Polityka

ALEA IACTA EST

Zabójstwo Pawła Adamowicza pokazało, że spór polityczny w Polsce przekroczył Rubikon. Kilka polubownych gestów tuż po tragedii obudziło w nas na moment nadzieję na opamiętanie, lecz zniweczyła ją nieobecność najważniejszych polityków PiS podczas minuty ciszy dla uczczenia przez Sejm pamięci zamordowanego prezydenta.

Michał Ruszczyk

Patrząc na ostatnie wydarzenia z perspektywy blisko czteroletnich rządów PiS można śmiało powiedzieć, że jako społeczeństwo zobojętnieliśmy na brutalność języka. Mowy nienawiści używa już chyba każdy z nas – w mediach społecznościowych, w prywatnych rozmowach na tematy polityczne, podczas manifestacji do grupy osób, które stoją po drugiej stronie barierek. W wyniku odmawiania prawa do patriotyzmu osobom, które rozumieją go inaczej, aktów przemocy fizycznej oraz kwestionowania człowieczeństwa drugiej stronie, doszliśmy już do ściany. Zarazem, w sensie socjologicznym, przeszliśmy cały proces, który może doprowadzić nas do wzajemnej eksterminacji.

Spóźnione wysiłki

Wprowadzenie lekcji na temat mowy nienawiści jako remedium na zaistniałą sytuację czy „błyskawiczna” reakcja służb, które dopiero teraz zaczynają przesłuchiwać hejterów ślących pogróżki pod adresem osób publicznych, to – niestety – działania spóźnione. Odnoszę wrażenie, że po śmierci Adamowicza przypominają raczej gaszenie pożaru za pomocą benzyny, gdyż kilka lekcji lub interwencji służb nie zmieni ugruntowanych już nawyków ani nie obudzi uśpionej wrażliwości. Przeciwnie, może jeszcze bardziej zradykalizować nastroje po obu stronach. Już teraz Ordo Iuris agituje rodziców, by odmawiali zgody na udział dzieci w takich zajęciach. To może z kolei sprowokować szkoły do uznania, że lekcje te są obowiązkowe, co znów… i tak dalej.

My jako społeczeństwo nie potrzebujemy jednak pojedynczych lekcji na temat zwalczania mowy nienawiści, gdyż te nic nie dadzą. Potrzebujemy ostrej terapii szokowej, aby się opamiętać. Dopiero potem nadejdzie czas na szeroko rozumianą pracę u podstaw, która oprócz próby wyeliminowania hejtu z przestrzeni publicznej nauczy nas także, jak szanować siebie nawzajem, jak rozmawiać z osobami o innych poglądach i/lub wyznaniu. Może przy okazji pojmiemy sens obywatelskości, praworządności i podstawowych zasad funkcjonowania państwa, które chce przynależeć do Europy, a nie wegetować pod butem sąsiada ze Wschodu.

Na skraju wojny domowej?

Jedną z najlepszych, moim zdaniem, analogii historycznych jest sytuacja we Francji w XVI wieku – zamach na przywódcę hugenotów admirała Gasparda de Coligny i masakra tychże podczas Nocy św. Bartłomieja oraz krwawa wojna domowa, która była skutkiem ostrych podziałów ideologicznych i politycznych. Należy również wspomnieć, że do wydarzeń tych doszło w wyniku zaostrzającego się sporu między francuskimi katolikami (historyczny odpowiednik lepszego sortu Polaków) i protestantami (gorszy sort). Kontynuując tę analobie ozna bby powiedzieć, że Młodzież Wszechpolska, wystawiająca akty zgonów politycznych prezydentom wielkich miast staje się odpowiednikiem stronnictwa Gwizjuszy, a Stefan W. namiastką Francois Ravaillaca, zabójcy króla Henryka IV.

Ta więc 13 stycznia w Gdańsku ktoś rzucił kości, by zdecydować o losie naszego kraju. Stefan W. swoją zbrodnią i gestami tryumfu po jej dokonaniu symbolicznie przekroczył Rubikon między wątłą nadzieją na demokrację a terroryzmem politycznym. Konsekwencje tego czynu mogą być dramatyczne dla Polski, gdyż potencjalnie przekreślają szanse na kontynuowanie sporu politycznego z PIS-em i jego zwolennikami na poziomie w miarę cywilizowanym. W elektoracie obecnej ekipy rządzącej zostały rozbudzone skrajne emocje, które są również coraz bardziej widoczne wśród przeciwników „dobrej zmiany”. Droga do eskalacji przemocy stoi otworem… Kto teraz pierwszy powie „Alea iacta est”?


fot. Ewa Krawczyk-Dębiec
„Nasze Czasopismo” nr 02-03/2019