Społeczeństwo

W KOŚCIELE CZAI SIĘ ZŁO

Wizyta duszpasterska miała być „słuchaniem wiernych” „w pełnym napięcia klimacie społecznym”. Jednak w czasie parominutowej wizyty, w trakcie której ksiądz nawet palta nie zdjął, bo tak się spieszył, nie sposób było przedyskutować problemów nękających kościół i wiernych.

Ewa Sadowska-Cieślak

Ujawniane od dłuższego czasu fakty z życia kościoła katolickiego – nie tylko w Polsce – napawają uczciwych katolików oburzeniem i w związku z tym klimat społeczny wokół niego jest – delikatnie mówiąc – nienajlepszy. Kościół jawi się jako źródło nienawiści i zła miast miłości bliźniego i czynienia dobra. W tym kontekście rozmowa z parafianamiz to dobry pomysł, szczególnie – aby wyjaśnić stanowisko kościoła, wyrazić żal i skruchę za postawę duchowieństwa, poinformować , w jaki sposób ma nastąpić oczyszczenie z grzechów i zaniedbań, a także – jak zadośćuczynić krzywdom wyrządzonym ofiarom. Niczego takiego jednak nie usłyszałam.

Wręcz przeciwnie – gdy poruszyłam kwestię pedofilii wśród części duchowieństwa, ksiądz wyraził oburzenie, że inni też gwałcą dzieci, a mówi się tylko o księżach. To fakt, inni też gwałcą, nawet ojcowie dzieci, ponieważ pedofilia jest ciężkim zaburzeniem osobowości i dotyka nie tylko przedstawicieli kleru. Tyle, że ci „inni” lądują w więzieniach, natomiast księża są przenoszeni do innej parafii, chronieni przed odpowiedzialnością karną przez nowego proboszcza i biskupa, częstokroć gwałcą inne dzieci.

Potwierdził to biskup Tadeusz Pieronek w rozmowie z Moniką Olejnik, twierdząc, że przesuwanie pedofila do innej parafii było dawaniem mu szansy na „poprawę”. O zgwałconych dzieciach – ani słowa. O zadośćuczynieniu – ani słowa, bo… „są gorsze przestępstwa”. Takie rozumowanie jest niedopuszczalne, niemoralne i ohydne, szczególnie w instytucji, której podstawowym celem jest dbanie o zasady moralne i głoszenie „słowa Bożego”. Nie ma znaczenia, co robią inni – Kościół i jego funkcjonariusze mają być moralni! Albo stają się niewiarygodni.

Jeszcze bardziej oburzający jest fakt, że władze kościoła w Polsce dopiero pod presją społeczną zabrały głos w sprawie wykorzystywania seksualnego osób małoletnich przez „niektórych” duchownych. Których? Ano, nie wiadomo i nigdy się pewnie nie dowiemy. Zapowiedzi sporządzenia raportu na temat pedofilii w kościele – kiedyś, bez podania terminu – nie uspokajają, a tworzą wrażenie, jakoby episkopat chciał sprawę zamieść pod przysłowiowy dywan.

Zgodnie z zarządzeniem papieża Jana Pawła II z 2001 roku, władze kościelne każdego kraju miały obowiązek raportowania każdego przypadku pedofilii księży do Watykanu. Trudno zatem uwierzyć, że polski episkopat nie posiada listy przewin księży i że na sporządzenie raportu potrzebuje tyle czasu. Czyżby nie dopełniał tego obowiązku przez 17 lat? Czy też – zdaniem episkopatu – nie było takich przypadków w Polsce?

Słowa przeprosin ze strony episkopatu to za mało. Bez naprawy krzywd nie ma ani przebaczenia, ani rozgrzeszenia. W liście episkopatu nie ma ani słowa o naprawieniu krzywd i zadośćuczynieniu ofiarom, które potrzebują długotrwałej terapii, często nie są zdolne do pracy, mają problemy emocjonalne, często psychiczne. Nie mają pieniędzy na terapię, często nie mają pieniędzy na życie. A kościół? Milczy i udaje, że nic się nie stało, „modli się” albo zastrasza ofiary i podtyka im do podpisania oświadczenia o zrzeczeniu się roszczeń w zamian za jakąś jałmużnę.

Ofiarami zajmuje się świecka fundacja “Nie lękajcie się”. Niektóre ze zgłaszających się do niej osób mają po 60 i więcej lat i całe życie żyły z piętnem, w poczuciu wstydu i grzechu. Obwiniały siebie, bo księża gwałciciele kładli im do głowy, że jeśli komuś powiedzą, pójdą do piekła. Teraz zrzucają z siebie te ciężary. 7 stycznia fundacja opublikowała mapę pedofilii kościelnej. Jej rozmiar poraża, a to nie koniec, bo ciągle zgłaszają się nowi poszkodowani. Najstarszy ma 79 lat!

Na to wszystko ksiądz odpowiedział , że księża to też grzeszni ludzie. Otóż – nie chcę się uczyć jazdy samochodem od instruktora, który sam łamie przepisy ruchu drogowego. Tak samo nie chcę księży, którzy mając usta pełne frazesów nie są w stanie żyć według głoszonych zasad. A skoro nie są w stanie, to nasuwa się pytanie: czy sami wierzą w to, co głoszą? Z kim mamy do czynienia? Z cwaniakami czy oszustami? Czy po śmierci jest kara za grzeszne życie? Jeśli kara naprawdę jest, to dlaczego księża się jej nie boją? Bo może to wszystko jedna wielka ściema i oni o tym wiedzą? I manipulują maluczkimi dla własnej korzyści?

Tu dochodzimy do kolejnego problemu – przemocy psychicznej kościoła wobec wiernych. Głosząc zasady, których nikt nie jest w stanie przestrzegać, nawet duchowni wszystkich szczebli, kościół wywołuje w wiernych permanentne poczucie winy: moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina; przeto błagam itd… To nieprzypadkowe słownictwo. Jakąż to straszną winę mają ludzie biegający co tydzień do kościoła? Moim zdaniem żadnej, ale kościół utrzymuje ich w przekonaniu, że są wielkimi grzesznikami, strasząc piekłem i potępieniem wiecznym.

Aby pomóc wiernym, tzw. księża egzorcyści sporządzili spis grzechów, z których należy się spowiadać. Lista to dziewięć stron zapisanych maczkiem i według niej niemal wszystko jest grzechem. Trzeba się spowiadać z faktu, czy w rodzinie były np. samobójstwa/zabójstwa, czy ktoś rzucił na ciebie przekleństwo, jakie były wielkie grzechy twoich przodków, czy wierzysz w przesądy, czy byłeś u wróżki, czy masz figurkę Buddy, czy korzystałeś z homeopatii… I oczywiście życie seksualne, z którego egzorcyści każą się spowiadać bardzo szczegółowo.

W normalnych ludziach ta lista budzi salwy śmiechu, ale dla części wiernych jest źródłem olbrzymiego stresu, który przenoszą na życie rodzinne i małżeńskie. Do czego to prowadzi? Do zastraszenia wiernych? A podobno najważniejszym przykazaniem boskim jest „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”!

Idąc dalej dochodzimy do znęcania się egzorcystów nad kobietami wymagającymi pomocy psychiatrycznej bądź psychologicznej. Przytaczane w prasie przypadki „wypędzania” diabła to opisy znęcania się nad bezbronnymi kobietami. To na przykład wypędzanie „demona wegetarianizmu” przez wpychanie do ust salcesonu, wlewanie wody święconej do ust kobiety przywiązanej pasami do drewnianego łoża w kazamatach kościoła, „namaszczanie” pochwy „olejami świętymi” (bo diabeł umiejscawia się u kobiety oczywiście w pochwie), przywiązywanie kobiet do łóżek i foteli, kładzenie się na nich, obmacywanie… Pierwszy proces wytoczony przez tak „egzorcyzmowaną” kobietę toczy się już przed polskim sądem. Szczęśliwie trafiła ona do psychiatry i jest leczona.

Kościół ingeruje zdecydowanie za daleko życie intymne wiernych. Jeśli aborcja jest złem, to walka kościoła z antykoncepcją jest jedną z przyczyn aborcji nieplanowanych ciąż i przypomina walkę kościoła z Giordano Bruno, Galileuszem… czyli z postępem w nauce. To fakt, że antykoncepcja ma skutki uboczne. Antybiotyki też mają. I wszystkie inne leki. Czy mamy z nich zrezygnować? Od dbania o zdrowie człowieka są lekarze, a nie kościół. To kobieta i mężczyzna wspólnie decydują, czy, kiedy i ile chcą mieć dzieci. I kościołowi nic do tego. Do tego tematu należy stosunek kościoła do procedury zapłodnienia pozaustrojowego, z którego rodzą się wyłącznie wyczekiwane i kochane dzieci. Co w tym złego? Może pora uznać osiągnięcia współczesnej nauki?

Jaki jest zatem współczesny kościół – czy traktuje uczciwie i sprawiedliwie swoich wiernych obu płci? Jak ma się w nim odnaleźć osoba uczciwie wierząca w to, że w kościele mieszka Bóg, a księża prowadzą „owieczki” do królestwa niebieskiego – jeśli widzi, że część przewodników stada gwałci dzieci, ukrywa gwałcicieli albo w najlepszym razie udaje, że niczego nie widzi. Inni żyją w obłudzie (księża – ojcowie dzieciom, homoseksualiści), jeszcze inni gwałcą i maltretują chore psychicznie kobiety (stanowią one ponad 90 proc. „egzorcyzmowanych”). Jeszcze inni są chciwi i nienasyceni, zdzierają z wiernych pieniądze, by żyć luksusach ,jak ksiądz z Torunia, który od bezdomnego przyjął dwa samochody – kto w to uwierzy? – i rozbija się jedną z najdroższych limuzyn koncernu Daimler Benz.

To dzieje się pod okiem biskupów, którzy o wszystkich przypadkach naruszenia zasad obowiązujących w kościele katolickim przez podległych im księży zapewne doskonale wiedzą, a przynajmniej wiedzieć powinni. Pewnie wielu z nich nie jest osobiście bez winy. W polskim kościele katolickim panuje totalne rozprzężenie. Można odnieść wrażenie, że nikomu już nie zależy na jego reputacji. Spadająca liczba wiernych uczestniczących w liturgii niedzielnej i przyjmujących komunię dla nikogo nie jest znakiem ostrzegawczym?

Jako ciągle jeszcze członek społeczności powszechnego kościoła katolickiego pragnę wyrazić moje najgłębsze oburzenie szerzącym się złem, jakie w nim zagościło i domagam się od całego duchowieństwa, szczególnie tych księży, którzy uczciwie wypełniają kapłańską posługę, episkopatu w szczególności, i wszystkich uczciwych wiernych podjęcia stanowczych działań w celu oczyszczenia kościoła.

Przede wszystkim domagam się oddania pod państwowy sąd wszystkich księży dopuszczających się obcowania płciowego i innych czynności seksualnych z dziećmi, a także wydalenia ich ze stanu kapłańskiego i wpisania na listę pedofilów.

Domagam się kategorycznie ustawowego zakazu egzorcyzmów – znęcania się tzw. księży egzorcystów nad chorymi psychicznie kobietami i ich surowego ukarania.

Domagam się zniesienia celibatu, aby księża mogli żyć tak, jak inni mężczyźni, według własnego wyboru. Jeśli księża innych wyznań, profesjonaliści wszystkich zawodów mogą zakładać rodziny i jednocześnie wykonywać swój zawód, księża katoliccy też mogą. Niech pokażą swoją gromadę dzieci (wynik niestosowania antykoncepcji), niech żyją tak, jak żyją wierni. Może przestaną pouczać ludzi i pleść bzdury dotyczące życia rodzinnego i małżeńskiego.

Obłuda panująca w kościele katolickim w Polsce napawa mnie obrzydzeniem tak dalece, że zaprzestałam uczestnictwa w jakichkolwiek nabożeństwach. Nie wiem, kim są księża odprawiający msze – czy są gwałcicielami, czy ukrywającymi gwałcicieli, czy tylko milczącymi ze strachu sojusznikami zła, czy zostawili gdzieś na pastwę losu własne dzieci, czy faktycznie mają prawo odprawiania mszy świętej, czy są de facto antychrystami. Komunia z ich rąk budzi we mnie odrazę. Takiego kościoła nie potrzebuję i takiego się wyrzekam. Czuję się oszukana i okradziona z wartości, w których zostałam wychowana.

Czego oczekuję? Powrotu do źródeł. Lustracji kapłanów – od wikarego po kardynała. Odzyskania wiarygodności przez kościół. Mam prawo wiedzieć, kim jest każdy ksiądz mojej parafii i diecezji. Nie chcę tkwić w organizacji, w której zło stoi obok dobra i trudno odróżnić, kto jest kim. W tej sytuacji sama znajdę swoją drogę do Boga. Podobno „u Ojca mego jest mieszkań wiele” – to i dla mnie jakiś kąt, według win i zasług, się znajdzie.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 02-03/2019