Polityka

CO LEPSZE DLA PARTII –DYSCYPLINA CZY LIDER?

Jednym z problemów liberalnej demokracji jest ambiwalencja w postrzeganiu roli liderów politycznych. Z jednej strony ufamy im, bo to łatwiejsze niż zrozumienie szerokiego ideologicznie ruchu politycznego. Jednak zarazem autorytarny lider ogranicza demokratyczny charakter partii.

Maciej Milczanowski

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego w wojsku podstawą funkcjonowania jest bezwzględna dyscyplina? W ujęciu stereotypowym, żołnierz na polu walki ma obowiązek na rozkaz poświęcić swoje życie. Nie musi rozumieć dlaczego, czy jego śmierć uchroni jego bliskich przez nieszczęściem? Czy choć pomoże jakimś obcym ludziom? A może ta ostateczna ofiara ma jedynie pozwolić na zwiększenie zysków koncernom paliwowym? Może służy firmom zbrojeniowym?

Żołnierz nie ma myśleć

To nie ma znaczenia. Pada rozkaz i żołnierz ma go wykonać, nawet jeśli rozkaz jest nieprzemyślany, wynika z błędnych danych i jego wykonanie doprowadzi w konsekwencji do katastrofy. W takiej sytuacji żołnierz poświęca to, co ma najcenniejszego – swoje życie, pozostawia zrozpaczoną żonę, osierocone dzieci, a jego ofiara może okazać się zupełnie niepotrzebna, a nawet szkodliwa dla własnej ojczyzny.

Żołnierz nie ma więc myśleć, zastanawiać się, nie ma miejsca na wątpliwości i wahania, ma wykonać rozkaz. Taka dyscyplina ma jednak konsekwencje, które dziś są postrzegane w coraz bardziej negatywnym świetle. Powoduje bowiem ogromne straty własne, żołnierze wykonując rozkazy tracą instynkt samozachowawczy, do zera spada ich kreatywność. Stają się „mięsem armatnim”, np. szturmując silnie opancerzony punkt oporu biegiem przez otwartą przestrzeń.

Szacuje się, że w czasie II Wojny Światowej nawet kilka procent żołnierzy ginęło od ognia bratobójczego, żołnierze szturmując jakiś cel, pod wpływem potężnego uderzenia adrenaliny strzelali swoim kolegom biegnącym przed nimi w plecy. Inny skutek tak rozumianej dyscypliny to dezercje.

Partyjne mięso armatnie

Dyscyplina partyjna w niektórych ugrupowaniach politycznych jest tak samo żelazna jak w wojsku. Nie przypadkiem nazywa się niektórych polityków, a także ich zwolenników, „partyjnymi żołnierzami”, „betonem partyjnym” itp. Politycy wykonują rozkazy swojego lidera bezrefleksyjnie, nie zwracając uwagi na konsekwencje dla państwa. Dyscyplina sprawia, że stają się bardziej partyjni niż polscy, robią bowiem wszystko dla dobra partii, nawet jeśli zdają sobie sprawę, że szkodzą państwu.

Bywa też, że politycy wykonują polecenia lidera w sposób kompromitujący ich samych oraz cały parlamentaryzm. Tak było z próbą wyboru pani Agnieszki Dudzińskiej na stanowisko Rzecznika Praw Dziecka. Jako że była to kandydatka partii rządzącej, poparli ją wszyscy jej posłowie. Jednak zanim doszło do głosowania w Senacie, na szczytach partii pojawiła się nowa koncepcja. Na sygnał lidera, bez żadnych wyjaśnień czy konsultacji, wszyscy senatorowie PiS zagłosowali przeciw kandydaturze pani Agnieszki. Jakże żałośnie to wyglądało, gdy profesorowie, prawnicy, politycy z dużym doświadczeniem głosowali przeciw własnej kandydatce, nie wiedząc dlaczego to robią. Na dodatek pani Agnieszka przepadła już drugi raz głosami partii, która ją wysunęła. Nic dziwnego, że zaraz potem zapowiedziała, że trzeci raz do tego już nie da się namówić.

Tak dalece posunięta dyscyplina czyni z parlamentarzystów „żołnierzy partyjnych”, wykonujących bezrefleksyjnie rozkazy. Skoro nie wiedzieli, dlaczego głosowali przeciw własnej kandydatce, to skąd społeczeństwo ma wiedzieć, czy głosują w interesie państwa, czy może partia jest dla nich jedynym priorytetem? Oczywiście partia zapewnia stanowiska, a zatem wynagrodzenia, a także poczucie władzy, choć to ostatnie musi być bardzo iluzoryczne, gdy jest się wykorzystywanym tak instrumentalnie. Podobne praktyki są także udziałem innych partii, choć nie należy doszukiwać się symetrii, bowiem różne są zasady panujące w różnych partiach.

Nawyki rodem z PRL

Społeczeństwo nie protestuje, bo przywykło do takiego „stylu” uprawiania polityki. Tzw. model wodzowski wynika też po części z PRL, będąc w jakimś sensie konsekwencją trwałości „homo sovieticus” we wciąż sporej części społeczeństwa. Owo określenie można ogólnie uznać za odwrotność społeczeństwa obywatelskiego, w którym ważna jest świadomość roli jednostki w zbiorowości, zrozumienie mechanizmów politycznych, aktywność zamiast polegania na „wodzu”…

Nie oczekując samodzielnego podejmowania decyzji od polityków, przyzwalamy na wodzowskie metody. Zamiast siły setek rozumów w kierowaniu państwem, mamy lidera i wiernie naśladujące go „klony”. Jeśli te ”klony” przejmują telewizję publiczną, spółki skarbu państwa, ministerstwa czy urzędy, to nie należy się dziwić, że ustawy są pisane w jeden wieczór, bez konsultacji, a potem nowelizowane setki razy…

Kres ślepego posłuszeństwa

Tu warto przedstawić nowoczesne podejście do dyscypliny w wojsku. Otóż od stu lat wprowadzana jest koncepcja Mission Command. Polega ona na tym, by w wojsku rezygnować z bezmyślnego wykonywania rozkazów, a w to miejsce szkolić liderów, na wszystkich poziomach hierarchii wojskowej. Powstała nawet koncepcja strategicznego kaprala, który musi samodzielnie podejmować decyzje na polu walki. Żołnierz ma rozumieć cel strategiczny oraz założenia taktyczne. W ramach dyscypliny strategicznej posiada jednak swobodę taktyczną, a na wyższych szczeblach operacyjną. Wymaga to liderów o wyższych kompetencjach niż w tradycyjnym modelu, ale oszczędza wiele istnień ludzkich (także wśród cywilów) i pozwala na znaczne zwiększenie efektywności działań.

Podczas gdy w wojsku rezygnuje się z bezmyślnego wykonywania rozkazów, polityka w Polsce zdaje się zmierzać w przeciwnym kierunku. Politycy są karani finansowo za głosowanie wbrew woli lidera, nawet jeśli głosowania dotyczą kwestii światopoglądowych. Odbiera się im wolną wolę i możliwość podejmowania decyzji zgodnych z przekonaniami. To sprawia, że partie stają się nie tyle ugrupowaniami politycznymi, co armiami „klonów” mających wciskać guzik do głosowania na polecenie, bez zadawania pytań.

Siła argumentu

Tymczasem w partii musi toczyć się dyskusja, lider musi potrafić przekonać członków partii do swoich racji, a nie oczekiwać wykonywania rozkazów wbrew ich woli. Albo ustąpić, jeśli zarząd bądź większość członków ma inne zdanie, a lider nie potrafi się z tym pogodzić. Posłowie wybierani są zarówno jako członkowie partii, jak i jako osoby odpowiedzialne, kierujące się jakimś zbiorem zasad deklarowanych podczas kampanii.

Dlatego też dyscyplina partyjna powinna dotyczyć jedynie kierunku strategicznego, natomiast w większości głosowań posłowie i senatorowie powinni mieć możliwość głosowania zgodnego z własnym sumieniem i wiedzą. Wówczas standardy demokratyczne w całym państwie byłyby wzmacniane. To istota demokracji liberalnej, czyli jedynej demokracji, jaka istnieje i której zasady powinniśmy przywrócić w Polsce.


Dr inż. Maciej Milczanowski – Instytut Nauk o Polityce, Zakład Nauk o Bezpieczeństwie, Uniwersytet Rzeszowski
StratLider – Trener w Projekcie Bohaterskiej Wyobraźni profesora Zimbardo
Najnowsza książka: „Taktyka, strategia i przywództwo Aleksandra Wielkiego”
fot. pixabay.com

„Nasze Czasopismo” nr 02-03/2019