Polityka

POLITYCZNA NIEPRZYZWOITOŚĆ

Staroświecką „przyzwoitość” w przestrzeni publicznej zastąpiła nowoczesna, ale w sumie mało konkretna „polityczna poprawność”. Ma bowiem wielką zaletę: można ją ignorować.

Mateusz Kijowski

W wyjątkowym czasie początku 2019 roku trudno napisać coś oryginalnego. Trudno tym bardziej, jeżeli chce się pozostać w zgodzie z własnymi przekonaniami i nie dotknąć osób, których sprawy osobiste, życie i uczucia stały się tematem powszechnej debaty wbrew temu, co dzisiaj nazywa się „poprawnością polityczną”. Kiedyś nazywano to po prostu „przyzwoitością”. Znaczenie to samo, jednak… jakoś nie wypada występować przeciwko przyzwoitości. Przeciwko poprawności politycznej za to nie tylko wypada, ale w niektórych kręgach należy. Magia słów… Na kradzież kiedyś wymyślono słowo przewłaszczenie. Na wszystkie brzydkie rzeczy można znaleźć ładne słowa. I na odwrót. Tak więc dzisiaj nie mówimy „przyzwoitość”, tylko „poprawność polityczna”, żeby uzasadniać nieprzyzwoite zachowania.

Kwestia przyzwoitości ma dzisiaj kluczowe znaczenie. Władysław Bartoszewski przez kilkadziesiąt lat powtarzał, że „warto być przyzwoitym” i chyba za bardzo przywykliśmy do powtarzania tej słusznej maksymy, aby ją rozumieć i stosować w życiu.

Nieprzyzwoitym byłoby dzielenie ludzi na przyzwoitych i nieprzyzwoitych – każdy powinien dbać o własną przyzwoitość. Sądzę jednak, że bez problemu można wskazać zachowania, które w sposób oczywisty są nieprzyzwoite. Dzieją się na naszych oczach i w większości przypadków nie spotykają się z żadną krytyczną reakcją.

Zacznę od mediów, bo one mają największy wpływ na opinię publiczną i najszybciej wpływają na obniżenie poziomu debaty publicznej. Od wielu miesięcy to właśnie media (i nie mam tutaj na myśli tzw. szczujni, którą uważam za aparat propagandowy, a nie media) włączały się w nagonkę przeciwko Pawłowi Adamowiczowi. Ci, którzy w najpoważniejszym stopniu przyczynili się do jego zaszczucia, dzisiaj słusznie podpierają się wcześniejszymi publikacjami „Gazety Wyborczej”, „Newsweeka”, „Dziennika”, TVN24 czy Onetu. Po styczniowym zamachu te same media bez żadnego oporu przyłączyły się do powszechnego tonu żałoby. Nie zauważyłem, żeby chociaż zająknęły się o swojej roli we wcześniejszym szczuciu albo przeprosiły. Szkoda, bo warto być przyzwoitym.

Niektórzy politycy tłumaczyli nam latem 2018 r., że nie mogą wystawić Pawła Adamowicza w wyborach, bo za chwilę będzie aresztowany. Po śmierci prezydenta, który znalazł uznanie u wyborców wbrew politykom, ustawili się w kolejce do trumny prezydenta. Szkoda, bo warto być przyzwoitym.

Ci, którzy od lat przekonywali, bez dowodów ani nawet poszlak, że katastrofa komunikacyjna była zamachem, dzisiaj, mimo ewidentnych dowodów, kiedy do zamachu doszło na oczach całego świata, próbują nam tłumaczyć, że to zwykły wypadek. Wcześniej na różne sposoby siali złe emocje (przypomnę tylko obecnego wiceministra, który kilka miesięcy temu pisał, że trzeba postawić Adamowicza do pionu i przejść od słów do czynów). Szkoda, bo warto być przyzwoitym.

Publiczna propozycja dla wdowy, która kilkanaście dni wcześniej pochowała męża, aby weszła na listy wyborcze (w domyśle – żeby podnieść atrakcyjność tych list) – jak to można w ogóle ocenić? Naukowiec, który niedawno opublikował wyniki badań socjologicznych nad społecznością w niewielkim mieście, dzisiaj jest współzałożycielem nowej partii, mającej odpowiadać na wnioski z tych badań. Czy można być jednocześnie twórcą i tworzywem? Wiarygodność tych badań została na zawsze podważona. Szkoda, bo warto być przyzwoitym.

„Działacze społeczni”, którzy potępiają politykę i polityków za ich „zakłamanie, nieszczerość i brudne interesy”, a jednocześnie sami stają do wyborów? Wyborcy, którzy swoje sympatie polityczne zmieniają pod wpływem jednego medialnego show. Zobaczyli trochę konfetti, pokaz laserowych świateł, starannie wyreżyserowane przedstawienie, przemówienie złożone z wyników badań opinii społecznej… i już deklarują, że popierają. Zupełnie jak w cyrku, gdzie publiczność bije brawo, kiedy zobaczy królika wyjętego z kapelusza. Szkoda, bo warto być przyzwoitym.

Czy jest jednak ktoś, kto nie ma powodu do uderzenia się w piersi? Czy jest partia, środowisko polityczne czy społeczne, które świadomie realizuje swoją wizję, nie oglądając się na sondaże i stawiając wartości oraz swój program ponad popularność i chwilowy interes polityczny?

Od kilku lat powtarzam, że kto koncentruje się na przeszkodach, traci z oczu cel. Od polityków nie oczekuję, żeby mówili mi, co ja myślę. To wiem sam. Oczekuję, żeby przedstawili projekt, wizję, cel. Wierzę, że są w stanie mnie zaskoczyć, zaproponować coś, na co sam bym nie wpadł. Od polityków oczekuję też referencji w postaci ich przeszłości. Zanim na nich zagłosuję, chcę się dowiedzieć, co robili wcześniej. Zagłosuję na tego, kto przez lata mądrze działał, nie na tego, kto po raz kolejny ogłosił postulaty zgodne z moimi, ale nigdy niczego znaczącego nie dokonał, zaś jego współpracownicy z dawnych czasów od niego się odcinają.

Wiem, co myślicie, drodzy czytelnicy — Popatrz w lustro. Co sam osiągnąłeś? — Nie mnie oceniać. Ja jednak nie startuję w wyborach. Nie zabiegałem o miejsce na listach w wyborach samorządowych, nie zabiegam w europejskich ani w parlamentarnych. Mam swój program, swoją wizję Polski. Dopóki jednak nie zdobędę dla tego programu realnego poparcia, nie wystąpię w żadnym wyścigu wyborczym.

Wiem, że popularność i poparcie są ważne. Jednak poparcie musi być dla programu, dla celów, nie zaś dla osób, które nie wiedzą, co myślą, zanim nie zobaczą wyników badań opinii publicznej. Fajerwerki, światła, klakierzy i konfetti nie zmieniają ani moich sympatii, ani poglądów, ani wartości, które są dla mnie ważne. Obietnice zaś mają dla mnie znaczenie tylko wtedy, kiedy są poparte sposobami ich realizacji. Życzenia zdrowia, szczęścia i wszelkiej pomyślności przyjmuję z okazji urodzin, jednak znacznie bardziej zapadają mi w pamięć i serce te bardzie osobiste. Z okazji wyborów oczekuję znacznie mniej, ale za to konkretnie i realnie. Popieram tych, którzy wykazali się umiejętnością rządzenia, którzy mają doświadczenia i osiągnięcia. Którzy zbudowali realną siłę polityczną, zweryfikowali się zarówno w wyborach, jak i w działaniu.

Że co? Że nie daję szans nowym ludziom, pomysłom czy ideom? Pewnie. Bo nie ma nowych wartości. Mogą być nowe sposoby ich realizacji. Jednak wykrzyczenie tego, co ważne, w nowej scenografii i przy nowym akompaniamencie, przez nowe osoby, to nie jest nowa wartość. To tylko nowe opakowanie. Kiedy miałem kilkanaście lat, mogłem dać się nabrać. Dzisiaj umiem skupić się na zawartości, nie na opakowaniu, na celu, nie na przeszkodach. Wybieram tych, którzy wiedzą, ile kosztuje spełnianie obietnic, nie tych, którzy znowu chcą wygrać, zmieniając makijaż i pokazując, że wiedzą, co mnie boli. Wolę skuteczne leczenie od atrakcyjnej diagnozy.

Wybieram doświadczonych polityków i polityczną przyzwoitość.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 02-03/2019