Polityka

DOPÓKI SIĘ ŻYJE, TRZEBA ROZMAWIAĆ

O odpowiedzialności za słowo, fatalnych konsekwencjach błędnych decyzji w kulturze i edukacji, postawie Kościoła katolickiego i działaniach opozycji

z Mają Komorowską rozmawia Agnieszka Gołas

Czego by pani życzyła Polakom na Nowy Rok?

Po tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza trudno w ogóle mówić. Ta śmierć przejdzie do historii. Moment, w którym się to stało – odliczanie światełka do nieba – był odliczaniem do śmierci. Wielka radość prezydenta, że tyle ludzi wspomaga WOŚP, że i on zebrał tak dużo pieniędzy, porywała wszystkich. I Jego słowa – ostatnie słowa – zapadają w nas tak głęboko, że ten czas, który teraz następuje, trudno odłączyć od tej tragedii. Czego więc można życzyć? Można życzyć, żebyśmy byli odpowiedzialni za słowo. Żebyśmy mieli świadomość, jaką siłę ma słowo – że potrafi zniszczyć, zabić. Dopóki się żyje, trzeba rozmawiać. Odmienność zdań czy przekonań nie musi być powodem podziałów. Chciałoby się, żeby każde spotkanie z drugim, z innym wyzwalało w nas szacunek i prawdziwe zainteresowanie jego losem.

Jest pani bardzo aktywna w kulturze i także w pewnym stopniu w polityce. Najpierw o pani działalności zawodowej: co pani teraz robi i jakie ma pani plany na ten rok?

Nadal gram z Wiesławem Komasą w Teatrze Współczesnym sztukę Johna Murella w reżyserii Waldemara Śmigasiewicza „Mimo wszystko” i gościnnie z Adamem Ferencym „Szczęśliwe dni” Samuela Becketta w reżyserii Antoniego Libery w Teatrze Dramatycznym. W związku z kolejnym wydaniem książki Barbary Osterloff „Pejzaż. Rozmowy z Mają Komorowską dawne i nowe” mam dużo spotkań z czytelnikami w Warszawie, w całej Polsce, ale i za granicą. Niedawno byłam na spotkaniu z Polonią w Londynie. Ostatnio poruszyła mnie historia Mietka Kosza, opisana w scenariuszu Macieja Pieprzycy. Dlatego przyjęłam małą rolę w filmie pt. „Ikar. Legenda Mietka Kosza”. Oprócz tego godziłam się kilkakrotnie na wywiady o mojej pracy, audycje radiowe.

Jak oceniłaby pani politykę kulturalną rządu? Co się dzieje teraz z „Zeszytami Literackimi”, z Instytutem Teatralnym, z polskimi teatrami? Co pani sądzi o pomyśle ministra Glińskiego dotyczącym połączenia państwowych zespołów filmowych – WFDiF, KADR, TOR, ZEBRA, KRONIKA, Studia Miniatur Filmowych?

Jeśli chodzi o działania społeczne, bo tak bym je nazwała, to w ostatnim czasie najbardziej zaangażowana byłam w sprawy Instytutu Teatralnego i „Zeszytów Literackich”. Trudno mi się pogodzić z przerywaniem ciągłości tego, co działało bardzo dobrze, służyło kulturze. Przykładem tego jest choćby Teatr Polski we Wrocławiu. Bardzo łatwo jest zniszczyć coś, na co pracowało tak wielu wybitnych ludzi. Odbudować to będzie bardzo trudno, bo zniszczona została nie tylko struktura, ale i zaufanie społeczne. W ostatnim czasie jestem bardzo zaniepokojona próbą centralizacji filmu. Jakakolwiek reforma tej dziedziny sztuki wydaje mi się absurdem, bo co to znaczy reformować coś, co zyskało uznanie nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie, z czego możemy być dumni, a nie brać udział w niszczeniu. Uważam, ze akt twórczy nie może być kierowany odgórnie.

Często ktoś mnie pyta, czy jestem związana z polityką. Odpowiadam, że w ścisłym znaczeniu tego słowa – nie. Nawet przed laty, kiedy proponowano mi kandydowanie na senatora, nie wyraziłam zgody. Uważałam wtedy, ze inni zrobią to lepiej, a ja powinnam się zająć tym, co umiem i do czego się zobowiązałam – przygotowaniem przedstawienia dyplomowego studentów, z którymi pracowałam od pierwszego roku w Akademii Teatralnej. Natomiast wszystko, co dzieje się w kraju, w życiu społecznym, po prostu mnie obchodzi, jest dla mnie ważne.

Budziły mój sprzeciw sprawy dotyczące Muzeum II Wojny Światowej, które uznane zostało za wielkie światowe wydarzenie – miejsce przełamujące stereotyp myślenia o naszej historii. Sprawa niszczenia trójpodziału władzy moim zdanie jest niebezpieczna dla demokracji, zwłaszcza w kraju, który demokracji dopiero się uczy. Reforma szkolnictwa wprowadza niepotrzebny zamęt i chaos w wychowaniu młodych ludzi, którzy przecież niedługo będą stanowić o naszym losie. Ważne jest, żeby czerpali wzorce z tego co dobre, a nie z bałaganu. Z tym wiąże się sprawa niepełnosprawnych: wykluczenie ich z normalnego życia jest w moim poczuciu złem. I jeszcze rzecz dotycząca uchodźców – wygląda na to, jakbyśmy sami zupełnie zapomnieli, że od wieków byliśmy również emigrantami, uchodźcami… Trudno mówić o naszym chrześcijaństwie, człowieczeństwie, jeśli się jest niewrażliwym na potrzeby innych, którzy są w dramatycznych potrzebach.

Co się dzieje z kościołem katolickim w Polsce? Czy uważa pani, że powinien przystąpić do samooczyszczenia się i rozliczenia wobec społeczeństwa? Myślę tu głównie o trzech sprawach: wpływie kościoła na politykę rządu, jego bogactwie oraz udokumentowanych, licznych przypadkach pedofilii.

Bolesne dla mnie są również sprawy związane z naszym Kościołem. Znam wielu, bardzo wielu wybitnych kapłanów, którzy całe swoje życie oddają Bogu i ludziom. Znam też takie siostry zakonne. Tym bardziej dotyka to wszystko, czego się dowiadujemy, ponieważ i na nich spada to odium. Tu nie może być żadnego kompromisu. Są ludzie skrzywdzeni. I ludzie, którzy ich skrzywdzili. Musi być jednoznaczne oczyszczenie. Od lat dyskutuje się o rozdziale Kościoła i państwa. Tadeusz Mazowiecki w roku 2010 mówił o przyjaznym rozdziale państwa i Kościoła. Zacytuję jego słowa, bo sama lepiej tego nie powiem:

„Normalny problem Kościoła z demokracją polega na tym, że Kościół czasami musi być znakiem sprzeciwu, nawet jeśli sprzeciwia się wyborowi większości. Ten sprzeciw Kościół powinien jednak realizować w kategoriach moralnych, a nie domagać się koniecznie od demokratycznego i pluralistycznego społeczeństwa oraz reprezentującego je państwa wsparcia prawnego. (…)

Obecność Kościoła w debacie publicznej jest oczywiście potrzebna, ale powinna to być obecność właściwa Kościołowi, to znaczy niestronnicza, nieangażująca Kościoła po którejkolwiek ze stron politycznego konfliktu, ale nadrzędna i dążąca do przekraczania tych właściwych pluralistycznemu społeczeństwu sporów.”
(grudzień 2010 r., „Znak” nr 667)

Uczestniczy pani w wielu demonstracjach sprzeciwiających się polityce PiS-u. Jakie, pani zdaniem, są zadania oraz szanse opozycji ulicznej?

Tak, uczestniczę zawsze wtedy, kiedy sprawa wydaje mi się na tyle ważna, że złączenie się razem, we wspólnocie, poczucie wspólnoty, tego, że jest nas dużo podobnie myślących, czujących, jest jakimś w moim pojęciu obowiązkiem. Wynika z przynależności do kraju, w którym się żyje. Jest mierzeniem się ze sprawami, na które nie znajdujemy w sobie zgody, przyzwolenia. Nic innego nie przychodzi do głowy, jak spotkać się i być razem. Często zresztą nic innego nie można zrobić.

image description

Tak było nie tylko w sprawach Trybunału, Sądów, Szkolnictwa, Puszczy Białowieskiej, ale i wtedy, kiedy spontanicznie zgromadziliśmy się na Placu Defilad po śmierci Piotra Szczęsnego. W ciszy. Nie można było pojąć, objąć, zrozumieć, że nie znalazł innego sposobu protestu wobec tego, co go śmiertelnie bolało, na co się nie godził i co tylko tak mógł wyrazić. Chciałoby się, żeby to Jego wołanie do nas nie było daremne… 14 stycznia 2019 roku znowu w całej Polsce, zresztą i w Europie, w wielu miejscach spotkali się ludzie, żeby być w milczeniu wobec śmierci Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska. Ja byłam w Warszawie na Placu Defilad…

Która z partii politycznych jest pani najbliższa i jakiej udzieliłaby pani rady opozycji parlamentarnej, aby doprowadzić do przegranej PiS-u w nadchodzących wyborach?

W obliczu tego, co się stało 13 stycznia 2019 roku w Gdańsku, nie umiem mówić na ten temat. Wieczorem po śmierci Pawła Adamowicza Andrzej Friszke powiedział w TVN24 zdanie, które wydaje mi się ważne, istotne i piękne. Myśl była taka: polska polityka zapomniała, że jej celem jest dobro wspólne, że ma je budować, a nie prowadzić walkę…

Ma pani bardzo silną osobowość i jest pani pełna niezwykłej serdeczności dla ludzi. Skąd pani czerpie tę siłę?

Moim ulubiony słowem jest „starać się”. Wiem, że to się różnie udaje, ale ważne jest chcieć tego. Długo już żyję i coraz większy niepokój jest, czy potrafię wypełnić ten czas, który pozostał. Moją nadzieją jest to, że człowiek może się poprawić. Ważne jest, żeby nie stracić ciekawości do ludzi i do życia…


fot od góry:
fot. Chris Niedenthal
fot. Beata Chojnacka
„Nasze Czasopismo” nr 02-03/2019