Kultura

CZARODZIEJSKI OGRÓD

Wyprawa do siedziby firmy Nalewki Staropolskie Karol Majewski i Wspólnicy to jedno z moich najciekawszych doświadczeń. Wbrew oczekiwaniom, nie będzie to opowieść o tajemniczych recepturach nalewek.

Jerzy Cichowicz

Jadąc do Łomianek wiedziałem o firmie Nalewki Staropolskie i jej założycielu tylko tyle, ile mogłem przeczytać w folderze, na stronie internetowej i w wywiadach prasowych. Mój rozmówca zajmował się w życiu wieloma rzeczami, które wbrew pozorom tworzą logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Wykwalifikowany ciastkarz-cukiernik, absolwent Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego i wieloletni dziennikarz muzyczny, szef Hot Club oraz Rady Programowo-Artystycznej studenckiego klubu Hybrydy, wielokrotny uczestnik maratonów oraz zawodów Ironman, wiceprezes Polskiego Związku Triathlonu oraz trener kadry narodowej w tej dyscyplinie, właściciel wytwórni płytowej – to wszystko role wcześniejsze. Nalewki robił już od najmłodszych lat w ramach sukcesji rodzinnej tradycji, którą przekazywała mu babcia i mama, ale zawodowo zajął się nimi dopiero w 2004 r.

Swobodnie rozmawiając, poruszaliśmy się w czasie. Powędrowaliśmy wspólnie na festiwal w Woodstock i do niezapomnianych solówek Jimiego Hendrixa oraz pierwszego koncertu Milesa Davisa w Warszawie. Będąc na samym końcu ogrodu, pomiędzy jego tylną bramą i furtką a stalowymi zbiornikami, zapytałem o ewentualne problemy z chętnymi do przyssania się do tych wszystkich kraników, kurków i zaworów. Sam płot, drewniany i dość niski, zdawał się wątpliwą przeszkodą na drodze do smakowitej zawartości połyskujących oszlifowaną stalą zbiorników. Wówczas dowiedziałem się, ile ministerstw i urzędów czuwa nad tymi zaworami, aby nawet jedna kropelka nie powędrowała gdzieś bez akcyzy i VAT-u.

Akcyzowy ogród

Nalewka figuruje w ustawowym wykazie wyrobów akcyzowych, do których można stosować procedurę zawieszenia poboru akcyzy, jednak pod warunkiem, że ich produkcja odbywać się będzie w składzie podatkowym. Ważne, że prowadzenie działalności gospodarczej w ramach składu podatkowego co do zasady nie odbiega od innych rodzajów działalności. Konieczne jest tylko spełnienie dodatkowych warunków i formalności, które wynikają m.in. z przepisów o podatku akcyzowym oraz przepisów celnych. I jak powiadają – „tutaj jest pies pogrzebany…”. Taką działalność „wspomaga” legislacyjnie aż siedem ministerstw, a nadzoruje i kontroluje wiele urzędów.

Najcenniejsze nalewki są produkowane w niewielkich ilościach

Karol Majewski szybko pojął, że procedura uzyskania decyzji zezwalającej na utworzenie składu podatkowego i podjęcie w nim działalności nie jest liniowa. Wystarczy, że właściwy urząd przedłuży czas na podjęcie swojej decyzji o miesiąc (ustawa zezwala na takie wydłużenie), to utraci swoją ważność któryś z załączników złożonych wraz z wnioskiem lub np. jakieś świadectwo techniczne. W praktyce oznacza to, że możemy wszystkie biurokratyczne starania rozpocząć od początku. Wszyscy zapewne pamiętamy z dzieciństwa gry planszowe, które zawierały pole „Wracasz na początek gry” i frustrację związaną z jego wylosowaniem.

Czy sądzicie, że dla kogoś, kto uprawia triathlon i wielokrotnie uczestniczył w zawodach Ironman to przeszkoda nie do przebycia? Nie, to raczej wyzwanie. Nie bez przeszkód, ale w końcu uzyskał upragnione zezwolenia i ruszył z produkcją ciągle pamiętając, że sama doskonała jakość produktu nie wystarczy. Rachunek ekonomiczny to podstawa. Firma Nalewki Staropolskie budowała przewagę konkurencyjną bazując na posiadanej działce, znajdujących się na niej nieruchomościach oraz używanych zbiornikach i wyposażeniu, które kupiono po okazyjnych cenach. Sprzęt pomocniczy samodzielnie skonstruowali innowacyjni pracownicy, których większość stanowią, jak przystało na firmę rodzinną, jej członkowie.

Slow Life

Mój bohater, mimo pojawiających się pokus, nie dał się wpędzić w pułapkę szybkiego wzrostu i ekspansji zagranicznej ani też nie dał się skusić iluzorycznym profitom związanym z wejściem w obszar produktów luksusowych. Takie pokusy zaczęły się pojawiać od momentu, gdy jego firma i produkty zaczęły odnosić sukcesy. Nie poddał się presji gigantycznych zamówień, które wymagałyby szybkiego zwiększenia mocy produkcyjnych.

Wraz z zamówieniami oczywiście pojawiały się także propozycje inwestycyjne, które szybko mogłyby doprowadzić do utraty kontroli nad firmą, a skala proponowanej produkcji byłaby nie do pogodzenia z już oczekiwaną przez odbiorców jakością. Natomiast segment produktów luksusowych, co prawda wymagałby bezwzględnie utrzymania najwyższej jakości, ale także gigantycznych nakładów na promocję i dystrybucję w wydzielonych kanałach. Dysponując tylko doskonałej jakości nalewkami, firma Karola Majewskiego musiałaby związać się z którąś z luksusowych marek globalnych lub ich zarządcą, który dysponuje funduszami na zakup całostronicowych reklam w „New York Times”, „Economist”, „Financial Times” itp. Wybór takiej drogi być może doprowadziłby do utraty własnej marki i firmy.

Pod względem kolorystycznym, gąsiory z nalewkami wspaniale komponują się z kwiatami w ogrodzie

Od samego początku firma przywiązywała dużą wagę do jakości. Włoskie butelki o wyrafinowanym kształcie, funkcjonalne korki z Portugalii oraz pięknie zaprojektowane etykiety – to już jej znaki rozpoznawcze. Wybitną jakość nalewek gwarantują sprawdzone przez pokolenia receptury, dobór dostawców owoców oraz talenty smakowe właściciela. Jak zdradził mi mój rozmówca, „przyroda na nas nie zaczeka” i dla każdego owocu jest optymalny czas jego wykorzystania. Zależy on od tylu czynników, że nie można go ująć w harmonogramie, a oceny często trzeba dokonywać przy konkretnym drzewie w sadzie. Czasami trzeba zbiór owoców odłożyć o kilka lub kilkanaście dni, zawsze dostosowując się do ich stanu.

Sekret sukcesu

Długo zastanawiałem się nad przyczyną sukcesu firmy Karola Majewskiego. Sądzę, że w tym wypadku było to umiejętnie wykorzystanie wyjątkowego talentu przedsiębiorcy. Związana z tym jest trochę sensacyjna historia. Pod koniec pierwszej klasy liceum, w dość romantycznych okolicznościach, Karol Majewski wziął udział w bójce. W konsekwencji został zmuszony do opuszczenia szkoły. Jego rodzice uznali wówczas, że powinno to być dla niego nauczką. Zabrzmiało to prawdopodobnie jak wyrok: Karol miał kontynuować naukę w szkole zawodowej. Szkoła Piekarska na Grochowie była jedyną zaproponowaną mu opcją, dano mu tylko wybór między klasą piekarską a cukierniczą. Ten splot okoliczności pozwolił ujawnić talent, który stał się pomocny po kilkudziesięciu latach.

Szkolne praktyki w zakładach gastronomicznych szybko ujawniły wyjątkowy i rzadki dar Karola Majewskiego – smak. Doświadczeni kucharze i cukiernicy nadzorujący pracę uczniów często prosili: „Karol, spróbuj tego. Dodałbyś czegoś?” Zauważyli, że ten wówczas kilkunastoletni chłopak potrafi trafnie rozpoznać kompozycje smakowe, a także je skorygować. Dzięki temu rodzinne tradycje związane z nalewkami oraz przechowywane przez pokolenia receptury i wiedza mogły trafić we właściwe ręce.


fot. Jerzy Cichowicz
„Nasze Czasopismo” nr 04-05/2019