dochodu jest jeszcze wolnym obywatelem, czy już niewolnikiem? Artykuł 22 Konstytucji wyraźnie mówi: „Ograniczenie wolności działalności gospodarczej jest dopuszczalne tylko w drodze ustawy i tylko ze względu na ważny interes publiczny”.

Młodzi ludzie, znający Excela i umiejący porównywać dane demograficzne, bez problemu wyliczą, że nie mają szansy dostawać emerytury. Wpłacane przez nich pieniądze idą wyłącznie na pokrycie zobowiązań podjętych przez poprzednie rządy względem osób pracujących w firmach i administracji państwowej. Czy zabieranie młodym ludziom pieniędzy, za które nic nie dostaną, nie jest odbieraniem im wolności? Zamiast inwestować we własne przedsięwzięcia lub posiadać więcej dzieci, młodzi swoimi składkami i podatkami spłacają zobowiązania poprzednich rządów.

Ludzie, mający nawet wszystkie podstawowe prawa, chcą dobrze żyć w społeczeństwie pełnym reklam pięknych samochodów, wspaniałych mieszkań, uśmiechniętych kobiet i profesjonalnie niedogolonych mężczyzn. Chcąc być pełnoprawnym członkiem społeczności próbują podążać za oczekiwaniami z ekranów telewizorów. Kupują mieszkania i samochody na kredyt i pracują po 10 godzin, aby ten kredyt spłacać.

Nie mają już łańcuchów, tylko są monitorowani przez smartfony z GPS. Nie uprawiają pod okiem nadzorcy ziemi motyką, tylko przebierają palcami po klawiaturze laptopa. Nie mają zapewnionego jedzenia na plantacji, tylko stołują się w barach. Budując domy, wychowując dzieci i walcząc ze spłatą kredytu dożywają wieku, gdy większość swoich pieniędzy muszą przeznaczać na leki pozwalające im zamaskować bóle starzejącego się organizmu. Niska emerytura zmusza ich do ustalenia na zakupionej i spłaconej nieruchomości odwrotnej hipoteki, która pozwala im godnie przeżyć starość. I może dopiero w tym momencie zdają sobie sprawę, że całe życie byli niewolnikami ekonomicznego konsumpcjonizmu.


fot. Andrzej Wierzba

„Nasze Czasopismo” nr 02-03/2019