Społeczeństwo

DEPOPULACJA, CZYLI ŚWIŃSKI PROBLEM DZIKA

Na początku stycznia 2019 r. opinię publiczną rozgrzała informacja o planowanym odstrzale dzików. Nastąpiły bardzo emocjonalne reakcje na portalach pro-eko i rolniczych. Czy takie odstrzały są konieczne? Jak to wygląda z punktu widzenia rolnika i ekologa?

Wiesław Kalicki*

ASF jest realną chorobą wirusową, śmiertelną dla świniowatych i zupełnie obojętną dla innych zwierząt oraz ludzi. Zagraża gospodarczej hodowli świń, a wieprzowina jest podstawowym mięsem w naszym jadłospisie. Spożywamy jej rocznie około 42 kilogramów na osobę, co stanowi ponad 60 proc. spożycia mięsa.

Pierwotnym żywicielem wirusa (ASFV) był żyjący w Afryce guziec zwyczajny (łac. Phacochoerus africanus). Guźce zarażają się ASFV, ale przechodzą infekcję bezobjawowo. Inne gatunki afrykańskich świń – dzikany (rodzaj Potamochoerus) i dzikacze (Hylochoerus meinertzhageni) zwykle także są odporne na zjadliwą postać choroby. Kiedy w Afryce pojawiły się nieodporne na ASF świnie domowe, wirus stal się problemem i wraz ze świniami został przez człowieka przywieziony do Europy. Pierwsza europejska epidemia ASF zaczęła się na Półwyspie Iberyjskim w roku 1957. Dzik europejski okazał się nieodporny na ASF i stał się nosicielem i rezerwuarem wirusa. Do Polski wirus dotarł z Gruzji poprzez Rosję i Białoruś.

Bioasekuracja

Dziki są nosicielami wirusa i jedną z dróg rozprzestrzeniania się wirusa, choć nie jedyną. Zmniejszenie populacji poprzez odstrzał może pomóc w walce z ASF, ale ważniejszym elementem jest rygorystyczna i droga bioasekuracja, niemożliwa w praktyce do zastosowania w małych gospodarstwach. Choroba oznacza więc likwidację małych hodowli świń, gdzie powstaje najlepszej jakości mięso.

Na konieczność  bioasekuracji zwracała w 2015 r. uwagę pani poseł  Dorota Niedziela – podsekretarz stanu Ministerstwa Środowiska, która stwierdziła, że „głównym wektorem ASF jest człowiek – to on go przenosi na duże odległości (np. samochód na 400 km) i to np. na ubraniach wirus może dostać się do chlewu. Bioasekuracja to podstawa ochrony dla gospodarstw. Zabezpieczone budynki, maty odkażające, ubrania ochronne. Koszty instalacji wynoszą ok. 30 tys. zł i błędem jest obniżenie przez rząd dopłat do bioasekuracji, było 70 proc., obecnie jest 50 proc. – powinno być 100 proc., ważne też jest szybkie usuwanie padłych dzików ze środowiska – w nich jest najwięcej wirusa, który może się rozprzestrzeniać wraz z krwią i innymi płynami ustrojowymi”.

Pierwsze odkryte przypadki ASF u świń w 2015 r. można było skutecznie ograniczyć, ale zaniedbano wówczas problem i teraz z każdym rokiem rachunek za skuteczną walkę z wirusem będzie rósł. Nawet najlepiej prowadzona bioasekuracja nie zabezpiecza chlewni w 100 proc., dlatego redukcja populacji dzików jest ważnym elementem walki z afrykańskim pomorem świń.

Odstrzał

Nadal pozostaje pytanie czy należy strzelać do dzików, czy nie? Dziki powodują bardzo poważne straty w uprawach rolnych, a związane jest to z olbrzymim wzrostem ich populacji, spowodowanej powszechną uprawą kukurydzy. Roślina ta jest bardzo istotna w procesie produkcji pasz dla bydła mlecznego. Od lat 90-tych ubiegłego wieku, liczba dzików wzrosła wielokrotnie. W Polsce w 2000 r. jego populację szacowano na 80 tys., zaś obecnie na 240 tys. Dostępne dane nie są jednak miarodajne, gdyż liczenie prowadzone jest metodą obserwacji całorocznej, bardzo niedokładnej i subiektywnej. Pewną wskazówka mogą być dane z Niemiec, gdzie populację dzika oficjalnie szacowano na 400 tys. Korektę szacunków na 1,5 mln zrobiono, kiedy w sezonie 2016/2017 dokonano odstrzału 590 tys. sztuk, zaś w sezonie 2017/2018 aż 890 tys. W Polsce w sezonie 2017/2018 odstrzelono 340 tys. sztuk, co wskazuje na niedoszacowanie populacji w naszym kraju.

Warto zwrócić uwagę, że całkowita redukcja dzików jest niemożliwa, bo i tak nastąpi ich napływ z krajów sąsiednich. Gdyby jednak udała się, byłaby katastrofą ekologiczną. Dziki są niezbędnym elementem ekosystemu leśnego. Mamy już przykłady takich absurdalnych działań z Chin, gdzie po całkowitej likwidacji wróblowatych nastąpiła niekontrolowana inwazja owadów, powodująca wielokrotnie większe straty w rolnictwie, niż ptaki zjadające ziarno.

Nikt jednak chyba nigdy nie planował całkowitej eksterminacji dzika, a jedynie rozrzedzenie populacji.
Oczywiste jest też, że zbiorowe polowania w strefie gdzie są zarażone dziki spowoduje rozprzestrzenienie się ASF na teren całego kraju i jako takie nie powinny być prowadzone. Każdy odstrzał obwarowany powinien też być zasadami bioasekuracji.

Zwiększony odstrzał dzików, ale z poszanowaniem etyki łowieckiej, potrzebny jest na terenach gdzie jeszcze nie stwierdzono choroby. Zmniejszenie zagęszczenia dzików będzie czynnikiem hamującym rozprzestrzenianie się choroby, co jest dobre, zarówno dla nich, jak i bezpieczeństwa hodowców świń. Okres zimowy z temperaturami poniżej zera jest najlepszy do polowań, bo radykalnie zmniejsza ryzyko rozprzestrzeniania ASF.

Warto też pamiętać o cierpieniu dzików z powodu choroby. Od lutego 2014 r. do dnia dzisiejszego potwierdzono 3 347 przypadków ASF. Średnio jeden przypadek obejmował kilka zwierząt. Można więc przyjąć, że w wyniku choroby ASF w Polsce padło kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt tysięcy dzików. Wirus dotknął zarówno samce, jak i samice (w tym te w ciąży), które padły po kilku dniach cierpień z powodu wysokiej gorączki, duszności, niedowładu zadu, biegunki i odwodnienia, poprzez pozostawienie choroby w populacji, z roku na rok skazujemy coraz więcej zwierząt na cierpienie i śmierć z powodu ASF.

Ochronić przyrodę

W Polsce odstrzał 200 tys. sztuk dzików w całym sezonie nie spowoduje eliminacji tych zwierząt ze środowiska. Tu pojawia się problem dotyczący polowań i kontroli populacji dzikiej zwierzyny. Powiększająca się liczba ludzi stanowi ciągłą presje na dziką przyrodę. Konieczność wyżywienia naszej populacji zmusza do wielkoobszarowych upraw i ich ochrony przed dzikimi zwierzętami. Niestety wypaczyliśmy ekosystem i dzisiaj wymaga on naszej interwencji. Dlatego warto na polowania spojrzeć racjonalnie nawet, jak ktoś nie jest myśliwym. Można chronić przyrodę powiększając obszary chronione (parki narodowe), zmniejszając presję rolnictwa i ludzi na środowisko, dbać o stare drzewostany, które są źródłem nasion np. żołędzi, orzeszków bukowych, ale i grubą ściółkę, w której dziki mogą znaleźć pokarm.

Wszyscy czekają na utworzenie dwudziestego czwartego parku narodowego (projektowany Turnicki Park Narodowy), gdzie nadal są wycinane stare buki. Jakiś czas temu partia .Nowoczesna złożyła projekt ustawy, mający na celu odblokowanie procesu powstawania i powiększania parków narodowych, przygotowany przez posłankę Ewę Lieder.  Jednym z najważniejszych problemów, który musimy rozwiązywać, to niedopuszczanie do konfliktu przyrody z ludźmi i powinniśmy zrobić wszystko aby nie był on totalny, bo zawsze przegra przyroda. Są elementy przyrody, które mogą – a nawet powinny być – blisko ludzi, a są i takie które z korzyścią dla obu stron muszą być izolowane. Równowaga ekosystemu oparta jest na wzajemnym wpływie roślinożerców i drapieżników, a człowiek jest drapieżnikiem szczytowym. Lasy i tereny nie zajęte pod uprawę, mają ograniczony potencjał do wyżywienia dzikich zwierząt i stąd konieczność kontroli populacji. Jej niekontrolowany rozrost powoduje straty w uprawach rolniczych. Ważne aby zrozumieć rolników, których wysiłek i praca są niszczone. Pola to ich źródło utrzymania, a plon z tych pól trafia na nasze stoły. Aby nie doszło do nowej wojny, Polsko-Polskiej, a raczej Ekologów z Rolnikami, potrzebna jest racjonalna, spokojna, podparta wiedzą ekspertów i faktami retoryka, bez niepotrzebnych emocji.


Wiesław Kalicki – rolnik prowadzący 39 hektarowe gospodarstwo ekologiczne
fot. pixabay.com