Ekonomia

500 PLUS, CZYLI WÓZ PRZED KONIEM

Hojne rozdawanie pieniędzy ma wyłącznie jeden cel – wygraną w zbliżający się wyborach. PiS najwyraźniej nie chce dostrzec, że dalekosiężne skutki takiej polityki okażą się fatalne tak dla gospodarki, jak i dla stanu polskiego społeczeństwa w ogóle.

Dariusz Maciej Grabowski

Adresatem „piątki” Jarosława Kaczyńskiego nie jest żadna z grup społecznych, które w największym stopniu odpowiadają za stan i dynamikę zmian w gospodarce. Nie ma ani słowa o rolnikach i przedsiębiorcach. A przecież to oni organizują pracę milionów zatrudnionych, kształtują dochody większości społeczeństwa. W sposób bezpośredni, jako podatnicy i pośredni, jako pracodawcy, wpływają na dochody budżetu państwa. Czyż nie jest niepokojące, że ogłaszając swój program przywódca partii rządzącej pomija te dwa środowiska?

Ponieważ to rok wyborów, fundowana jest „kiełbasa wyborcza”. Ale to danie z reguły jednorazowe i przemijające. Jarosław Kaczyński serwuje deser dla wybranych – 500 plus na każde dziecko. To danie będzie podawane przez wiele lat. Pociągnie za sobą poważne konsekwencje dla dynamiki gospodarczej, struktury i świadomości społecznej oraz polityki.

Z punktu widzenia budowania wspólnoty, pokoju i zgody społecznej, rozwiązanie to uznać należy za błędne. Ono dzieli Polaków, skłóca ich, stygmatyzuje rodziny bezdzietne. Natychmiast nasuwa się pytanie – czy są grupy społeczne zasługujące na podobne uprzywilejowanie? Odpowiedź narzuca się sama: niepełnosprawni, nauczyciele, służby mundurowe, urzędnicy, pielęgniarki, młodzi lekarze, emeryci… Zatem one też powinny upomnieć się o pieniądze.

Prezes PiS podkreślał, że rozwiązanie 500 plus oznacza dawanie obywatelom wolności poprzez poprawę stanu zamożności. Słucham i uszom nie wierzę. Wolność to dla mnie przede wszystkim swoboda wyboru. Czy mają swobodę wyboru osoby, które nie osiągają godziwych dochodów z pracy i są uzależniane od socjalnej jałmużny? Czyż rozdając pieniądze, nie wynikające z wykonanej pracy, rządzący nie przyznają, że nie są zdolni zapewnić godziwych zarobków? Czy może być uznany za wolnego obywatel, który czeka na 500 plus? Czy na tym polega godność, że mąż i ojciec nie może przyjść do domu i powiedzieć: „zarabiam tyle, że możemy żyć i spokojnie myśleć o przyszłości”?

Jako przedsiębiorca od zawsze apeluję do rządzących o podniesienie rocznej kwoty wolnej od opodatkowania do wysokości średniego wynagrodzenia miesięcznego pomnożonego przez liczbę miesięcy. Taka powinna być doktryna ekonomiczna w państwie, w którym praca jest podstawowym źródłem dochodu większości społeczeństwa.

Dla ekonomisty 500 plus od razu rodzi pytania. Kto poniesie koszty operacji? Kto na tym najwięcej zarobi? Jakie będą skutki w dłuższej perspektywie?

Na pewno zarobią banki. To za ich pośrednictwem będą rozdzielane ogromne środki. Zapytam więc – czy w rozliczeniu za tak obfity napływ gotówki, którą banki pomnożą na swoją korzyść, ktoś z rządu negocjował z nimi chociażby obniżkę oprocentowania kredytów hipotecznych dla dwóch milionów polskich rodzin, które dziś są zadłużone na 20-30 lat? Odpowiedź brzmi – nikt.

Banki, z powodu nadmiaru pieniędzy w ich dyspozycji i wysokiej zyskowności, stracą motywację do udzielania kredytów inwestycyjnych przedsiębiorcom i rolnikom. Wystarczy im, że otrzymujący 500 plus z większą ochotą będą zaciągać kredyty konsumpcyjne i płacić wysokie odsetki. Podkreślmy – 500 plus spowoduje ograniczenie kredytu inwestycyjnego, tak potrzebnego dziś polskim przedsiębiorcom i rolnikom. Co gorsza, polska gospodarka znalazła się w paradoksalnej, bardzo niekorzystnej sytuacji, a mianowicie przy tempie wzrostu PKB 4-5 proc. rocznie spadają inwestycje. Przedsiębiorcy nie znajdują uzasadnienia dla inwestowania, mimo nawoływań rządu. Banki ze swej strony nie chcą kredytować inwestycji.

Na pewno zarobią też zagraniczne sieci handlowe. To one powinny bić brawo rządowi. Nic tak nie cieszy handlowca jak informacja, że na rynku zjawi się konsument o niskich i średnich dochodach, czyli taki, który nie oszczędza, lecz wydaje wszystkie pieniądze, a nawet zaciąga kredyt. Dlatego sieci handlowe zwielokrotnią działania reklamowe w celu przyciągnięcie klientów. To oznacza jednocześnie przyspieszoną eliminację z rynku małych i średnich sklepów polskich. Już teraz ubywa ich rocznie ponad 10 tysięcy. Dzięki polityce 500 plus i zakazowi pracy w niedzielę proces ten będzie przyśpieszał.

Trzecią grupą, która zarobi, są importerzy, na przykład samochodów używanych. W 2018 r. sprowadzono do Polski ponad milion takich aut. Większość liczyła ponad dziesięć lat i były to głównie najbardziej zatruwające środowisko diesle, często bez sprawnych katalizatorów. Jeśli przyjąć, że średni koszt auta wynosił 2-3 tys. euro, otrzymamy kwotę 9-14 mld złotych. Tyle wydaliśmy na import starzyzny. W ramach 500 plus w 2018 r. wypłacono ok. 24 mld złotych. Możemy zatem śmiało powiedzieć, że pani minister Elżbiecie Rafalskiej należy się odznaczenie od niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego za dobrze wykonaną robotę.

Rozumiem, że polskie rodziny chcą mieć samochody. Ale jako ekonomista pytam – czy importując starzyznę doganiamy czy przeciwnie, coraz bardziej odstajemy od Europy? Co na to polscy ekolodzy, którzy jakoś nie chcą zauważyć, że w centrach miast stare samochody są źródłem 60 proc. zanieczyszczeń powietrza? Polska już dawno powinna zmobilizować się i stworzyć własny przemysł motoryzacyjny.

Ogromna część wydatków z 500 plus zostanie przeznaczona nie tylko na towary z importu, ale i na sfinansowanie wakacji i wyjazdów za granicę. Obawiam się, że ceny tych usług wzrosną i w sumie najprawdopodobniej znacznie pogorszy się bilans handlu zagranicznego.

Część ekonomistów uważa, że wydatki socjalne rządu nakręcą koniunkturę, bo wydatki konsumpcyjne spowodują wzrost produkcji i zatrudnienia. Uważam te nadzieje za płonne. Jedyne, z czym się mogę zgodzić, to że może nawet 20 proc. wypłaconej kwoty wróci w formie podatków pośrednich do budżetu państwa.

Świadczenie 500 plus, którego pomysłodawcą jest prof. Julian Auleytner, nie miało wiele wspólnego z polityką pronatalistyczną i powinno być elementem strategii społeczno-ekonomicznej. Miało służyć zmniejszeniu bądź likwidacji biedy i wykluczenia w rodzinach wielodzietnych i tę rolę spełniło. Jednak liczba ludności w Polsce nadal spada , a w 2018 r.
na emigrację zarobkową udało się ponad 100 tys. Polaków. Jeśli zatem chcemy mówić o mądrej polityce pronatalistycznej, czas spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć – nie tędy droga.

W długim okresie polityka 500 plus oznacza koncentrację kapitału w sektorze bankowym, a zatem w sektorze kreującym pieniądz, a także koncentrację kapitału, głównie zagranicznego, w sektorze handlowym. Mówiąc krótko, pieniądz nie dla polskiego rolnika, polskiego małego, średniego, a nawet dużego przedsiębiorcy. Tymczasem tylko oni, płacąc podatki, są w stanie zapewnić realizację polityki socjalnej PiS.

Wbrew rozsądkowi i prawom ekonomii – PiS stawia wóz przed koniem.


fot. pixabay.com
„Nasze Czasopismo” nr 04-05/2019